| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Czasem zajrzę
Inne miasta
Odpad poprodukcyjny
Ściągawki
Wieki temu
Wpisy udźwiękowili...
Wapniak na świat spogląda

Że przyszłość nadejdzie

niedziela, 15 kwietnia 2012




Kolejny kiosk do kolekcji. Trzeba uwieczniać, zanim wszystko zostanie na jedno kopyto.


Przegląd prasy bez prasy. Człowiek coś sobie skrobnie na blogu, myśląc, że wie co pisze, a tu za chwilę się okazuje, że...
Kilka dni temu (raptem w piątek) pisałem tu:
"Oficjalne czynniki są zajęte sprawdzaniem stanu przygotowań do rozgrywek Euro 2012, począwszy od stadionów, poprzez drogi na... toaletach publicznych skończywszy. Ja zrobiłem tendencyjny przegląd naszych przygotowań do sezonu plażowego". A tu dzień po moim wpisie ukazuje się tekst pt. "Euro 2012. Po meczu kibic chce spać na plaży", w którym czytamy, że jednak plaże też muszą znaleźć się w spisie obiektów pod specjalnym nadzorem, bo jak twierdzą czynniki oficjalne: "Z naszych najnowszych informacji wynika, że część kibiców i turystów, którzy przyjadą na mistrzostwa, zamierza między i po meczach bawić się i nocować na plażach. Po prostu karimata, śpiwór i niebo nad głową. A że pomysły kibiców są nieprzewidywalne, dla nas oznacza to nowe działania - wzmocnienie zabezpieczenia tego terenu pod względem medycznym, sanitarnym i ratownictwa wodnego.".

No nic innego, jak wyprzedzam swoimi działaniami czas. I tym samym mój czas, spędzony na przeglądzie plaż przed sezonem, nie był czasem zmarnowanym.


Z kolei robiąc zdjęcia samochodów przed nowym terminalem gdańskiego lotniska, nie przyszło mi do głowy, że to nie są bynajmniej auta do służbowego użytku (w sumie trochę za małe toto dla tych równiejszych), ale samochody przeznaczone dla pasażerów linii lotniczych OLT Express, którzy będą chcieli je sobie wypożyczyć. Takie dwa w jednym. Za dodatkową opłatą oczywiście.

No w tym przypadku niczego nie wyprzedziłem, ale się zwyczajnie zgapiłem. Jak to w życiu zwykle bywa: raz na wozie, raz... podwozie.


*  *  *  *  *  *  *

Jeszcze dzisiejsze radiowe wynalazki muzyczne, mogące spodobać się miłośnikom wczesnych dokonań Black Sabbath. Miłośnikom i nie marudzącym, że ktoś coś kopiuje...


Freedom Hawk - Stand Back

Freedom Hawk - Bandito








piątek, 13 kwietnia 2012





Oficjalne czynniki są zajęte sprawdzaniem stanu przygotowań do rozgrywek Euro 2012, począwszy od stadionów, poprzez drogi na... toaletach publicznych skończywszy. Ja zrobiłem tendencyjny przegląd naszych przygotowań do sezonu plażowego. Jak to często u mnie bywa: skupiłem się na mniej reprezentacyjnych obiektach, które już nie pasują do zmieniającego się otoczenia i mają szansę na zniknięcie z naszej rzeczywistości. Tak jak dwie "chatki" z sąsiednich zdjęć, stojące na pograniczu Skweru Kościuszki i Mola Południowego. Mają te obiekty swoje lata i chyba czas ich trwania jest policzony(?).




Przenieśmy się jeszcze raz do Orłowa.
Tutaj jest jeszcze trochę do zrobienia przed sezonem...




Natura ma gdzieś nasze potrzeby wypoczynku nad falami Bałtyku i związane z tym roszczenia terytorialne. Dzięki okrągłemu "punktowi zaczepienia", możemy zaobserwować wyraźnie, że co w jednym roku człowiek usypie sobie skrawek piaskowej parceli, to w drugim, natura upomni się o swoje, uznając zapewne nasze działania za samowolę budowlaną. Czyli co? Znowu w tym roku dorośli będą bawić się piaskiem na plaży, niczym dzieciaki, uskuteczniając syzyfowe prace?
Powyżej: widok aktualny, poniżej: zeszłoroczny.





Jak się często okazuje, to zwykle przed wojną wszystko było lepsze i w ogóle naj. Taka plaża w Orłowie to też kiedyś była szeroka, że ho ho!!! Nie to co dzisiaj...


Zdj. Muzeum Miasta Gdyni. Łazienki - lata 30.



To już - ponoć - ostatnie chwile, aby wykonać fotkę orłowskich łazienek. "Ponoć", bo zapowiedzi o ich wyburzeniu sięgają jesieni 2010 roku (czyżby znowu zadziałało magiczne słowo, tłumaczące brak funduszy na cokolwiek: kryzys?).
Łazienki zostały oddane do użytku w czerwcu 1937 roku i zastąpiły wcześniejsze - drewniane. Dziś, obiekt jest już tylko cieniem dawnych lat świetności, gdy można było skorzystać ze 100 kabin z bieżącą wodą i 4 kabin z wannami do kąpieli w podgrzewanej wodzie morskiej. Jeszcze do lat 70. ubiegłego stulecia pomieszczenia służyły jako przebieralnie i pomieszczenia dla ratowników. Później rozpoczął się czas powolnej destrukcji, który na krótko przerwał flirt ze Sceną Letnią Teatru Miejskiego im. Gombrowicza (w tym miejscu w latach 1996-2009), czego wspomnieniem jest(?) wielka krata, jakby strzegąca wejścia na teren łazienek. Wg. komentarza do tego art. (tam też kolejne zdjęcie porównawcze resztek plaży) "Ostatnie remonty łazienek wykonywała, nawiasem mówiąc w okresie przedwyborczym, na początku lat 90tych ubiegłego wieku firma znanego producenta kotłów gazowych Janusza L.".
Może i tak było - jestem w stanie w to uwierzyć, wszak Leksztonia było wtedy wszędzie pełno.




Za to w przypadku największej - reprezentacyjnej, rzec by można - rudery Orłowa nie będzie fotograficznej powtórki z rozrywki. Ktoś najwyraźniej zwęszył historyczną moc PRL-u, tu zaklętą w tablicy fundacyjnej obiektu (która w tym wpisie zaistniała). Za xxx-lat będą takie tablice sprzedawane kolekcjonerom za ciężkie pieniądze, będąc swoistym kluczem do zrozumienia dawnych lat, niczym Kamień z Rosetty. Ten, kto trudził się nad wydłubaniem zdobyczy, ma łeb na karku, nie zasypia gruszek w popiele.



Nie będzie też opalania się na górnym tarasie rudery. O ile ogólny dostęp do obiektu jest bezproblemowy (nawet jest to niemała atrakcja dla fotografujących spacerowiczów), to wbrew zachęcającym słowom na ścianie "Welcome again", wejście na górny pokład zostało zabezpieczone solidną kratą.



Tuż poniżej reprezentacyjnej rudery, "wyrósł" nowy obiekt wolnostojący. Tak to jest, jak się coś odsłoni - w tym przypadku: zlikwiduje płot - to na światło dzienne wychodzą różne, niewidzialne dotąd obiekty. No nie mogę sobie przypomnieć, co tu właściwie było? No i zastanawia mnie: skoro to coś zlikwidowano, to dlaczego ten "bunkier" pozostawiono?







*  *  *  *  *  *  *

A czas (do lata) płynie, choć nie jest w płynie...
Instrumentalny kawałek z przytupem.

Faultline - Clocks








sobota, 24 marca 2012


Ostatni komentarz o tak szumnie reklamowanym fakcie, że Polska dostąpiła zaszczytu bycia na Street View, sprawił, że spojrzałem na takie zwykłe mapy z nieba (strit wju to ja preferuję w realnym świecie). I cóż się okazało? Zdjęcia zostały odnowione - chociaż wydają mi się mniej wyraźne niż w poprzedniej odsłonie - i wszystko wskazuje, że te widziane obecnie, pochodzą z wiosny zeszłego roku. Zrobiłem kiedyś zapobiegawczo kilka skanów miejsc, które już w momencie ich robienia były historycznymi...

P.S. Dzięki miłośnikowi bloga stałem się z deko znów mądrzejszy. Okazało się, że moja zapobiegliwość to psu na budę... Wszystko można bez problemu zobaczyć, spoglądając wstecz do woli. No tak, człowiek uczy się całe życie i głupim umiera.

Cóż się zatem zmieniło? Zdjęcia przedstawiają zmiany: maj 2008 - kwiecień 2011.





Incepcyjne zakrzywienie przestrzeni przy ul. Morskiej zostało wyprostowane, choć samo miejsce tkwi w marazmie. Bo cóż tu zmieniać?





Poniżej: postępująca zamiana terenów zielonych w parking przy ul. Władysława IV (teraz to już dwa
jedyne takie darmowe w centrum miasta). Kiedyś ten po prawej był płatnym, o ile dobrze kojarzę.




Przy okazji. Słychać narzekania, że Polacy nie potrafią parkować, a tu proszę: widać jak na dłoni, że społeczeństwo dopasowuje się do warunków naturalnych. Widać też, że na parkingu w prawym dolnym rogu też ludność się sprężyła. Wcześniej parkowano w czterech rzędach, wiosną 2011 już w pięciu. Polak potrafi! Tylko tych kurczących się terenów zielonych jakoś żal...


Dalej mamy zmiany po otwarciu węzła przy przystanku SKM Wzgórze... Nowotki. Tak łatwo się to kiedyś wymawiało i komu to przeszkadzało? Układ drogowy się zmienił nie do poznania, zerwano wtedy dach na przystanku kolejki, no i... parasole dwa zmieniły miejsce stacjonowania.







I na koniec jeszcze: ostatnie spojrzenie na stację paliw w Kolibkach.










Patrząc jeszcze na zbliżenie dachu stacji zawsze widzę tam zegar słoneczny, ale to se ne wrati...
My manipulujemy wskazówkami zegarów, a ten słoneczny zegarmistrz ma to gdzieś, będąc wiernym swej niezmienności.





*  *  *  *  *  *  *

Jeszcze raz wiosna w polskim wykonaniu. Miał być utwór Skaldów, który - w sumie mylnie - nazywany jest po prostu "wiosna", ale jakieś dziwne wersje znalazłem, więc w zamian: coś co kojarzy się też niezmiennie z wiosną. Utwór, który już ma... 44 lata(!), a nadal brzmi świeżo...

Skaldowie - Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał









piątek, 16 marca 2012




Park Rady Europy też nie ma szczęścia do zrealizowania planów. W tym przypadku, opóźnienia Polanki Redłowskiej to pikuś, bo plany zabudowy tego rejonu sięgają początków Gdyni jako miasta. Z drugiej strony, może to i dobrze, że przez tyle lat mieliśmy szczęście cieszyć się taką wolną przestrzenią, bo to docenimy dopiero wtedy, gdy już wszystko zaleje się betonem i wyrosną domy ze stali i szkła... Ale jeszcze poczekamy, bo już dawno planowano, że "Budowa Forum Kultury ruszy prawdopodobnie latem przyszłego roku, a zakończy dwa lata później". Słowa te przeczytać można było pod koniec 2009 roku, więc według nich, już powinno być wszystko na wysoki połysk. A jest jak na zdjęciach...

W tym miejscu w przedwojennych planach przewidywano utworzenie Dzielnicy Reprezentacyjnej. Najwcześniejszy projekt z 1926 roku został przekreślony przez potrzeby terytorialne portu i miasta. Do tematu wrócono w 1931 roku, gdy postanowiono zbudować Molo Południowe. Tak na marginesie: "lecz choćby przyszło tysiąc atletów, i każdy zjadłby tysiąc kotletów, i każdy nie wiem jak się wytężał, to nie udźwigną. Taki to ciężar"... przyzwyczajenia nazywania mola Skwerem Kościuszki. No ale do rzeczy: w 1935 roku ukończona została budowa mola, a rok później ogłoszono konkurs na rozplanowanie terenów przyległych. W czerwcu 1938 przyjęta została ostateczna wersja planu zabudowy terenu, ale wojna je przekreśliła.

No i tak włodarze miasta walczą z tematem do dzisiejszego dnia...






*  *  *  *  *  *  *

W nawiązaniu do ledwo widocznej - ale jednak - "Ławeczki Kinomana"...

James - Just Like Fred Astaire









piątek, 09 grudnia 2011





Tu zajdzie zmiana, więc trzeba było uwiecznić stan przed ich nastąpieniem, choć to i tak trochę "musztarda po obiedzie", a raczej: po herbacie. Nie znalazłem informacji, kiedy zakończyło się produkowanie paczek herbaty w magazynie POSTI przy ul. Polskiej. Łatwiej dowiedzieć się o początkach, choć i to tylko lakonicznie. Firma nadal działa (tu jej strona), ale już nie w Gdyni, skąd wywodzą się początki działalności firmy, sięgające 1953 roku. To w gdyńskim zakładzie wyprodukowano w 1968 roku pierwszą w Polsce herbatę ekspresową z charakterystycznym znakiem "Ex", która jest w POSTI produkowana do dzisiaj. Jednak obecnie zakłady produkcyjne znajdują się z dala od morza: w Kałuszynie (k. Mińska Mazowieckiego) i Gnieźnie.



W miejscu, gdzie za kilka lat będą zapewne wkraczać studenci w bramy uczelni (ma tu powstać między innymi Szkoła Morska, aktualnie mieszcząca się na terenie Dalmoru zdj.), "wieki temu" wózki elektryczne przewoziły setki palet z paczkami herbaty dziennie. Można by powiedzieć, że był to zakład pracy o charakterze zamkniętym. Mam w pamięci obrazek, gdy przychodził czas końca zmiany, kobiety zatrudnione w zakładzie zbierały się na ławce przy drzwiach (częściowo widocznych po prawej stronie) i gdy przyszła odpowiednia pora - i strażnik - zostawały wypuszczane na zewnątrz po przejrzeniu torebek i siatek.



Widok od strony ulicy Polskiej. To już "fanaberie" nowych czasów. Za czasów słusznie minionych nikt nie myślał tu o lampkach i kwietnikach.



Może nie powinienem tego pisać, nie będąc pewnym swoich słów, ale mam nieodparte wrażenie, że przez jakiś czas nazywało się to ZOSTI. Tak mi w pamięci jakoś zostało...



Widoczny na pierwszym planie magazyn też należał do POSTI. Na piętrze były biura administracji. Prawdopodobnie ten pierwszy budynek jest przeznaczony do rozbiórki, ale to tylko taka wieść gminna. Oprócz tych obiektów, firma miała palarnię kawy na ul. Jana z Kolna i spore magazyny koło Słupska, w miejscowości o "łatwej" do wymówienia nazwie: Jezierzyce.



Złomiarze już zdążyli zainteresować się mniejszym obiektem, ale widocznej w głębi bramy, wbrew pozorom, nie sforsowali - jest podwójna. Inna sprawa, że znaleźli łatwiejsze dojście do wnętrz.



Jak to się mądrze mówi: "za moich czasów", z widocznej powyżej strony znajdowała się rampa kolejowa i oczywiście tory wzdłuż magazynu. Z tego też powodu, cofanie ciężarówkami pod rampę - szczególnie dużymi zestawami - wymagało trochę umiejętności. Nie jeden świeżo upieczony kierowca miał tu kłopoty z cofaniem. A i tak zazwyczaj trzeba było prosić strażnika o otwarcie bramy na teren portu i stamtąd zaczynać zabawę...


*  *  *  *  *  *

Leniwie sączący się długas, do wielkiego kubka z gorącą herbatą...

Led Zeppelin - Tea For One







środa, 23 listopada 2011








Pomyślałem, że zrobię sobie kilka ujęć ważniejszych "obcych" dworców kolejowych (we Wrzeszczu i Sopocie), które w niedalekiej(?) przyszłości mają zmienić się nie do poznania. Patrząc jednak na to, że proponowane projekty nowych dworców już na starcie spotykają się z krytyką, to jednak myślę, że trochę dłużej sobie na nie poczekamy. Może szybciej doczekamy się podróży z Gdyni do Warszawy w czasie 2,5 godziny? W sierpniu pojawił się krzyczący tytuł: "Do Warszawy w dwie i pół godziny. To już pewne!". A w nim: 20 szybkich pociągów Pendolino trafi na polskie tory za trzy lata. Spółka PKP podpisała właśnie umowę, która pozwoli dofinansować projekt zakupu z pieniędzy unijnych. Pociągi będą osiągać prędkość do 220 kilometrów na godzinę. Pasażerowie odczuje zmiany, podróż będzie przebiegała w ciszy i komforcie, którego trudne obecnie szukać w polskiej kolei.Przejazd w takich warunkach zmieni się nieznacznie, maksymalnie bilet w pierwszej klasie kosztować ma ok. 150 zł. Pociągi będą jeździć co godzinę. Podróż z Gdyni do Warszawy potrwa dwie i pół godziny, a ze stolicy do Katowic i Krakowa równo dwie godziny.

Wszystko ładnie pięknie, ale coś mi się wydaje, że z tym prognozowaniem cen biletów to tak jak z prognozowaniem kursów walut. Lub - tak jak to było w przypadku autostrad - z 3 dolarami za przejazd 100 km, które wg. prognoz w 1996 roku mieliśmy płacić za przejazd nimi. Dzisiaj chcielibyśmy, żeby tak było...








*  *  *  *  *  *  *

Jak się wysili wyobraźnię, to tu na miejscu można odnaleźć amerykański sen, co widać na teledysku. Dla jednych będzie to żałosna próba odczarowania szarości PRL-u, dla innych - ciepłym wspomnieniem lat minionych.

Maryla Rodowicz - Ballada Wagonowa







niedziela, 06 listopada 2011



Zbiera mi się sporo takich zdjęć zrobionych nie wiadomo po co, ale które może kiedyś się przydadzą do opisania zachodzących wokół nas zmian. Poza tym, potraktujmy je jako taki oddech od przyciężkich moich rozważań o czasie minionym (a szykuje mi się znowu takie małe "żerowanie na PRL-u").



Grilowania czas przechodzi w stan uśpienia, czyli schodzi do podziemia.



Na rogu ul. 10 Lutego i Dworcowej - ten obrazek przypomina mi Górny Śląsk.



Ostatni upiększający zryw dworca, którego w niedalekiej(?) przyszłości ma nie być.



*  *  *  *  *  *  *

Były trzy zdjęcia? Dominował żółty i niebieski?

2 plus 1 - Chodź, pomaluj mój świat







 
1 , 2 , 3