| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Czasem zajrzę
Inne miasta
Odpad poprodukcyjny
Ściągawki
Wieki temu
Wpisy udźwiękowili...
Wapniak na świat spogląda

Współczesne zmiany

poniedziałek, 09 kwietnia 2012


Nie chodzi tu o coroczny zimny prysznic, jaki fundują nam chłopcy z konewkami (czy też z plastikowymi butelkami), ani o aurę, która serwuje nam w te święta klimaty bardziej należne świętom grudniowym. Chodzi o doroczne spojrzenie na naszą drogą...



Mega kawa i mega ceny. Nie wiadomo, kiedy dzisiejsze "mega", będzie jutrzejszym "mini".

Być może jesteśmy świadkami narodzin nowej świeckiej tradycji. Blog zamiaruje spoglądać raz na rok na ceny naszej drogiej benzyny, podając to w atrakcyjnej, fotograficznej formie, aby spoglądając wstecz, człowiekowi zbytnio nie podnosiło się ciśnienie...



styczeń 2011                                                 maj 2009


Jeszcze dalsze spojrzenie wstecz na cenową przeszłość benzyny było tu.


*  *  *  *  *  *  *

No to jeszcze po kawce?

Mike And The Machanics - Another Cup of Coffee








sobota, 04 lutego 2012


Na przekór temu, co za oknem, jednym zdjęciem powrócę do wakacji i słonecznej Barcelony. Nie po to żeby szpanować takim wakacyjnym wyjazdem (nie te czasy), tylko wyłącznie w celach edukacyjnych. Wszak nie od dziś wiadomo, że podróże kształcą.
W swojej kierowniczej karierze pojawił się też epizod z jazdą "z pudłami" (dla niewtajemniczonych: z kontenerami). Również poza polskie granice.



Wakacyjne zdjęcie. Dobre sobie. Tylko chyba mnie przytrafiają się tego typu pamiątki z wakacji...

Powyższe zdjęcie przedstawia system za- i rozładunku pojazdów w porcie w Barcelonie, ale podobne obrazki zobaczyć można w Hamburgu, czy też Bremenhaven. I to odróżnia gdyński terminal kontenerowy od "reszty świata". Nigdzie nie spotkałem tak durnego systemu przeładunków samochodów, jak w naszym porcie, a ponoć "Gdynia ma apetyt na grubasy", czyli większe statki (problemem jest mała głębokość gdyńskiego portu). Dawno nie byłem w GTC, ale jeśli system przeładunków dalej tkwi w tym technologicznym zaścianku, to cienko widzę obsługiwanie "grubasów".
Już w czasach schyłkowych komuny czytałem artykuł o fatalnej lokalizacji gdyńskiego terminala, wciśniętego pomiędzy tereny stoczniowe, a osiedla mieszkaniowe. Być może z tych względów wybrano inny system przeładunku, niż w innych portach, bo widoczny na zdjęciu system ma jedną wadę: potrzeba sporo miejsca. Nie można składować wysoko kontenerów. Raptem na wysokość trzech pudeł. Ale szybkość przeładunków w obydwu przypadkach jest nie do porównania.



No a z tymi kontenerami, które mają stanąć w centrum Gdyni, to jakiś cyrk wychodzi. Okazuje się, że nie wie lewica, co robi prawica, albo innymi słowy: radny - bezradny (było kiedyś mocno eksponowane takie hasło). Całość sprawy można streścić w słowie wstępnym artykułu:
Gdyńscy radni nie zostawiają suchej nitki na projekcie Infoboksu, w którym prezentowane mają być m.in. miejskie inwestycje. Protestują nawet proprezydenccy radni z Samorządności. Awantura przerodziła się w nadzwyczajne spotkanie z Wojciechem Szczurkiem.
Naocznie - za wiele miesięcy - dowiemy się, czy 6 mln złociszy poszło na tę inwestycję, czy też nie. Póki co, małe porównanie tego miejsca. Daleka przeszłość kontra daleka przyszłość (wizje przejściowe i te poniższe znajdziesz tutaj).



Rok 1934 (zdj. Muzeum Miasta Gdyni)



Odległa przyszłość (fot. z wspomnianego art.)



*  *  *  *  *  *  *

Muzycznie cofamy się do roku 1971

Trzy Korony - Port








poniedziałek, 16 stycznia 2012


Już blisko dwa lata temu (jak ten czas leci!) zrobiłem zdjęcia resztek TOS-u, licząc na rychłą możliwość zrobienia fotek kolejnego supermarketu, który miał (ma nadal?) powstać w tym miejscu i ponownie móc porównać stare i nowe zdjęcia. Jak do tej pory, na nadziejach się skończyło...




Chociaż nie do końca wszystko tkwi w marazmie. Ogólny wygląd terenu jest jakby niezmieniony po tych dwóch latach. Z drobną różnicą. Cały teren stoi otworem. Pusty już plac był ogrodzony i być może pilnowany(?). Dzisiaj już zajęli się ogrodzeniem i innymi elementami metalowymi niestrudzeni czyściciele miast ze zbędnych elementów, tak przecież potrzebnych naszej gospodarce. Swoją drogą, zawsze mnie zadziwia, czy złomiarze mają informatorów, czy też niestrudzenie obserwują interesujący ich teren, że wiedzą, kiedy można zacząć rozbiórkę? A może prościej byłoby urządzić taki rodzaj wystawki, czy też dni otwartych? Ogromne plakaty ogłaszałyby: "Bierzta co chceta! Wstęp wolny!". Ileż mniej wywrotek wszelakiego śmiecia musiałby wywieźć przyszły inwestor. No tak, ale gdyby komuś w ferworze walki z "rudym złotem" spadłby na głowę sufit, to dopiero by się zaczęło... Kto pozwolił, kto jest odpowiedzialny...? Może jednak niech pozostanie po staremu. Jedni udają, że pilnują skrycie, a ci drudzy udają, że o tym nie wiedzą. I tak jakoś samoistnie biznes się kręci.




Miesiąc temu zrobiłem zdjęcia niedoszłej stacji Statoil, na której zauważyłem pierwsze oznaki samowolnego demontażu. Po miesiącu, zbliżając się do stacji, pomyślałem, że proces destrukcji jest już w mocno zaawansowanym stadium. Ale nie. Zdjęto tylko wszelkie znaki firmowe (w większości plastikowe). Tylko mocno już zniszczone flagi pozostawiono na pamiątkę nietrafionej inwestycji. Potencjalne zasoby złomu czekają nadal na swoich odkrywców.


A propos złomu. Kącik zapałczany jest zwykle na uboczu wpisu, ale staram się aby był powiązany tematycznie z wpisem. Jak długo dam radę to ciągnąć? Zobaczymy. Dzisiaj pozwolę sobie rozszerzyć ten kącik, bo o złomie trochę obrazków w tym temacie się ukazało. I nie tylko obrazków, bo w przypadku dużych pudełek - nazywano je "gabinetowymi" - dołączane były kartki z różnymi informacjami. W przypadku interesującego nas tematu: "Złom to pieniądz. Obywatelu! W twoim mieszkaniu, w twojej zagrodzie, w zakamarkach piwnic i strychu, często można znaleźć porzucony przedmiot metalowy nikomu nie potrzebny. Wiedz jednak, że ten zużyty przedmiot metalowy jest wartościowym surowcem. Dostarczony do składnicy złomu, a następnie wysłany do huty lub rafinerii przemieni się po przeróbce hutniczej w pełnowartościowy materiał do wyrobu nowych przedmiotów. Złom metalowy sprzedasz w każdym ruchomym lub stałym punkcie skupu złomu Gminnej Spółdzielni "Samopomoc Chłopska" lub Spółdzielni Pracy.".

Specjalnie podkreśliłem słowo "sprzedasz" jako ciekawostkę. Nie wiem jednak, czy jest to poprawna pisownia sprzed lat, czy też po prostu błąd? Mam wątpliwości, bo pamiętam film dokumentalny z przełomu lat 50/60, gdzie wyraźnie zobaczyć można było szyld: "zakład szewcki". W sumie logiczne to było, skoro szewc, to zakład mógł być zatem szewcki.

Poniżej prezentuję etykiety zapałczane w rozszerzonym składzie.

         


         


         




*  *  *  *  *  *  *

Złomiarze zawsze wiedzą, gdzie znaleźć soje skarby. Nie wszyscy tak mają...


U2 - I Still Haven't Found What I'm Looking For


piątek, 13 stycznia 2012


Nigdy nie mów nigdy - jak to mówią: dobre rady zawsze w cenie. A ja zawsze uparcie twierdziłem, że nie będzie u mnie wpisów podsumowujących. Myślałem: zawsze tylko "cała naprzód", pomimo, że blog o spoglądaniu wstecz traktuje. No i naszło mnie...
Dokładnie cztery lata temu - 13. stycznia 2008 - coś mnie napadło i zaczęło się bieganie z aparatem po mieście, grzebanie w domowych szufladach i przeglądanie książek. No ale jak to w piosence: "13. wszystko zdarzyć się może", więc dzisiaj taki mały rocznicowy wpis. Cztery lata to niewiele a zarazem szmat czasu - zależy jak na to spojrzeć. Blog zaczął się wpisem o kinach w których już żadnego filmu nie zobaczymy. Spójrzmy więc, co się przez ten czas blogowania zmieniło, nawiązując tym samym do motta bloga: "...On jest też o tym, że nasze otoczenie zmienia się powoli, lecz nieustannie, czasem dopiero po wielu latach to zauważamy...".

Zanim jednak nastąpi wybiórczy przegląd kin, słówko z kart historii gdyńskich kin. Pierwsze stałe gdyńskie kino "Czarodziejka" powstało w 1926 roku na tyłach dzisiejszej siedziby Banku Nordea, róg ul. 3 Maja i 10 Lutego (przy nieistniejącym już placu Chrobrego). W dniu otwarcia burmistrz miasta wyraził nadzieję, że: "będzie ono odciągało mniej oświecone warstwy miejscowego społeczeństwa od pijaństwa i hultajstwa". Tak na marginesie: kiedyś bardziej prosto z mostu określano pewne zjawiska, dziś wszystko jest naznaczone poprawnością polityczną. Warto dodać, że przedwojenne kina mogły skorzystać ze zniżki w podatku dochodowym, gdy w repertuarze znalazło się 10% filmów polskich (ciekawe, czy dziś moglibyśmy rodzimą produkcją wypełnić owe 10%?). Rozbudowująca się Gdynia wymagała jednak ofiar: "Czarodziejka" działała do 1937, kiedy to drewniany budynek musiał oddać pola pod budowę kamienicy Funduszu Emerytalnego.


Poniżej: zdjęcia czarno-białe to stan z pierwszego wpisu, kolorowe - w miarę współczesne.
Informacje: "Encyklopedia Gdyni".




Kino najlepiej znane jako "Fala", powstało w 1938 roku pod nazwą "Zorza". Przez ostatnie cztery lata jakby zamknęło się na świat i wygląda na to, że nic się tam nie dzieje.









W działającej od 1934 Galerii Morskiej będącej własnością Mariana Mokwy, w 1936 roku rozpoczęło działalność kino "Lido". Po wojnie działało początkowo pod nazwą "Wolność", a od 1947 jako "Atlantic" (w 1968 przekształcone w kino studyjne).
Poniższe zdjęcie pochodzi z października, ale dopiero teraz, po przyjrzeniu się, zobaczyłem początek upadku napisu "Atlantic".








"Gwiazda" - ostatnie kino otwarte przed drugą wojną światową. Nazwa pochodziła od dekoracji na suficie w kształcie gwiazdy. Na inaugurację - 8.03.1939 - wyświetlono polski film pt. "Kłamstwo Krystyny" (tu fragment filmu). Po wojnie początkowo nosiło nazwę "Bałtyk", od grudnia 1945 - "Warszawa". W 1975, z powodu złego stanu technicznego budynku ("atrakcją" był doraźnie podparty strop nad widownią), zostało zamknięte. Otwarte ponownie w 1981, działało do 2003 roku, nie wytrzymując konkurencji z "Silverscreen".
"Współczesne" zdjęcie niech posłuży jako przykład, że zimy się zdarzają...








"Polonia" - otwarte w 1937 - było najprawdopodobniej pierwszym gdyńskim kinem z numerowanymi miejscami. Od 1947 roku działało jako "Goplana" (ostatni seans: 30.05.1999).
Wkrótce po zrobieniu starego zdjęcia, zaszły zmiany, które trwają w stanie zawieszenia do dziś. Sklep(?) jakoś otwiera się od dawna i końca tego otwarcia nie widać.




Oczywiście to tylko część gdyńskich kin niegdyś działających, ale w tych dzisiaj przedstawionych, zachodzą współcześnie jakieś niewielkie zmiany, więc o nich była tylko mowa.


*  *  *  *  *  *  *

Jedna z moich najbardziej ulubionych płyt koncertowych - "Seconds Out" z 1977 roku.

Genesis - The Cinema Show








piątek, 02 grudnia 2011




W zeszłym roku w Kębłowie - na zach. od Wejherowa - zauważyłem szykujące się zniknięcie kolejnego stacyjnego zwierzątka (inne było tutaj).



Zmieniono szyld i... na tym koniec. Zdaje się, że nigdy stacja ta nie rozpoczęła działalności pod szyldem Statoil. Na pierwszy rzut oka wygląda ona na zwykłą, działającą stację benzynową.



Jednak po uważniejszym przyjrzeniu się jej, widać, że brak ochrony skutkuje tym, czym musi - powolną dewastacją.



Teraz stacja służy jako parking i nocne miejsce spotkań młodzieży.



Jedynie Wielkiemu Wozowi, który przypadkiem znalazł się w kadrze, udaje się coś zatankować na długą drogę.

A propos tankowania "wielkiego wozu". Gdy w latach 80. często tankowały w gdyńskim PKS-ie ciężarówki przywożące dary z zachodu, to również zabierały sobie w drogę powrotną "dary" w postaci półdarmowego paliwa (a może i jeszcze wtedy tańszego). Ani wcześniej, ani później nie widziałem takich w sumie zwykłych tirów, które tankowałyby za jednym zamachem grubo ponad 1.000 litrów ropy. Ciągniki siodłowe to były dosłownie jeżdżące zbiorniki paliwa. Gdy przyjechały takie 3-4 zestawy i przyssały się do dystrybutorów, to kolejka zwykłej drobnicy stała daleko poza bramą wjazdową do bazy PKS-u. Nie ma się co oszukiwać: kapitaliści nie robią niczego tak w stu procentach bezinteresownie...


*  *  *  *  *  *  *

3miejska grupa, wokół której było sporo szumu kilka lat temu, ale jakoś znikła...

Homosapiens - Gasoline








środa, 19 października 2011



Znowu poszedłem łyknąć trochę ciszy. Tym razem - oprócz odkurzania przeszłości - doszło również do przypadkowego odkrycia. Właściwie, to początek odkrycia stoi sobie w cieniu drzew przy skrzyżowaniu ul. Kopernika i Bp. Dominika. Niepozorny, metalowy kierunkowskaz z mało już czytelnymi wizerunkami noża i widelca (główną część zawłaszczyła sobie reklama pobliskiej apteki), które jednoznacznie powinny wskazywać na bliskość restauracji. Takowej jednak nie ma w pobliżu. Rzut oka na "PRL-owski" plan miasta i wszystko stało się jasne: restauracja "Bałtycka" przy ul. Szenwalda 16 (tak się kiedyś ona nazywała).
Gdzież ona jednak się znajdowała? No tak, tak to jest, gdy człowiek chodzi z głową w chmurach, lub gapi się w chodnik...



W pomieszczeniach, gdzie kiedyś można było zaspokoić głód - taki przyziemny - dziś można zaspokoić głód wiedzy. Swoją drogą, to niebywałe, że do tej pory pozostały pamiątki na elewacji po poprzednim przeznaczeniu pomieszczeń. A czytelnia naukowa - jak mnie poinformował jej pracownik - istnieje tu od 1993 roku.


*  *  *  *  *  *  *

Dla tych, którzy potrafią cieszyć się ciszą. Nawet w miejskich klimatach.

Depeche Mode - Enjoy The Silence







piątek, 14 października 2011

Dziś również pójdę śladem komentarzy, tym razem wracam jeszcze raz do zapomnianego cinkciarza, który zapełniał kiedyś zapotrzebowanie społeczne na punkt wymiany walut. Wydaje się, że dotarłem do - dość malowniczego - opisu końca tego zawodu w "Dzienniku Bałtyckim" z 2. października 1991, który ukazał się pod wymownym tytułem "Ostatnich takich dwóch" (na ul. Świętojańskiej): "Zanikający to już zawód. Niegdyś byli gotowi na wszystko pionierzy gospodarczego podziemia. Zawsze w terenie, bez względu na pogodę. Wolna gospodarka rynkowa i stabilny kurs dolara powoli acz skutecznie położyły kres tym zuchom. [...] Dwóch nestorów tego rzemiosła można jeszcze obejrzeć u wejścia do "Jubilera" (tego opodal "Poloni"). Handlują teraz oczywiście złotem, ale metoda i styl pracy pozostały te same. Jeden wygląda na ubogiego rencistę. Podstarzały, w zniszczonym, ortalionowym płaszczu i okularach, cichym i nieśmiałym głosem proponuje wchodzącym transakcję. Drugi, niewysoki, bardziej przypomina archetyp klasycznego cwaniaka. Obcisła kurteczka, złoty sygnet, złota bransoleta, takiż zegarek, trzy łańcuszki na szyi i złota korona na górnej trójce, którą błyska w oczy zaczepianym obcesowo przechodniom.
Ostatni to dwaj cinkciarze na tej ulicy (swoją drogą nie wiem, czy mogę określać tym mianem ludzi, którzy nie pracują już "w dewizach")."



Zajęcia, jakich podejmują się ludzie, powstają i znikają w rytm zmieniającej się wokół nas rzeczywistości. Przy okazji przelotnej wizyty w parku samochodowym w pobliżu ul. Władysława IV, który pełnił kiedyś funkcję rekreacyjną (ale dla ludzi), zauważyłem pracujących w pocie czoła samozwańczych parkingowych - przedstawicieli dość młodego zawodu. Takich regulatorów ruchu, pilnujących porządku na "swoim parkingu". Trudno w tym przypadku powiedzieć, że profesja ta powstała na zapotrzebowanie społeczne. Ona raczej powstała na zapotrzebowanie własne zainteresowanych - niezainteresowanych ogólnie przyjętymi formami zatrudnienia. W pewnym sensie parkingowi są spadkobiercami tradycji cinkciarzy - nie odczuwają oni potrzeby zalegalizowania swego samozatrudnienia. Taki wolny zawód. Rodzaj misji społecznej za "co łaska". Nie mam tak dogłębnych obserwacji spotkanych przedsiębiorców, jak te z cytowanego na wstępie artykułu, bo to raczej ja byłem bacznie obserwowany, bo po prawdzie dość podejrzanie musiałem wyglądać, tak spacerując po parku, który już nim dawno przestał być. Opiekuni parkingów, to taki przykład powstania "zawodu" wraz z rozwojem masowej motoryzacji. Właściwie to jeden z przykładów.



Drugi przykład, to ruchomy punkt usługowy dla zmotoryzowanych, który zauważyłem przy chylońskim Tesco. Być może ten swoisty handel obwoźny, który swoje apogeum przeżywał w czasach transformacji gospodarczej, przybiera różne warianty - w zależności od pory roku. Nadejszła jesień, więc przyszedł czas wzmożonego testowania wycieraczek szyb...

A ja już myślałem, że ten rodzaj handlu to już zamierzchła przeszłość, która odeszła na dobre wraz ze sprzedażą ziemniaków z furmanek, która to era miała swój wielki - choć krótkotrwały - powrót wraz z pierwszą falą kapitalizmu i sprzedażą bezpośrednią z czterech kółek (ale już napędzanych końmi mechanicznymi). A czy internetowe zakupy na dobre wykoszą wszelką formę sprzedaży twarzą w twarz z wózeczka? Jakoś w to nie wierzę.

P.S. Na płocie byłego TOS-u wisi specjalistyczne ogłoszenie: "Wywóz gruzu w workach".


*  *  *  *  *  *  *

Przy okazji handlowania wycieraczkami...

The Wipers - When It's Over










 
1 , 2 , 3 , 4 , 5