| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Czasem zajrzę
Inne miasta
Odpad poprodukcyjny
Ściągawki
Wieki temu
Wpisy udźwiękowili...
Wapniak na świat spogląda

30-latki

piątek, 28 października 2011




Zdj. ze zb. NAC - rok 1971 (zdj. nie z "naszych" stron).



Współczesna wersja furmanki i warszawy.

Zmieniło się wiele we wnętrzach naszych sklepów, ale jednocześnie i przed nimi nastąpiły duże zmiany. Konie na owies zamieniliśmy na mechaniczne, a i w tych mechanicznych wehikułach zaszło wiele zmian. No i ilość posiadaczy własnych czterech kółek zwiększyła nam się znacznie. Przy okazji powyższych zdjęć: dziś słówko w tym kontekście.

Przenieśmy się w czasie pół wieku wstecz. W "Głosie Wybrzeża" z 28. października 1961 roku odnajdziemy obwieszczenie o kolejnych szczęśliwcach, którym los sprzyjał i po październikowym losowaniu książeczek PKO premiowanych samochodami stali się właścicielami własnych czterech kółek. W województwie gdańskim było ich aż... 21! W tym: "1 "Super Octavia", 4 "Octavie", 4 "Moskwicze", 1 "Wartburg", 2 "Warszawy" i 9 "Syren".
Z uśmieszkiem i łezką w oku czyta się takie słowa (patrząc na dzisiejsze zatrzęsienie samochodów na naszych drogach), jakie dołączono do wykazu szczęśliwców: "Tak więc 21 nowych samochodów ukaże się w najbliższym czasie na drogach naszego województwa. Nic więc dziwnego, że popularność tego typu książeczek wzrasta z każdym kwartałem".

Od razu muszę zaznaczyć  (dla co wrażliwszych bojowników z komuną), że ta "łezka w oku" nie oznacza chęci do powrotu starych czasów, jak to się wielu ludziom - mającym alergię na PRL - zawsze w takich razach wydaje. Historii się nie zmieni. Trzeba się z nią oswoić... A jak nasi prawnukowie będą patrzeć na dzisiejsze czasy i na "problemy" z nadmiarem motoryzacyjnego szczęścia? Też pewnie uśmiechną się i z rozczuleniem przeczytają pewne forumowe rozmowy... Bo chodzi o to, że "nie ma róży bez kolców" i "aby te plusy nie przesłoniły minusów". ;)



Wracam do zamieszczonego niedawno zdjęcia. Próbując zlokalizować teren za pomocą mapy Gdańska (takiej zwykłej - papierowej) rzuciła mi się w oczy nazwa jednego z osiedli widocznych na zdjęciu: Za Słoneczną Bramą. No i tak sprawdzając już w sieci, czyli klikając na różne strony i odnośniki, znalazłem dyskusję około motoryzacyjną na osiedlowym forum. Taki znak naszych czasów - rozmówki przy wirtualnym szlabanie.

W sierpniu zeszłego roku pewien mieszkaniec osiedla Za Słoneczną Bramą, zagaił temat: "Czy ktoś słyszał, kiedy będą montowane bramy wjazdowe na nasze osiedle?".
Podejrzewałem, że chodzi o kwestie bezpieczeństwa, żeby czasami sprzęt nie wyjechał z osiedla bez wiedzy właściciela. Ale nie.

Inny mieszkaniec osiedla rozwinął temat: "A czy w ogóle będą? Tak naprawdę to patrzę co dzień z wielkim niepokojem na nasze miejsca parkingowe, te ogólnodostępne. Pracownicy budowy wjeżdżają jak do siebie nie bacząc na postawiony znak [...] Mniejsza z robotnikami, zastanawia mnie, kiedy rozgoszczą się u nas na parkingu mieszkańcy świeżo wybudowanych bloków Górskiego. Co prawda, mają swój parking [...] ale po co nadrabiać 10 metrów, jak można u sąsiada..."

Jednak czujny mieszkaniec "konkurencyjnego" osiedla ripostował: "Jeśli tak narzekacie Państwo na to, że mieszkańcy bloków PB Górski stawiają samochody na parkingu przy Waszej wspólnocie, to proszę, może najpierw przestaniecie stawiać swoje samochody na parkingu pod blokiem Nieborowska 48??? A jak ktoś z Was -
tu wyraźnie wersal się skończył - ma wykupione jedno miejsce a 2 samochody to już jego problem! Codziennie stoją auta mieszkańców osiedla Za Słoneczną Bramą na naszym parkingu. Całe szczęście, że już wkrótce będziemy mieć szlaban wjazdowy na parking."

Dalej w podobnym stylu toczyła się forumowa dyskusja, której jakby złotą myślą (ale nie rozwiązaniem tematu) stało się dyplomatyczne stwierdzenie: "Musimy, zarówno wy jak i my jasno zdefiniować obszar parkowania". Z lektury wpisów nie wynika czy dzieła zdefiniowania dokonano, ale można pokusić się o zdefiniowanie słowa "wkrótce". Po ponad roku od słów: "wkrótce będziemy mieć szlaban" można przeczytać: "szlabany są przygotowywane do montażu i będą zamontowane jeszcze przed zimą".

Wraz z nowymi czasami narodziła się nam nowa tradycja. Kiedyś można było mieć co najwyżej szlaban na gary, a teraz... prawdziwa szlabanomania. Ma to zjawisko jeszcze inny, szerszy wymiar, ale myślę, że będzie jeszcze okazja do tego tematu powrócić.


*  *  *  *  *  *  *

W samych mieszkaniach mamy dla siebie coraz więcej przestrzeni, ale przed domami tłoczno się nam zrobiło. A może by tak wybrać się małym własnym M, jak na teledysku, i zabrawszy pogodę ze sobą machnąć ręką na wszystkie szlabany? Mały łyk lata przed zimą się przyda. Pomimo swoich 20 lat, utwór nadal brzmi świeżo...

Crowded House - Weather With You








czwartek, 15 września 2011


Dzięki materiałowi w formie skanów pocztówek sprzed lat, przesłanym przez jednego z komentatorów (Mic.h), możemy nie tylko w wyobraźni cofnąć się o kilkadziesiąt lat i obejrzeć sobie ulicę Świętojańską - tą samą, ale jakby inną. W chwili, gdy owe pocztówki były w sprzedaży, zapewne nie dałbym za nie złamanego grosza, ale teraz jest to niezły materiał porównawczy. Widocznie z pocztówką, jak ze starym winem...



To widok na skrzyżowanie o którym ostatnio wspominaliśmy przy okazji "dżinsowego wpisu". To widok najprawdopodobniej z przełomu lat 70/80. Wspominany przez Grega w linkowanym wpisie sklep fotograficzny - w pełnej krasie. Kurczę, zawsze człowiek interesował się samochodami, ale tego na pierwszym planie nie kojarzę.



Mam nadzieję, że  Greg znowu się wykaże i podpowie, co to za "Boston" zerka z neonu w środku zdjęcia? Tak na marginesie: dziwnie Świętojańska była przedstawiana na tych pocztówkach, jakby głównym planem było niebo i druty trakcji trolejbusowej (z nieśmiałym dodatkiem zieleni drzew). W sumie troszkę przyciąłem je, aby skupić wzrok na tym, co najważniejsze.



Tu cofamy się znacznie bardziej w czasie. Pewnie i z pół wieku dzieli nas teraz od widoku z powyższej pocztówki do wizerunku ulicy z poniższego zdjęcia.



Jakie zmiany rzuciły mi się w oczy, tak od razu. Oprócz motoryzacyjnych, rzecz jasna. Te wszystkie szmaty - zwane reklamami - porozwieszane gdzie się da, nie dodają uroku ulicom miasta. Znikły natomiast markizy. Co, nie chce się korbą kręcić teraz, aby je rozłożyć?! Oj, lenistwo zapanowało.



I komu to przeszkadzało? Myślę o neonach (przede wszystkim, podobno mieszkańcom, którzy mieli je za oknami). To samo miejsce, co na pierwszej pocztówce, gdzie teraz świat finansjery rządzi. Przed laty, tak jakoś przyziemnie było - optyka, ryby...

Autorzy pocztówek sprzed lat (podaję za ofiarodawcą skanów) począwszy od góry: 1-nieustalony; 2-K.Kamiński lub J.Uklejewski; 3-P.Krassowski; 4-K.Kamiński. Ciekawostką jest często używany wtedy zwrot: "według fotografii barwnej".


*  *  *  *  *  *  *

Muzycznie też wracam do źródeł, czyli do jaja. Miałem kiedyś winylowy album zespołu Paula McCartneya - Wings - "Back to the Egg" z 1979 roku, kiedy jeszcze nie było wiadomo, że to ostatni album tej grupy. Nie pamiętam co było impulsem do zakupu, ale za to doskonale pamiętam, że zajeździłem dwa utwory. Rowki w tych miejscach po pewnym czasie eksploatacji płyty musiały być co najmniej dwa razy głębsze, niż w innych jej miejscach. Króciutki, energetyczny utwór. W większości instrumentalny. Zebrał McCartney do nagrania poniższego utworu niezłą śmietankę muzyków, więc warto też spojrzeć na obraz.

Wings - Rockestra Theme


sobota, 11 czerwca 2011



Stare i nowe obok siebie.

To powyższe zdjęcie musiałem zrobić jako punkt odniesienia dla zdjęć, które nadesłał mi anonimowy darczyńca, który tym samym zaistnieje już na blogu po raz drugi. Z widocznego wieżowca zostały zrobione historyczne zdjęcia, lecz budowniczowie budynku nie przewidzieli, że po latach ktoś będzie chciał zrobić porównawcze zdjęcia z drugiej, niewidocznej na zdjęciu strony i klatkę schodową, z której łatwo można by coś pstryknąć, postawili z niewłaściwej strony.
Zatem wjedźmy wirtualnie windą na najwyższe jego piętro i spójrzmy w stronę Chyloni...



W latach 70. i 80. następowała intensywna zamiana starej zabudowy w hektary blokowisk. Tego typu budownictwo znane jest nie tylko z naszego kraju, ale ze względu na rozkręcenie u nas "wielkiej płyty" do monstrualnych rozmiarów, jest zazwyczaj postrzegane jako typowy wynalazek socjalizmu. Na pierwszym planie: budowa szkoły.



Wychylmy się ostrożnie (wszak wieżowiec jeszcze w budowie) i spójrzmy na prawo - w kierunku dzisiejszej ulicy Morskiej (wtedy jeszcze Czerwonych Kosynierów). Przełom lat 70/80. Jak zauważył darczyńca, wyglądało to wtedy tak, jakby pośrodku wsi ktoś ni z tego ni z owego zaczął budować wieżowiec. I tak to w rzeczywistości wtedy wyglądało. W cieniu bloków można było zaobserwować zgoła wiejskie obrazki. Pamiętam, że jeszcze pod koniec lat 60. przechadzał się pomiędzy chylońskimi blokami człowiek z przenośnym warsztatem, ostrząc noże i łatając garnki (nie wiem, jak prawidłowo nazywała się tamta, zapomniana profesja). Wydaje mi się, że już był to schyłek takich usług dla ludności wprost pod drzwiami klienta. Znacznie dłużej przetrwał widok końskich furmanek z drącym się wniebogłosy woźnicą: kaaartofleee!!!



Gdybyśmy tak postali sobie na balkonie wieżowca kilka ładnych lat (z przerwami na posiłek i sen), doczekalibyśmy się kolejnej "szafy" naprzeciwko. Właśnie z niej zrobione były zdjęcia z poprzedniego wpisu z tych okolic. Gdybyśmy stali tak do dziś, to zauważylibyśmy, że prawie całkowicie zginęła wiejska zabudowa, a społemowski supersam zamienił się w Biedronkę. No tak, kiedyś Amerykanie podesłali nam ponoć stonkę, a teraz, Portugalczycy - biedronki.




Zdarza się jednak zauważyć w tej okolicy, w głębokim cieniu bloków, coś z zabudowy pamiętającej czasy, gdy o gdyńskim porcie nikomu się jeszcze nie śniło.



Jeszcze jednak nie schodzimy z balkonu wieżowca - naszej bazy obserwacyjnej, bo jeszcze pozostało nam spojrzenie na lewo. Na zdjęciu zwraca uwagę podłużna budowla, która jest... O tym za chwilę. Dziś cały pierwszy plan zdjęcia pokryty jest asfaltem, na którym w dużej części mieści się pętla trolejbusowa. Po prawej stronie jasnego budynku w centrum zdjęcia wyrósł przystanek kolei SKM - Gdynia Cisowa i obecnie walczy on zaciekle o palmę pierwszeństwa w konkurencji: najbardziej zdewastowany przystanek SKM.



Najwyraźniej do konkurencji włączył się budynek, będący najprawdopodobniej własnością kolei (nastawnia?). To ten sam, widoczny na poprzednim zdjęciu, choć jego kondycja znacznie podupadła.

No i zbliżamy się do końca spoglądania z balkonu wieżowca. Na koniec, spojrzenie na, a raczej do wnętrza tajemniczo wyglądającego obiektu, o którym wspominałem kilka akapitów wyżej. To dość potężnych rozmiarów kanał jak na taki mały potok, jakim jest Cisowianka.





*  *  *  *  *  *  *

Zrobiło się na koniec dość mroczno? Podsyłam więc, śladem portugalskich biedronek, utwór portugalskiej grupy Moonspell.

Moonspell - Darkness And Hope




piątek, 10 czerwca 2011


Właśnie trwa w Gdyni 36. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych, więc nadarza się okazja aby przypomnieć... kino Warszawa. Można zapytać: gdzie tu okazja? Właśnie w ostatnich latach działalności tego kina odbywały się w nim pokazy festiwalowe, ale jak widać nie uratowało to go przed likwidacją. I nie ma co teraz narzekać, że szkoda, że po co nam był potrzebny kolejny market zamiast placówki kulturalnej? Sami zagłosowaliśmy nogami... Teraz jakby ocknął się Gdańsk - chcąc resztkami sił i argumentów ratować byłe kino Leningrad (od 1993 - Neptun), chcąc urządzić w nim coś w rodzaju muzeum filmu. Gdańskie kino zamknięto w 2008 roku, więc taki zryw obronny, to już jakby musztarda po obiedzie. No ale wróćmy do gdyńskiej "Warszawy" i zajrzyjmy na jej zaplecze.




Gdy zobaczyłem to powyższe zdjęcie z 1971 roku, przedstawiające tyły kina Warszawa, pomyślałem (więcej zdjęć w galerii Klubu Filmowego), że muszę sobie to zobaczyć z perspektywy dnia dzisiejszego. I stało się tak dlatego, że zdjęcie jest wykonane w absurdalny sposób, wbrew wszelkim zdroworozsądkowym regułom - z drzewem pośrodku. Zainteresował mnie właśnie los drzew w wielkim mieście.



Różnica widoczna gołym okiem. Drzewa musiały ustąpić miejsca nowym naszym potrzebom. Trzeba gdzieś parkować te nasze auta. Dla nie zorientowanych w topografii miasta: za moimi plecami znajduje się potężnych rozmiarów parking, na który skręca pojazd nadjeżdżający z lewej strony. Nie mam tu jednak zamiaru ronić łez nad każdym znikającym w mieście drzewem, ale zwrócić uwagę na to, jak dużej wyobraźni potrzeba przy wybieraniu miejsc, w których mają one wyrosnąć (i się czasem baaardzo rozrosnąć).


Proponuję jeszcze zajrzeć do środka kina, jeszcze sprzed przebudowy. Do palarni - miejsca może mało przyjemnego dla niepalących, ale na zdjęciu mającego swój klimat (tak to jest już ze zdjęciami, że czasami nas oszukują swoim wybiórczym spojrzeniem).



*  *  *  *  *  *  *

Zaciągnijmy się więc wirtualnym papierosowym dymem. Włączmy płytę Fisha 'Fellini Days' sprzed dziesięciu lat, i słuchając utworu '3D' (fragmentami równie niestrawnego jak niektóre produkcje filmowe, ale...) zatrzymajmy się przy temacie starych kin.

Przeglądając sieć przypadkowo wyszło na to, że w naszej stolicy było kino Moskwa, Gdańsk miał swój Leningrad, a Kraków - Kijów. I ku memu zdumieniu okazuje się, że to ostatnie... działa do dzisiaj. Może nie jest ten ostatni fakt jeszcze tak niezwykły (choć zasługujący na wzmiankę), ale to, że działa nadal pod niezmienioną nazwą, jest już raczej ewenementem na polską skalę. Chociaż... Wszystkie trzy miasta kojarzą mi się z byłym ZSRR, to jednak istnieje pewna różnica. Kijów nie leży już w granicach Rosji. Teraz to stolica Ukrainy - kraju też tak jak my, przez lata starającego się wyrwać spod radzieckiego panowania i w końcu naszego partnera rozgrywek EURO 2012. Więc nazwa krakowskiego kina nie jest dziś tak wstydliwa, jak w przypadku wymienionych pozostałych. Gdy tak cieszyłem się, że znalazłem taką perełkę, światełko w tunelu, że nie wszystko musi poddać się ogólnym prawom komercji, przed moimi oczami wyrósł tytuł: "Kino Kijów sypie się po zimie". Ufff. Po lekturze okazało się, że to tylko gazetowe maniera wyolbrzymiania faktów, które mają zwiększyć czytelnictwo. Sypały się tylko schody, a nie całe kino (mam nadzieję że już wszystko wyremontowane?). Nie znam współczesnych losów krakowskiego kina - powstałego w 1967 roku - i faktów, które uchroniły je przed staniem się kolejnym centrum handlowym - choć i te są potrzebne, ale jest to przykład, że czasami da się zrobić coś wbrew wszelkim prawom komercji.


czwartek, 24 marca 2011

Dzięki ludziom dobrej woli mogę pokazać widoki porównawcze, których nie jestem autorem, ale mając pozwolenie na ich publikację, mogę za pośrednictwem bloga z wami się nimi podzielić.



Wszystkie fotografie z dzisiejszego wpisu: anonimowy darczyńca. :)

Powyżej, to współczesny widok rejonu ulic: Morskiej, Chylońskiej i Owsianej. Zdjęcie przedstawia widok w kierunku Rumi. Poniżej: widok na ten sam rejon Cisowy z roku 1990 (z tolerancją plus, minus jeden rok - jak zapewnia ofiarodawca).



Zdjęcie dokumentujące jedną z wielu rozbiórek starego domu pod nowy blok, jakie miały miejsce we wszystkich miastach naszego kraju, ma mały smaczek, na który zwrócił uwagę przesyłający zdjęcia kolega. Mniej więcej w centralnym punkcie trwającej rozbiórki, stoi postać jakby rodem z jednej z części "Matrixa". To ksiądz, pilnujący swoich "owieczek", czyli w tym przypadku cegieł, które z rozbiórki zostały użyte na budowę nowo powstającego kościoła pobliskiej parafii.
Moją zaś uwagę zwrócił inny element tego wydarzenia (wyraźniej widoczny na jednym z dwóch ujęć, które otrzymałem).




Pojazd ciężarówkopodobny. Wyraz naszej innowacyjności. Autobus - popularny "ogórek" - często był przerabiany własnym sumptem na ciężarówki. Nie wiem, czy istnieją nadal tego typu pojazdy? Dawno takiego nie widziałem. W tym jednak wypadku przeróbka wydawała się stosunkowo prosta. Większe zdumienie wywołał u mnie widok wywrotki zrobionej z... ciągnika siodłowego. Było to wtedy, gdy PLO pozbywało się starych ciągników Volvo F89 (kto pamięta, gdzie swego czasu parkowały zestawy tej firmy?).


*  *  *  *  *  *  *

The Housemartins - Build

Początkowo pomyślałem, że w dodatku powinna wystąpić Iza Trojanowska ze swoją "Pieśnią o cegle", ale pewien element teledysku do piosenki zespołu The Housemartins - w związku z wizytacją księdza - przeważył na korzyść tego ostatniego. Zespół działał w latach '80 i nagrał zaledwie dwie płyty długogrające, ale wystarczyło to na wysokie pozycje na listach przebojów - zarówno całych albumów jak i pojedynczych utworów z nic pochodzących.

niedziela, 30 stycznia 2011



Z racji powiązań rodzinnych byłem kiedyś częstym gościem na Oksywiu, czego skutkiem są przedstawiane dzisiaj dwa zdjęcia z 1978 - roku mojego zrywu dokumentalisty. Powyższa wieża ciśnień, to obiekt nieistniejący (zapewne od dawna). Dziś w tym miejscu znajdują się domy jednorodzinne. Jedno w tej okolicy, ulicy bez konkretnej ulicy - Kępa Oksywska, przez te lata się nie zmieniło. Jak był chaos w zabudowie, tak jest i teraz. Może nawet pod jednym względem jest gorzej. Zrobiło się jeszcze ciaśniej i nie wyobrażam sobie skutecznej akcji służb ratunkowych w razie jakiegoś nieszczęścia.



No ale zostawmy decyzje urbanistyczne urzędnikom za to odpowiedzialnym (przynajmniej teoretycznie). Powyżej: w chwili robienia zdjęcia zapewne było to moje tęskne spojrzenie na teren, który "zabrało mi" wojsko. Wzięło zburzyło bunkry, które służyły mi do zabawy w dzieciństwie, ogrodziło kiedyś ogólnie dostępny teren i bezczelnie wszystko wyrównało. Podłość ludzka nie zna granic...
Tak na marginesie, ta widoczna perforacja z lewej strony zdjęcia, to wynik mojej zachłanności, aby z filmu przeznaczonego na 12 klatek wyszło 13. No i wychodziło.
Poniżej, to z lotu satelity ten sam teren obecnie. Jak widać nic tu konkretnego nie powstało. Mały park zaledwie.




*  *  *  *  *  *  *
Dodatek muzyczny: Simple Minds - For Your Pleasure
Wcześniej utwór ten walczył jako dodatek do wpisu o neonach, ale sam tytuł płyty to było za mało aby wygrać z Kraftwerkiem. Dzisiaj załączam go dla swojej/twojej/waszej (niepotrzebne skreślić) przyjemności. Przyjemnie leniwie ciągnąca się piosenka jak powolnie obracające się rolki kasety z okładki płyty "Neon Lights".

poniedziałek, 14 czerwca 2010




Kilka dni temu zamieściłem kilka zdjęć z wieży widokowej znajdującej się w okolicach ulicy Kieleckiej. Wiedziałem, że -naście lat temu robiłem tam jakieś zdjęcia, ale pamięć ma ulotną jest i nawet nie byłem pewien czy się one zachowały. Jednak prywatne wewnętrzne (drobiazgowe) śledztw zaowocowało kilkoma spostrzeżeniami. Nic szczególnego, jak zwykle, ale osobiście lubię gdy otwierają mi się szerzej oczy błądząc po korytarzach i napotykając za kolejno otwieranymi drzwiami to, co kiedyś się oczami zarejestrowało ale z czasem gdzieś uleciało. No cóż, 23 lata potrafią poważnie wypłukać pamięć.



Porównanie zdjęć samej platformy wykazało, że pomiędzy odwiedzinami sprzed kilku dni a tym z czerwca 1987 przeprowadzono jakieś usprawnienia mające zapobiec łatwej dewastacji. Deski z balustrad zastąpiono metalowymi kątownikami. Jak widać był to krok w dobrym kierunku. Jednak tylko jeden krok, po którym zabrakło konsekwencji.

A jakie zmiany nastąpiły na przestrzeni tych lat patrząc znad koron drzew?


Jak zwykle u mnie jakość zdjęć z archiwum taka sobie, ale lepsze coś niż nic. Dla orientacji w terenie: biały poziomy budynek po prawej stronie zdjęć to biurowiec dawnych garaży komunikacji miejskiej.


Po latach, puste przestrzenie na pierwszym planie zapełnił hipermarket. W tle, powyżej garaży, powstało wiele wieżowców. To takie najbardziej rzucające się w oczy zmiany.




Drugie spojrzenie. Bardziej w kierunku Orłowa. Biały domek skryty wśród drzew z lewej strony to jedyny ślad na moich zdjęciach po nieistniejącym harcerskim ośrodku wypoczynkowym "Bryza" (miał adres: ul. Wołyńska 1). Poniżej: współczesne porównanie.




Nie na długo jednak to ostatnie zdjęcie będzie aktualnym. Widziałem w prasie plany wybudowania biurowca pomiędzy torami kolejowymi skrytymi wśród drzew a halą sportowo-widowiskową.

 
1 , 2 , 3