| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Czasem zajrzę
Inne miasta
Odpad poprodukcyjny
Ściągawki
Wieki temu
Wpisy udźwiękowili...
Wapniak na świat spogląda

Obok 3miasta

piątek, 02 marca 2012


Choć całym sercem jestem za Gdynią, to wydaje mi się, że niepotrzebnie włodarze miasta silą się czasami nad wyraz, prężąc muskuły i miejską kasę, zapominając, że czasy konkurencji z Gdańskiem minęły, gdy oba miasta znalazły się już w granicach jednego państwa. Choć patrząc na konkurencję dwóch miast, mam wątpliwości, czy wszyscy to zauważyli? Dziś mam konkretnie na myśli przyszłe lotnisko mające niedługo(?) powstać w Gdyni. W końcu prace nad jego budową - jak zwykle opóźnione - trwają. Ale dla mnie niemałym odkryciem stało się "odkrycie", że Gdynia już lotnisko miała! Może jestem zapóźniony w odkrywaniu dawnych dni, ale nie można wiedzieć wszystkiego, a i jeśli choć jeszcze jedna osoba - oprócz mnie - na tym wpisie skorzysta, to uznajmy, że warto było temat przybliżyć i się zadziwić. Czyli z tym lotniskiem mamy - trochę jakby naciągany - powrót do przeszłości.




Lotnisko cywilne w Rumi. Samolot pasażerski Fokker z Gdyni przez Gdańsk do Warszawy przygotowany do odlotu - to opis zdjęcia ze zbiorów NAC.

Z powyższego opisu zdjęcia wynika też dobitnie, że również pod względem nazewnictwa miast docelowych lotu, wszystko już było. I żadną nowością nie mogą być dzisiejsze chwyty marketingowe tanich przewoźników, którzy wmawiają nam, że Malmo to Kopenhaga, a jakaś Girona to Barcelona. Przed wojną mieliśmy bowiem przelot Gdynia - Warszawa (przez Gdańsk), a lotnisko znajdowało się w Rumi. Tak że wiadomo: wszystko już było.




No a gdzież to lotnisko w Rumi było? Najpierw moje myśli skierowały się w stronę tak zwanego pasa startowego, który znajduje się w drodze z Rumi do Pierwoszyna (przy okazji: pamięta jeszcze ktoś giełdy samochodowe, które na krótko tam zawitały?). Jednak okazało się, że to znacznie bliżej głównej linii kolejowej było. Pomocna będzie powyższa mapka znaleziona tu, na Pomorskim Forum Eksploracyjnym. Właściwy ruch pasażerski na lotnisku rozpoczął się w 1935 roku, który oczywiście przerwała wojna, podczas której lotniska dalej używali najeźdźcy. Po wojnie, uszkodzony budynek dworca został rozebrany, a w latach kolejnych następowała sukcesywna rozbiórka tego co pozostało, w ramach recyklingu (pod budownictwo jednorodzinne). Zainteresowanych szerszymi informacjami na temat tego lotniska kieruję na tę stronę (i w ogóle wszystkich, chcących zobaczyć starą Rumię).




Bardziej leniwy odłam ludzkości musi zadowolić się powyższym widokiem (ze wspomnianej strony) rumskiego lotniska podczas zawodów sportowych.




Wyjaśniło mi się przy okazji skąd takie marnotrawstwo terenu w ciągu ul. Żwirki i Wigury, jakby chciano tu wybudować co najmniej autostradę do nieba. Pozostawiono tu rezerwę terenu na planowaną linię kolejową do lotniska (na zdjęciu: widok w stronę dworca PKP Rumia). O właśnie! Obecnie Gdynia, zamiast fundować sobie nową zabawkę, powinna zaangażować się budowę linii kolejowej, która stworzyłaby szybkie łącze z lotniskiem w Rębiechowie.




Ostatnie resztki lotniska przestały istnieć w 2007 roku, kiedy to wyburzono bunkier, który w rzeczywistości bunkrem nie był, lecz zbiornikiem. Istnieje jednak po dzień dzisiejszy niemy świadek - jak to się ładnie określa - tamtych lat. Robiąca dziś za słup ogłoszeniowy wieżyczka obserwacyjna, miała według już linkowanej strony, związek z lotniskiem w czasach wojny: "Na terenie przyległym do lotniska Niemcy wybudowali małe betonowe budki. Stawiano je miejscach, gdzie ruch oporu miał stosunkowo łatwy dostęp do sporządzania szkiców i zdjęć chronionych niemieckich obiektów wojskowych. Wykonywane były one przede wszystkim w czasie alianckich nalotów na lotnisko w Rumi. W tym czasie tylko pozostawali na zewnątrz; niemiecki żołnierz ukryty w wieżyczce obserwacyjnej i jeśli zachodziła akurat konieczność ludzie działający w ruchu oporu. Budka miała specjalny okrągły kształt i stożkowy daszek chroniący w ten sposób od odłamków wybuchających w pobliżu bomb lotniczych. Otworów, a raczej szczelin obserwacyjnych posiadała od dwóch do trzech sztuk. W zależności od potrzeb na danym terenie. W tylnej części posiadała stalowe małe drzwiczki wejściowe. Taka tak zwana wieżyczka obserwacyjna zachowała się do dnia dzisiejszego przy ulicy Żwirki i Wigury w pobliżu byłego lotniska"

Takim to sposobem, rozpoczynając od przypadkowo znalezionego zdjęcia w zasobach NAC, doszedłem do tego, że po wielu latach zauważyłem słup ogłoszeniowy w ogóle, a następnie, że słup ten nie jest takim, jakim mógłby się z pozoru wydawać. I takie poszerzenie wiedzy - nie tylko mojej, mam nadzieję - mnie bardzo cieszy.




*  *  *  *  *  *  *


W całym dzisiejszym wpisie przemykała sprawa kolei, więc i dodatek muzyczny będzie odpowiedni. Tym bardziej, że autor strony o Rumi jest zakręcony też na punkcie modelarstwa kolejowego, a w teledysku ten element jest mocno eksponowany...

The Notwist - Pilot









środa, 15 lutego 2012




Wejherowski park & ride. Poduszek ci tu dostatek...

A propos Niemena i ptasiego mleczka...
Może by tak spojrzeć inaczej...


Airbag - All Rights Removed

Tak floydowato się zrobiło...


wtorek, 14 lutego 2012



"Zabytkowe" Wejherowo - tylko parowozów brak...

To już jakaś plaga, która sprawia, że raz po raz chciałbym wcielić się w filmowego Pawlaka i móc powiedzieć: "z takiego państwa to ja się wypisuję!". Kilka dni temu czytam o pretensjach, że na jednym z blogów nazwa "ptasie mleczko" nie została opatrzona literką "R" w kółeczku, tylko napisana tak sobie po prostu, jakby chodziło o pierwszą lepszą rzecz codziennego użytku. Wysłane pismo z kancelarii prawnej tak wystraszyło blogerkę, że... całkowicie zlikwidowała blog! Co prawda, w ogniu zmasowanej krytyki, właściciele praw do znaku odwracają kkota ogonem, ale co się stało to się nie odstanie. Dziś dowiaduję się, że... Czesław Niemen to znak towarowy!?! W ostatniej sprawie chodzi o to, że pewna szkoła nieopatrznie obrała sobie za patrona tego naszego - nieżyjącego już - wybitnego muzyka. Nie wiedzieli oni jednak, że " imię i nazwisko "Czesław Niemen" to zastrzeżony znak towarowy, podlegający ochronie prawnej, co oznacza, że trzeba mieć zgodę osoby uprawnionej na jego używanie". Zgłaszająca pretensje wdowa po artyście, motywuje swoje żądanie tym, że "podstawowy profil działalności studium oraz uzyskanie wykształcenia w zawodzie aktora scen muzycznych nie ma związku z działalnością Czesława Niemena" (art.).

Aleśmy czasów doczekali. No to ja wam - młodym pokoleniom - serdecznie współczuję. Najwyraźniej sezon na zdrowy rozsądek już się skończył. Moja podstawówka nosiła imię Mikołaja Kopernika, chociaż na podstawowym etapie edukacji, nie wiadomo przecież było, czy ktokolwiek z uczniów będzie w przyszłości zajmował się astronomią. Idąc tropem argumentacji wdowy po Czesławie Niemenie, dziś tak by nie można było postąpić. A w ogóle, to strach pomyśleć co by się działo, gdyby znalazła się jakaś osoba mająca uprawnienia do Kopernika i podważyła prawa mojej dawnej szkoły do patrona, dodatkowo motywując: przecież Kopernik był kobietą!



*  *  *  *  *  *  *


Marillion - Seasons End

Choć jak już wspomniałem, sezon na zdrowy rozsądek już się skończył, to o dziwo, czasami sami muzycy potrafią myśleć zdroworozsądkowo. W jednym z wywiadów wokalista Marillion Steve Hogharth (zastąpił on w 1988 Fisha), tak wypowiadał się w 2001 roku na temat przyszłości rynku muzycznego:
"[...] trzeba przez cały czas patrzeć w przyszłość, by być gotowym do działania, gdy rewolucja już nastąpi. W przyszłości, która nadejdzie o wiele szybciej, niż sądzimy, muzyka będzie bezpłatna, a na dystrybucji nie będzie się już zarabiać. Oznacza to, że jeśli duże wytwórnie nie znajdą nowego sposobu ściągania dla siebie pieniędzy, nad czym usilnie pracują, artysta będzie musiał nauczyć się żyć nie z muzyki, którą stworzył, ale z muzyki, którą dopiero zamierza napisać. To jest zresztą dokładnie to, co Marillion zrobił już rok temu. Czyli... sprzedał swoją nową płytę, zanim została nagrana".**

Czy rewolucja już trwa i na jakim etapie się znajduje - któż to może wiedzieć?









**cytat z książki: "Piotr Kaczkowski. 42 rozmowy". wyd. Prószyński i S-ka

poniedziałek, 09 stycznia 2012




W Wejherowie jest takie miejsce, gdzie wyłączność zabarwiania zimowej szarzyzny ma kolor czerwony.


wtorek, 24 sierpnia 2010


W tym wpisie obiecałem sobie, że czasem poobserwuję zmiany w miejscowości Luzino, do którego często zaglądam, a które to leży na zachód od Trójmiasta.


Korzystając z fotograficznych dobrodziejstw nadciągającej burzy, co często przejawia się niesamowitym oświetleniem, postanowiłem zamieścić te zdjęcia, pomimo, że temat jeszcze się nie zamknął, bo przebudowa marketu sieci "Polo" jeszcze trwa.



No ale zmiana widoczna gołym okiem już się dokonała. "Domek" zniknął (dla lubiących bursztynowy napój był to rzeczywiście drugi dom) a cały "uwolniony" teren pod potrzeby parkingu samochodowego znacznie podniesiono.



Przy okazji tej przebudowy, tak się zastanawiam: jak bardzo pojemne jest słowo "wkrótce"? Przy tym markecie tablica ze stosownym obwieszczeniem stoi od blisko dwóch miesięcy - dnia zamknięcia obiektu. Więc miesiąc, to wkrótce? Chyba to nie jest górna granica, bo "Real Wzgórze" w Gdyni jest obklejony na dzień dzisiejszy stosownymi anonsami obwieszczającymi: "wkrótce wielka rozbudowa" itp. Rozglądając się dookoła gdyńskiego hipermarketu widzę wielkie możliwości drzemiące w słowie "wkrótce".

Słuchając jednak jak leniwie sączy się utwór grupy Yes - Soon, to takie postrzeganie tego kluczowego w dzisiejszym wpisie słowa jest usprawiedliwione.

środa, 04 sierpnia 2010

W miejscowościach obok Trójmiasta też coś się zmienia, też coś pozostaje niewzruszone pomimo upływu lat... Dajmy na to, takie Wejherowo.




Można tu znaleźć zaułki w których czas się zatrzymał, pomimo nowoczesnych wtrąceń motoryzacyjnych. Na zdjęciu poniżej czas się zatrzymał (przez krótką chwilę, co prawda) dla reklamy kostki brukowej. Klimat jakby z minionej epoki, ale to dopiero nie tak dawno temu poznaliśmy "smak" kostki brukowej (tutaj: kostki drogowej) z jej różnymi kształtami i kolorami, więc nie jest to relikt PRL-u. Warto zauważyć historyczne, sześciocyfrowe numery telefonów.

Podczas przeczesywania internetu, okazało się, że firma (działająca na rynku od 1992 roku) już kilka lat temu zdążyła zmienić nazwę, ale o reklamie zapomniała w pędzie ku nowoczesności. Szczyci się ona - teraz nosi nazwę Polbruk S.A. - najnowocześniejszymi fabrykami w Polsce, zakładami wyspecjalizowanymi w produkcji wyrobów szlachetnych... No same zachwyty, a tu taki zabytek przy głównej arterii miasta. Z takimi reklamami to tak trochę jak z plakatami wyborczymi, które straszą długie miesiące, lub lata, po spełnieniu swego zadania. Ta reklama niczemu już nie służy. Numery telefonów nieaktualne, nazwa firmy zmieniona na początku 2007 roku (wg. tej informacji). Ciekawe, czy kostka na chodniku też z tej firmy pochodzi i czy wzór kostki z reklamy jeszcze jest produkowany? Bo wcale nie jest to takie oczywiste. Sam swego czasu ułożyłem sobie kawałek chodnika, ale po kilku latach zachciało mi się pociągnąć dalej swoje dzieło... -No już tego wzoru nie produkujemy - usłyszałem w odpowiedzi na moje pytanie o możliwość dodatkowego zakupu po latach (u innego producenta, niż dzisiaj przytaczany).
Swoją drogą, to lubię gdy wpis zaczyna żyć swoim życiem i skręca w nie zamierzoną z początku stronę. Wyślę zapytanie do firmy, co myśli o swoim zabytku? Jak sami piszą o sobie: "Firmę rokrocznie nagradzano Gazelami Biznesu". Sprawdzę, czy z szybkością gazeli odpowiadają na pytania? ;)



Zostawmy jednak Wejherowo, z jego przeszłością i udajmy się w dalszą drogę na zachód, ledwo widoczną po lewej stronie asfaltową szosą - na zdjęciu powyżej.

Często odwiedzam znajomych, którzy uwili sobie gniazdko w małej miejscowości, która formalnie ma status wsi, ale praktycznie jest to coś pośredniego. Luzino - wieś gminna. Zaledwie kilkanaście kilometrów na zachód od Wejherowa. Już nie zasługująca na miano typowej wsi, ale jeszcze nie miasto pełną gębą, chociaż coraz bliżej jej do tego drugiego. Gdy nadarzy się okazja, to poobserwuję sobie zmiany tam zachodzące.




Na początek proponuję dwa zdjęcia, sprawiającej wrażenie wymarłej miejscowości, skąpanej w porannym, niedzielnym słońcu. Zbyt wcześnie na wyjazd do miasta z malutkiego stacji PKP, lub codzienne zakupy - chociaż w dzień świąteczny większość sklepów odpoczywa od klientów.







Tu też zachodzą zmiany. Dawna, typowo wiejska zabudowa, zostaje zastępowana nowszymi budynkami. Wydaje mi się, że dni tego budynku powyżej są policzone...
Poniżej: nowe na miejscu starego. Markety Polo nie trzeba przedstawiać, ale zauważyłem pamiątkę po poprzednim właścicielu obiektu. Texpan - zakłady odzieżowe, powstałe w nowych czasach, ale już zdążyły ulec likwidacji. Chciałem zrobić takie rozeznanie jak z firmą od kostki, ale trafiałem tylko na... strony z jakoby nadal istniejącym tu zakładem?! Już wkrótce będę miał możliwość zaprezentowania kolejnych zmian, bo wiem, że hala jest w przebudowie...




Jak człowiek umiejętnie spojrzy swoim aparatem, to można zobaczyć tu klimat jak z dużego miasta, chociaż obecnie wieś zamieszkuje zaledwie około 6.000 mieszkańców.





poniedziałek, 28 czerwca 2010



Pierwszeństwo dla natury.

Jak wakacje, to wypady na łono natury. Natura lubi jednak czasami zawłaszczać sobie coraz to nowe tereny, których nie pilnujemy przed jej rozpasaną ekspansją. Ciekawe jak długo zajmie naturze wypracowanie sobie pierwszeństwa?

Na Kaszubach wiele jest miejsc, gdzie możemy zrealizować sobie bliskie spotkania z naturą. Przy okazji, na tych terenach możemy przekonać się, że i w Polsce spotykamy dwujęzyczne nazwy miejscowości. Nie podejmę się jednak podania kaszubskiej wymowy. Nie dla mojej "wygody" to powstało.




 
1 , 2 , 3