| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Czasem zajrzę
Inne miasta
Odpad poprodukcyjny
Ściągawki
Wieki temu
Wpisy udźwiękowili...
Wapniak na świat spogląda

Gdynia Chylonia

piątek, 24 lutego 2012




Wyjście do innego świata. Spadek po żywiołowym rozwoju miasta (z ogólnoświatowym kryzysem lat 30. w tle). Nasz Meksyk - fachowo zwany zabudową substandardową. Jest jeszcze kilka takich miejsc w Gdyni, ale dzisiaj tylko o tej części miasta, "która powstała w latach 30. za zgodą i wiedzą właścicieli, ale bez zgody miasta, jako nielegalne skupisko zabudowy, nie podporządkowane wytycznym planu zabudowy dzielnicy".**



Kiedyś nadejdzie taki dzień, gdy w dalekim tle widoczny będzie wiadukt, którym już bez większych przeszkód ludzie spragnieni słońca na naszych plażach będą mogli dotrzeć tam omijając kilometrowe korki, które potrafią ciągnąć się od Chyloni do Redy (tak kiedyś wyglądała droga Gdynia - Puck); wzdłuż torów rozłoży się asfaltowa droga, która kończyć się będzie pętlą autobusową przy wejściu do tunelu... Tak ma być, ale czy za mojego życia to nastąpi, tego plan nie obejmuje. Wszak to chodzi o zagospodarowanie terenu a nie czasu.



"Według danych ze spisu 1937 było w Gdyni ok. 2.500 substandardowych bud mieszkalnych, co stanowiło około 37% ogółu budynków, mieszkało w nich ok. 30% populacji Gdyni. W latach 60. udział tego typu zabudowy w mieście wynosił 30%"**. Dziś nazywaniem zabudowy chylońskiego Meksyku "budami mieszkalnymi" byłoby nadużyciem (tu mamy przykładowe gdyńskie budy sprzed lat). Jednak zabudowa wymyka się ogólnie dziś przyjętym standardom - szczególnie jeśli chodzi o zagęszczenie i drogi dojazdowe.



Będę obserwował ten wycinek dzielnicy, chociaż zmiany zachodzą tutaj w zwolnionym tempie, więc zajęcie to dla ludzi cierpliwych...



Szybciej zmieniają się okoliczności przyrody, więc tytuł notki jakby się sypnął...



**cytaty: Encyklopedia Gdyni
*  *  *  *  *  *  *


Nowego Jorku to tu nie zbudujemy. Może to i lepiej...

Richard Ashcroft - New York








piątek, 27 stycznia 2012



Rumia - główna droga przelotowa - ul. Jana III Sobieskiego


Nasze społeczeństwo widocznie ma już dość niewidzialnej ręki rynku i coraz głośniej kręci nosem na ceny paliw (faktem jest, że nasi rządzący swoją - widzialną już - rękę przyłożyli). Nawet chce blokować - jeżdżąc 40 km/godz. - z takim trudem wybudowane autostrady, abyśmy mogli jeździć o setkę więcej. A miało być tak pięknie, co? Konkurencja, która wymusi tanie ceny i takie tam dobrodziejstwa, które miały stać się naszym udziałem, gdy tylko zniknie z naszej rzeczywistości gospodarka centralnie sterowana - wszystko jakoś najlepiej sprawdza się w teorii. W praktyce bywa już różnie. Jak szyderczy śmiech historii brzmią dziś słowa, które wypowiedział "wieki temu" pewien "polityczny" podczas jednej z politycznie poprawnych posiadówek podczas mojej służby wojskowej: "kapitalizm jest zły, bo doprowadza w gospodarce do konkurencji, która w linii prostej prowadzi do powstawania monopoli". Niezłą polewkę mieliśmy z niego wtedy. Ale jednak coś w tych słowach jest...

No, ale do rzeczy: co tu robią te zdjęcia w związku ze związkiem?
Powyższe nie ma bezpośrednio żadnego związku z paliwami. Ale już pośrednio... Nie zliczę ile razy przejeżdżałem obok widocznego na zdjęciu miejsca. No i tak sobie jeździłem i jeździłem, aż nagle... coś mi się pusto zrobiło tutaj.
Stały sobie zabudowania i już ich nie ma. Zacząłem wertować pliki w szarych komórkach. Tam była jakaś duża firma budowlano-transportowa swego czasu...  Przez długi czas nijak nie mogłem sobie przypomnieć jej nazwy i w sumie sobie odpuściłem. Aż tu nagle jakieś połączenie nerwowe się odblokowało: Fimak! Tak to się nazywało. W internecie natrafiam tylko na mizerny ślad potwierdzający stan mojej pamięci: "Ryszard Figurski. Właściciel firm "Fimak" i "Figra Holland Ltd.". Jedna sprowadza do Polski alkohol, druga benzynę i holenderskie ciężarówki daf. Zbudowana przy wjeździe do Gdyni od strony Rumi wielka stacja benzynowa kosztowała 25 mld." (fragment opisu z tyg. "Wprost" z roku 1991).

Tyle tylko znalazłem w sieci. Kto dziś pamięta, że właśnie ta firma kupiła byłą stację CPN w Cisowej (obecnie Orlen), a jej resztki starego zadaszenia leżały sobie na placu, gdzie dziś stoi Castorama obok stacji PKP w Rumi. Kto dziś również pamięta, że zanim powstał obecny market, w pierwszych latach naszego kapitalizmu już zaczęto wykonywać wykopy pod dom handlowy "Fimaka". Później pojawiły się chyba przekręty z paliwami, czy też alkoholem... Rozpoczęte wykopy zasypano, o firmie słuch zaginął... Tak samo zniknął z listy najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost" sam Ryszard Figurski. W 1990 - 19, w 1991 - już 48. Później już nie notowany (na liście).


Poniżej: chyloński wkład w sektor paliwowy. Zdjęcia pochodzą z lata 2009, ale chyba niewiele się do dzisiaj w tym miejscu zmieniło. Czyżby kolejne miejsce na osiedle mieszkaniowe? Kto wie? Jednak przez wiele lat znajdowała się tu - przy ul. Puckiej - baza paliwowa CPN, z własnym oddziałem straży pożarnej, której fragment "obserwacyjny" widać na ostatnim zdjęciu. Fotki oczywiście czekają na zmiany w otoczeniu - wtedy nabiorą wartości.









*  *  *  *  *  *  *

A propos ostatniej fotki...

Jimi Hendrix - All Along The Watchtower









czwartek, 01 grudnia 2011



Kilka ujęć z wyrywkowego przeglądu ulicy Chylońskiej. Rozpocznę przy niepozornym kamieniu, znajdującym się kilkadziesiąt metrów od skrzyżowania ulicy Chylońskiej i Kcyńskiej. Wiele lat temu myślałem, że to taka resztka obelisku "ku czci", ale nie... Jest to słup pocztowy, zwany też kamieniem milowym. Jak informuje jedna z publikacji Urzędu Miasta Gdynia: "Jego historia jest nieznana. Postawiony został prawdopodobnie w XIX wieku. Kamienie milowe ustawiane były przy traktach pocztowych i wyznaczały odległość i czas przebytej drogi. Stosowano słupy milowe oznaczające dwie godziny jazdy konnej, półmilowe, czyli jednogodzinne i ćwierćmilowe - półgodzinne. Każdy z rodzajów słupów miał inny kształt i wysokość. Jazda szlakiem oznakowanym słupami pozwalała łatwo orientować się w odległościach".



Przez chwilę przystanąłem w miejscu, w którym nie raz przyszło mi stanąć w dłuuuugim ogonku osób chcących napełnić turystyczną butlę gazową. Gazownia coraz bardziej kurczy się terytorialnie, więc może i ten obiekt w przyszłości zniknie z powierzchni? Nawet nie wiem, czy obecnie punkt wymiany butli, to tylko napis, czy też działa on nadal?



W końcu przystanąłem przy tym "pancernym kiosku" i uwieczniłem go dla potomności. Środki ostrożności, zastosowane przez właściciela są wprost proporcjonalne do opinii, jaką cieszy się zakątek miasta w okolicach ul. Zamenhofa.



Tuż przy skrzyżowaniu z ulicą Morską znajduje się punkt zwrotny, który kieruje nas w okolice pierwszego punktu naszej przechadzki po ulicy Chylońskiej - kamienia milowego. I tak jak tamten "kamlot", tak i powyższy drogowskaz służył do określania odległości w czasach minionych. Gdyby tak zerwać "tłumiki", to najprawdopodobniej ukazała by się nazwa restauracji lub baru, wraz z odległością do niego.

No ale żeby się tak w kółko bez celu po Chylońskiej nie szwędać...



Na komputerowych wizualizacjach wygląda to (jak to zwykle bywa) trochę lepiej - bardziej smukłe są iluminacje, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Taka nagła ucieczka z ulicy Chylońskiej była mi niezbędna do spójnego - wodnego - połączenia z muzyką.


*  *  *  *  *  *  *

Zmiana nagła, tak jak nagle zapukał do naszych drzwi grudzień i (być może?) zamrozi nam wodę...


The Waterboys - December







piątek, 25 listopada 2011


Po wielu poszukiwaniach dotarłem do zdjęcia z końca lat 60, które jak ulał pasuje do panującej aktualnie pory roku. Przy okazji również pokusiłem się o tendencyjne spojrzenie na współczesne zmiany.




Widok od strony ul. Gniewskiej w kierunku nieistniejącej jeszcze wtedy ul. Czerwonych Kosynierów.

Na powyższej fotografii widać nieistniejącą od dawna kotłownię zlokalizowaną przy ul. Rozewskiej. Znajdowała się ona mniej więcej obok parterowego baraku, znajdującego się pomiędzy wieżowcami przy ul. Morskiej - kawałek komina można zobaczyć tu na zdjęciu (w prawym górnym rogu). Przy okazji proszę spojrzeć ile było w okolicy samowolnych "orlików". Leżące krawężniki wyznaczają przebieg przyszłej ul. Czerwonych Kosynierów.



O ile po poprzednio prezentowanej kotłowni nie ma już śladu, to po innej - przy ul. Wejherowskiej - zachował się cały budynek. Jedynie po kominie pozostało wspomnienie na prezentowanym już tu zdjęciu.
Przy okazji, można zobaczyć, jak odległe zastosowanie bywa udziałem niektórych budynków.



I w związku z tą ostatnią myślą zrobiłem powyższe zdjęcie z okolic chylońskiego dworca. "To tu" właśnie znajdował się... Aż mi ciężko było w pierwszej chwili uwierzyć, że tak odległe branże można zastosować w jednym miejscu. Ktoś pamięta?

A kto pamięta - w związku z sezonem grzewczym - uszczelnianie okien taśmą metalową?

*  *  *  *  *  *  *

W związku z widokiem czarnej hałdy przy kotłowni...

Black Mountain  - Set Us Free







środa, 27 lipca 2011


Nie będzie dzisiaj o naszym morzu, które nijak nie może być słodkim (wiem, bo nie raz łyknął człowiek za młodu morskiej wody). Akumulatory też są raczej "kwaśne" niż słodkie, więc w czym rzecz...?


Początkowo miałem zamiar przewrotnie potraktować dawne, lipcowe święto, jako święto słodyczy w nawiązaniu do dawnej nazwy zakładów E.Wedel (może niegłupim pomysłem byłoby ustanowienie takiego święta?). Wyszło jednak inaczej, więc dzisiaj coś w tym tonie, chociaż nie będzie z początku słodko. Już wcześniej miałem okazję zrobić zdjęcie tego miejsca przy ul.Chylońskiej, które stało się takim mini warsztatem samochodowym, ale jak widać powyżej, nie zdążyłem...
Co było tutaj przed sklepem-warsztatem? Wielu chylońskich wapniaków zapewne wie, ale na razie niech to będzie słodką tajemnicą. Jeśli będzie zapotrzebowanie - odpowiem w komentarzach, jeśli kto inny mnie nie uprzedzi.




Cóż jednak w tym słodkim temacie robi ta rudera przy ul.Puckiej? Nad tablicą z numerem budynku znajdowała się za słusznie minionych czasów tablica z nazwą ZPC "Bałtyk" - tego jestem pewien. Natomiast nie mam już stuprocentowej pewności (ale jestem jej bliski), czy tak samo do tej firmy należała część budynków przy skrzyżowaniu ul.Hutniczej i Puckiej - naprzeciwko zakładów rybnych Wilbo. No i tu właściwie wpis miał się zakończyć, bo chodziło w nim tylko o takie chylońskie słodkie wspomnienia. No, ale jak człowiek nie jest w temacie, to nie może do końca zaplanować wpisu.

Dla mnie zawsze głównym zakładem ZPC Bałtyk były zabudowania w Gdańsku Wrzeszczu, gdzie obecnie znajduje się Galeria Bałtycka (w pamięci mam też widniejący tam kiedyś znak firmy Fazer, która przejęła zakłady). No i z końcem budynków, wydawało mi się, że nastąpił koniec firmy. Jednak byłem w błędzie. Przeszukując strony internetowe, co i rusz natrafiałem na informacje z kwietnia 2006 roku, które obwieszczały: Na rynek słodkości wróciły produkty z popularnym kiedyś znakiem firmowym ZPC Bałtyk. Firma z 80-letnią tradycją miała być zlikwidowana, bo jej właścicielowi - koncernowi Fazer z Finlandii - nie opłacało się utrzymywanie produkcji słodyczy w Trójmieście. Gdy Fazer wszedł na rynek z własną marką, wykreślił z nazwy produktów logo "Bałtyk". Podczas lektury, okazało się, że powrót marki wymagał determinacji załogi: Fabrykę w Oliwie przed likwidacją uratował opór jej załogi. Długotrwałym strajkiem wymusiła ona od fińskiego koncernu zgodę na wykupienie firmy przez pracowników.



Znikający znak firmowy zakładu w Oliwie. Co chciał udowodnić "twórca", zamalowując historyczną nazwę?

Po łatwym odnalezieniu strony zakładu, okazało się, że "w 1977 roku na mocy zarządzenia Wojewody Gdańskiego przyłączono do "Bałtyku" fabrykę wyrobów cukierniczych zlokalizowaną w Gdyni. Jej specjalnością stała się produkcja galaretek, żelek, a także popularnych wówczas wśród kierowców cukierków "auto-caffe" (kto chce sobie przypomnieć inne produkty sprzed lat, może to zrobić zaglądając tutaj). Czy to był ten zakład, który przedstawiłem wcześniej na zdjęciu? Spróbuję się dowiedzieć.



Tuż obok zakładów "Bałtyk" (widoczny w tle komin należy do niego) powstało zamknięte osiedle "Nova Oliva". Tak na marginesie: zauważyłem, że coraz bardziej się od siebie ludzie odgradzają. Niby to ze strachu o kradzieże, ale tak naprawdę to raczej chodzi o izolowanie się w ogóle od obcych. I ten lęk... Brak nazwisk na domofonach, zamazywanie tablic rejestracyjnych samochodów...

Ja w latach 80. byłem częstym gościem znajdującej się na tym terenie "starej olivy" (również terenu zamkniętego), czyli zakładów produkcji farb i lakierów - głównie pod potrzeby stoczni - Polifarb Oliva. Firma nadal działa pod nazwą Teknos-Oliva, w Chwaszczynie, na terenie, który miał być kiedyś jedną wielką fabryką farb... ale to już inna historia.

W zmianach obydwu zakładów - choć diametralnie różnych - można odnaleźć jakieś pozytywy. W przypadku fabryki farb dobrze się stało, że zniknęła ona stąd a jednocześnie nadal istnieje w innym miejscu. W przypadku "Bałtyku" dobrze się stało, że nie zniknął on zupełnie z naszego krajobrazu i jest dowodem na to, że nie wszystko trzeba było rozpierniczyć ze słusznie minionego okresu. Producent słodyczy, jest też żywym przykładem, że nie wszystkie teorie spiskowe o wykupywaniu polskich zakładów w celu ich późniejszej likwidacji są tylko takimi teoriami. Nawet w najbardziej nieprawdopodobnej teorii gdzieś tam tkwi ziarenko prawdy. W tym przypadku - ziarenko kakaowe.


*  *  *  *  *  *  *

Utwór grupy Kombi "Słodkiego, miłego życia" jest naturalnym dopełnieniem wpisu. Nawet tytuł płyty tutaj pasuje w kontekście słodkiego "Bałtyku": "Nowy rozdział".

Kombi - Słodkiego, miłego życia

sobota, 26 lutego 2011


Przez tę naszą pokręconą historię, to nawet słowo 'ocet' ma wymowę polityczną... To może przypiszemy temu produktowi przydomek: kultowy? Skoro ledwo co wypromowane maskotki "Serce i Rozum" już są (niejako z urzędu) do tej grupy zakwalifikowane, to może i ten "komunistyczny" produkt, który tak dzielnie opierał się kryzysowi też zwać będziemy kultowym? Może jednak lepiej nie? Słowo 'kultowy' jest ostatnio zbytnio nadużywane, co przyczynia się w moim odczuciu do jego szybkiej dewaluacji.

No ale jest okazja po raz drugi zajrzeć "do octowej kuchni". Kiedyś były tu zdjęcia wytwórni octu i musztardy w Gdańsku przy ul. Toruńskiej. Nieistniejącej już dziś. Teraz znajduje się tam małe osiedle mieszkaniowe. Dzisiaj prezentowane zdjęcia nie są zrobione przeze mnie, ale są z zakamarków rodzinnych szuflad. Z tego powodu niemożliwym jest podanie dokładnego roku ich wykonania, ale można z pewnością założyć, że to pierwsza połowa lat 70. minionego stulecia. Skąd ta pewność? Dzięki temu, że wiem gdzie te zdjęcia były zrobione. W tym miejscu znajduje się od wielu lat budynek spółdzielni mieszkaniowej przy ul. Helskiej. Kto by pomyślał, co? Z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że budynek spółdzielni został oddany do użytku w 1978 roku, a produkcję widocznego na zdjęciach Stara z serii 28/29 rozpoczęto w 1968, więc tylko ten przedział wiekowy wchodzi w grę.

Mam nadzieję, że dla młodszych bywalców gdyńskiej Chyloni, będzie to niezwykłe odkrycie jej przeszłości. Manufaktura w centrum dzielnicy...












Wychodzimy z wpisu - przechodząc przez przystanek muzyczny - zdjęciem w kierunku bramy wjazdowej/wyjazdowej (biały budynek po prawej stronie to portiernia), która znajdowała się od strony ul. Kartuskiej.

*  *  *  *  *  *  *

Riverside - Driven to Destruction

Nagranie znowu świeżutkie, z czwartego albumu grupy - z 2009 roku - Anno Domini High Definition. Kiedyś darzyłem dużą sympatią tę grupę, ale miłość mi przeszła... Nawet dopiero po roku od wydania dowiedziałem się o tym albumie, który tratuje o pośpiechu współczesnego świata - takie jego ADHD.
środa, 17 listopada 2010


Korzystając z niepisanej umowy o dwustronnej wymianie zdjęć z forum "Moje osiedle", zrobiłem małe porównanie, korzystając właśnie z zamieszczonego tam zdjęcia.



Zapewne lata 70. i widok w stronę ulicy Krokowskiej i Helskiej.



Te same okolice współcześnie. Zdjęcie powyższe przesunięte trochę w prawo względem starego. Biały "klocek" z lewej strony, to ten sam co w środku starego zdjęcia. Jak zazwyczaj widać z takich porównań, wszelkie wolne przestrzenie są sukcesywnie zabudowywane.



Przy okazji jeszcze jedno zdjęcie. Okolice ulic: Raduńskiej, Krokowskiej, Helskiej zawsze kojarzą mi się z takimi wiecznie nieotynkowanymi domami, jak ten z powyższego zdjęcia (do tego: zielone, blaszane garaże). Widać, że "stare" trwa, choć może nie na długo, gdyż dom był wystawiony na sprzedaż, jak głosiła tablica w oknie domu. Zdjęcia oczywiście z lata, gdy słońce dopiekało przyjemnie. Chociażby dla możliwości przypomnienia sobie lata, warto było odczekać kilka miesięcy z zamieszczeniem tych zdjęć.

 
1 , 2 , 3