| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Czasem zajrzę
Inne miasta
Odpad poprodukcyjny
Ściągawki
Wieki temu
Wpisy udźwiękowili...
Wapniak na świat spogląda

Pomorze

piątek, 18 listopada 2011


Jak można bez trudu zauważyć, od jakiegoś czasu u dołu wpisów przycupnęły sobie dawne etykiety zapałczane. Po części są one zapisem czasów minionych (dużo w tym było śmieszącej dziś propagandy), ale również świadczą o tym, że dziś prawdziwych zapałek już nie ma. W sensie kreatywności w tworzeniu opakowań, bo oprócz propagandy było wiele ciekawych serii tematycznych. Podobnych do tych, jakie znamy ze znaczków pocztowych.
Wcięło mi stronę (sam nie wiem jak ją wcześniej znalazłem), gdzie wymienione były wszystkie fabryki zapałek w latach ich świetności, ale jedną pamiętam doskonale. Często przejeżdżałem koło niej. Znajdowała się przy głównej drodze łączącej Gdynię z Koszalinem, czyli krajowej "szóstce".



Kiedyś w miejscu słowa Polmatch znajdowało się Sianowskie. Jednak zmiana w 1995 roku nazwy na bardziej światową, na niewiele się zdała i zakład zlikwidowano w 2007 roku.

Sianów. Miejscowość istniejąca trochę w cieniu Koszalina, żyjąca (i słynąca) przez długie lata z fabryki zapałek. Pierwszy zakład produkujący ten niewielki przedmiot codziennego użytku powstał tu w październiku 1845 roku, który w ciągu kilku lat został szybko rozbudowany i już w 1861 roku zatrudniał 80 osób. Praktycznie od tamtego czasu produkowano w Sianowie zapałki nieprzerwanie. Dziś już tylko napis przy bramie głównej przypomina o tym, co tu kiedyś produkowano.



Trwa obecnie rozbiórka zakładu. Teren ten kupił w 2010 roku deweloper, więc zapewne za kilka lat powstanie tu osiedle mieszkaniowe - sypialnia dla pobliskiego Koszalina.

Właściwie to była mała przerwa w produkcji po zakończeniu działań wojennych (Rosjanie zabrali sobie co nieco z zakładu, jako zadośćuczynienie za trudy wyzwalania), ale już we wrześniu 1947 produkcja ruszyła. I trwała ona nieprzerwanie do 2007 roku, gdy zakład skapitulował przed niewidzialną ręką rynku. Trochę sami sobie "jesteśmy winni". W dobie tanich jak barszcz zapalniczek jednorazowych i kuchenek gazowych z własnymi zapalnikami, kto będzie zawracał sobie głowę zapałkami? Okazuje się, że taka Fabryka Zapałek Czechowice S.A. ma się chyba całkiem dobrze. Szczególnie prezentacja firmy jej oferty zapałek reklamowych każe patrzeć z optymizmem na przyszłość zapałki w ogóle.


*  *  *  *  *  *  *

No to teraz przyznać się bez bicia - kto, pierwszy raz słysząc dzisiejszy utwór przez radio, w pewnym momencie nie pomyślał sobie, że jego sprzęt sfiksował?

Pink Floyd - Have a Cigar






Tagi: PRL rudery
19:58, slawnw , Pomorze
Link Komentarze (1) »
niedziela, 23 października 2011


Już myślałem, że moje archiwum już do niczego się nie przyda i niczym mnie już nie zaskoczy, a jednak... Taki drobiazg. Nieistotny dla wielkiej historii, ale dla mnie to taka ciekawostka. Przypuszczam, że znana nielicznym.



Jadąc z Gdyni w kierunku Koszalina, tuż przed wsią Pękanino, stoi po lewej stronie krajowej "szóstki" ma niewielkim cokole stoi postać św. Józefa z dzieciątkiem (chyba). Niby nic. Widok jakich wiele można spotkać przy naszych drogach. Ale...



To zdjęcie zrobiłem jakieś 15-20 lat temu, jako ciekawostkę przyrodniczą, bo gdy w większych miastach uporano się z pomnikami wdzięczności przy błyskach fleszy, to na bocznych szlakach nadal trwały one w zapomnieniu.



Chociaż nie były one tak zupełnie pozostawione w spokoju - z oczywistych względów - to niektóre egzemplarze przetrwały (choć w przebraniu).



Drzewo przez te lata przemian nabrało wysokości i byłoby w zasadzie jedynym punktem orientacyjnym, dzięki któremu można rozpoznać, że wszystkie zdjęcia prezentują to samo miejsce, gdyby nie ten kawałek betonu, leżący tuż przy pniu. Tak. Jest to brakujący element, łączący całą historię w całość. Tylko po co on został tu pozostawiony?


*  *  *  *  *  *  *

Po wojennej zawierusze spokojne noce nam nastały...

Kino - Spokojna noc






wtorek, 20 września 2011


Korzystając z okazji, że dzisiaj jest dzień witania się, to powitam się piosenką ze wspomnianego w poprzednim wpisie albumu grupy Wings, o odpowiednim do okazji tytule: "So Glad To See You Here". Chociaż wiem, że każdy ma inny gust muzyczny, to mam nadzieję, że chociaż od czasu do czasu ktoś z Was tu coś znajdzie dla siebie, gdyż z różnych muzycznych półek dodatki pochodzą. A poza tym, to przede wszystkim moja zabawa słowno-muzyczna, bo przecież żaden ze mnie ekspert muzyczny.

I chociaż nie mogę pochwalić się kilkudziesięcioma komentarzami po każdym wpisem, ani wysoką pozycją w Bloxowym "Top 1000" (zwykle zamykam stawkę), to cieszę się jak dziecko, co z tego bloga wyrosło (blog rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej - czy jakoś tak to było?) i bardzo mi miło Was tu widzieć.


Wings - So Glad To See You Here


*  *  *  *  *  *  *  *


Początkowo miałem wpis na tym zakończyć, ale skoro powiedziało się już 'a'... Przysiądźmy na chwilę. A gdzie, jak nie na przystanku PKS, czeka się najlepiej na spóźniony autobus (lub na spóźniony wpis). Jakby to jednak powinno zabrzmieć, gdybym chciał być w zgodzie z obecnie panującą modą? Zobacz kultowe przystanki PKS-u!!! Głupio brzmi, prawda? Cóż, taka jest obecna maniera, wciskania kultu gdziekolwiek się da. W świetle tego, co obecnie wyprawia się w temacie kooltowości, komunistyczny kult jednostki, to małe piwo. No, ale przysiądźmy na chwilę, bo jeszcze ostatni autobus nam ucieknie...



Klasyka z przystankowej "wielkiej płyty". I blachy falistej.



To już nie przystanek, ale prawdziwa stacja centralna, z również klasycznymi luksferami z epoki. Dopiero przy okazji robienia wpisu, znalazłem informację, że w tej właśnie wsi urodził się - już nieżyjący - Andrzej Lepper (taka ciekawostka).



I jeszcze porcelanowa klasyka z Włocławka. To znaczy materiał dekoracyjny pochodzi z nieistniejącej już (jakże by inaczej) fabryki porcelany z tego miasta, a sam przystanek stoi przy krajowej "jedynce".


Tagi: PKS
18:18, slawnw , Pomorze
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 lipca 2011

Gdyby nie decyzje podjęte w 1990 roku, to moglibyśmy się cieszyć dzisiaj kolejnym długim weekendem... I komu to przeszkadzało?
No i po tych słowach już czuję nad sobą te głosy potępienia, ale... Trochę dystansu do rzeczywistości i tak trochę odkładając na bok ideologię, odpowiedzcie sobie sami: czy nie lepiej byłoby świętować w lipcowym słońcu zamiast w listopadowym deszczu? A tak na poważnie. W kilku krajach miałem okazję obserwować obchody świąt narodowych i tam widać radość z teraźniejszości, z tego, co historyczne wydarzenia przyniosły obecnym pokoleniom. Nie jest to ciągłe rozdrapywanie ran z przeszłości, co tak widoczne jest u nas. No, ale co kraj to obyczaj.

Z okazji słusznie minionego klasycznego święta - pojedziemy klasyką handlową. Jeszcze gdzieniegdzie istniejącą.



Fragment zdj. ze zb. NAC - Grażyna Rutowska

Powyższe zdjęcie z końca lat 60. minionego stulecia unaocznia niedowiarkom, że przedłużona gwarancja, to nie jest wynalazek nowego systemu (patrz na drzwi sklepu).



Przemieszczamy się w czasie. Zdjęcia zrobione kilka dni temu w Szemudzie sprawiają wrażenie jakbyśmy się zagubili w tej wędrówce i... stali w miejscu! Klasyczny sklep GS-owski stoi jak żywy.



Sklep typu mydło-powidło pełen towarów różnej maści, chociaż porównując to zdjęcie z tym z lat 60. widać gołym okiem, że nadmiar towarów nie zawsze sprzyja estetyce witryn sklepowych.



Kiosk w tej samej miejscowości też o klasycznych kształtach, choć daszek z blacho-dachówki psuje obraz całości (co na to konserwator zabytków?!).


*  *  *  *  *  *  *

Muzycznie: również klasyka. Klasycy rocka - Pink Floyd i ich pierwszy singiel, wydany mniej więcej w tym samym czasie, z którego pochodzi "świąteczne" zdjęcie - w 1967 roku. Tak na marginesie dodam, że zrobiłem wielkie oczy, gdy usłyszałem utwór Arnold Lane. Jak to, to jest Pink Floyd?!? - pytałem sam siebie, znając wcześniej dokonania zespołu z takich płyt jak: The Wall, Wish You Were Here, The Dark Side of The Moon, czy też Animals. No ale nie ma to-tamto, tak zaczynali ponad 40 lat temu.

Pink Floyd - Arnold Lane

piątek, 29 kwietnia 2011



Rzadko już spotykane betonowe bariery ochronne - obecnie zastępowane metalowymi. Jeszcze je można spotkać. Nie tylko na bocznych drogach Pomorza, ale wszędzie tam, gdzie czas płynie wolniej.

Wydawać by się mogło, że długie kręte drogi to już przeszłość, lub tylko zjawisko spotykane na bocznych drogach - tak jak widać to na zdjęciu u góry. Przemierzając ostatnio Polskę wzdłuż, miałem okazję zaobserwować, że może i drogi to nam się budują coraz prostsze, ale droga do tego jednak kręta i wyboista. Prace przy budowie autostrady północ-południe trwały nawet w wielkanocny poniedziałek. Ten zapał do pracy jest naprawdę krzepiący, i nawet człowiek ze zrozumieniem przyjmuje informacje o kolejnym objeździe na trasie. Optymizm jednak słabnie, gdy po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów dopada mnie codzienność. Brutalna prawda każe mi się zastanowić, dlaczego nie może być coraz lepiej w każdym calu - albo inaczej: na każdym kilometrze? Wygląda to tak, jakby w ferworze walki o kolejne kilometry nowej autostrady, zapomiano o drogach już istniejących. Nie mniej ważnych, niż te nowe.
Miałem okazję osobiście (w ramach gospodarskiej wizyty) zapoznać się z jednym z wielu na naszych drogach "odcinków testowych" - na krajowej jedynce, pomiędzy Krośniewicami a Łęczycą (jak na zawołanie, po moim powrocie, ukazał się o tym artykuł z filmikami). Przypisywanie jednak temu odcinkowi określeń: "dziury horror", czy też: "po nalotach w Libii drogi w lepszym stanie", świadczy o krótkim życiorysie piszących te słowa. Czas było przywyknąć - takie słowa cisną mi się na język. Nic nowego. Niestety. Czy "ten odcinek jedynki przejdzie do legendy", jak stwierdza jeden z komentujących pod jednym z filmików? Chyba nie starczyłoby papieru na spisywanie takowych legend z naszych dróg... Chociaż... legenda to chyba coś takiego bardziej nieprawdopodobnego, prawda? A te dziury w jezdni są jak najbardziej realne.
 


Budowa autostrady pomiędzy Toruniem a Włocławkiem.


*  *  *  *  *  *  *

Na coraz dłuższej liście wykonawców, którzy udźwiękawiają wpisy, nie ma jeszcze Beatlesów. Czas nadrobić zaległość.

The Beatles - The Long and Winding Road


Tagi: drogi
17:28, slawnw , Pomorze
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 listopada 2010

Święto świętem, ale ktoś musi i tak wykonywać przyziemne prace, jak na ten przykład -zmywanie.

W Lęborku znalazłem całą górę naczyń do zmywania, to znaczy: cały budynek naczyń (które też od czasu do czasu trzeba zmyć).



Dekoracja z pewnością pamięta minioną epokę, w której, jak pamiętam spotykało się również prywatne domy ozdobione tłuczony szkłem. Tutaj, w Lęborku, szyldy się zmieniły (nazwa domu handlowego "Jantar" jakby ta sama od lat) ale podkład pozostał ten sam, choć widać już początki rozpadu na pojedyncze elementy składowe.



poniedziałek, 01 listopada 2010




Ciężko sobie zapracować za życia na wieczny - spokojny - odpoczynek. Zwłaszcza gdy po wielu latach granice się przesunęły i po zawieruchach wojennych już kto inny obcy, kto inny - swój.

Grobowiec rodziny von Tesmar w Borkowie Lęborskim z połowy XIX wieku trzyma się już ostatkiem sił. Aż dziw, że cokolwiek metalowego zostało...



Zdjęcia przedstawiają stan ze stycznia tego roku. Trudno mi powiedzieć jak sytuacja przedstawia się na dzień dzisiejszy.



Inne zdjęcia z tego miejsca można zobaczyć pod koniec poniższego filmiku, który dokumentuje odchodzące w niebyt zabytki sztuki sakralnej z Pomorza Gdańskiego.







 
1 , 2 , 3 , 4 , 5