| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Czasem zajrzę
Inne miasta
Odpad poprodukcyjny
Ściągawki
Wieki temu
Wpisy udźwiękowili...
Wapniak na świat spogląda

Gdynia

czwartek, 05 kwietnia 2012


Zaczynając zaglądanie na ulicę Starowiejską trzeba było zacząć od tego lotniczego zdjęcia z 1925 roku. Co innego przeczytać, że w 1928 roku władze miasta przystąpiły do regulacji i prostowania ulicy, a co innego zobaczyć na własne gałki oczne, jak polna droga się wiła.


Zdj. NAC
Pierwsza z prawej, to prosta jak drut ul. 10-go Lutego, na lewo od niej, jeszcze pokręcona ul. Starowiejska.



Zdj. NAC
Ostatnio zaglądaliśmy na zaplecze hotelu Centralnego, gdzie mieściła się restauracja "Picadylli. Przeglądając zdjęcia Narodowego Archiwum Centralnego spostrzegłem znajomą nazwę na jednym ze zdjęć, choć tu pisane przez dwa 'c'. Zdjęcie jest opisane tylko jako "witryny sklepowe", więc gdyby nie wcześniejszy wpis, pewnie nie byłoby dla mnie łatwe odnalezienie tego miejsca współcześnie.


Wszystko wskazuje (przede wszystkim charakterystyczna elewacja hotelu), że przedwojenne zdjęcie przedstawia ten fragment ulicy Starowiejskiej. Reklama kierująca do restauracji znajdowała się więc nad współczesną bramą wjazdową po prawej stronie, a w miejscu "Powidła.pl" był sklep "Bata".



Pozostałością sprzed prostowania ulicy jest Domek Abrahama, stojący ukosem do osi jezdni. Podczas wirtualnego spaceru na Street View (szukałem pewnego budynku) spostrzegłem, że... w dość dziwnym miejscu umiejscowiono ten budynek na wirtualnej mapie. Cóż, nie pierwszy to przykład, że nie należy ślepo wierzyć nowym wynalazkom. Tak jak i wskazaniom GPS-u, bo nie jednego wyprowadziły wskazania nawigacji satelitarnej na manowce.

Niebawem zamieszczę inne odkrycia i odniesienia do starych zdjęć z tej ulicy, lecz tymczasem blog zapada w świąteczny letarg.



*  *  *  *  *  *  *

No to do szybciutko do mycia okien, aby lśniły jak te diamenty...

Pink Floyd - Shine On You Crazy Diamond








niedziela, 01 kwietnia 2012


Jakieś pokrętne tytuły często wychodzą spod mojej głowy, które są wypadkową tego, co się dzieje dziś i co było wczoraj. Choć początkowo może pozbawione są sensu, to gdzieś tam pokątnie łączą się one w całość. Rozpoczniemy od "dwóch setek". Przeprowadzono kilka dni temu ogólnoświatową akcję gaszenia żarówek. Toż to nic innego jak igrzyska dla ludności, która cieszy się jak dziecko, oglądając później obrazki przed i po zgaszeniu żarówek. No i to poczucie spełnienia obywatelskiego obowiązku. To nic, że ta chwilka niczego nie zmieni. To nic, że większość z ludzi, tak na moment przejętych losem naszej planety, za kilka dni kupi nową zabawkę zużywającą kolejne porcje energii elektrycznej (bezpośrednio lub poprzez powtarzane doładowywanie baterii). Ważne jest dowartościowanie się: dałem godzinę dla Ziemi, a reszta roku już tylko dla mnie i moich potrzeb.

Muszę przyznać się bez bicia, że w zaciszu domowej piwnicy (niechcący, ale przecież nieznajomość...) dokonałem sabotażu całej akcji. Mam w podziemiach na wyposażeniu żarówkę 200W i właśnie tego wieczoru, gdy większość ludzkości dokonywała powrotu do przeszłości, chcąc zanurzyć się w ciemnościach, ja przy pomocy mojej (zabytkowej?) żarówki zachowałem niepoprawność polityczną. Targają mną obawy, że będę za taką postawę smażył się w piekle, ale jednocześnie mam nadzieję, że do czasu mego zejścia, ekolodzy rozprawią się z problemem jego istnienia. Wszak takie ognie piekielne muszą nieźle przyczyniać się do efektu cieplarnianego. I to z pewnością w większej mierze, niż moja ulubiona żarówa.


A poza tym wszystkim, takie hocki-klocki z wyłączaniem na rozkaz żarówek już widziałem za czasów słusznie minionych, ale wtedy odbywało się to może mniej spektakularnie niż dziś. Pan w telewizorze pokazywał jakiś wskaźnik na tablicy w elektrowni, który miał drgnąć za sprawą skonsolidowanych działań społeczeństwa. Tak więc: wszystko już było...

Tak jak była już "seta i galareta". A wczoraj czytam o czymś takim, ale poprzedzonym jakby długoletnim oczekiwaniem: "Moda na lokale, które w niskiej cenie oferują przysłowiową setę i towarzyszącą jej zakąskę, w końcu rozwinęła się w Trójmieście. W naszej metropolii przybywa miejsc, do których nawet na chwilę można wpaść na kieliszek wódki i zagryźć ją śledzikiem.". He he he. Mody się same nie tworzą. Ktoś nam je zręcznie podsuwa. To co było w PRL normalnością, teraz wraca "w końcu", jako moda zawinięta w papierek z nadrukiem 'ę-ą'. Cóż, chleba i igrzysk nam tylko do życia potrzeba...


No to już właściwie z całym tytułem notki się rozprawiłem, ale żeby nie było tak bez zdjęć, to tak jeszcze pociągnę w klimacie gastronomicznym. Zaczęło się od zdjęcia z archiwum NAC  z roku 1934 podpisanego: "fragment budynku z wejściem do restauracji "Picadylli". Trzeba było zainteresować się tematem, wertując po raz kolejny "Encyklopedię Gdyni".


"Picadylli" - jedyna w Gdyni lat 30. restauracja koszerna, ulokowana w podwórzu hotelu Centralnego. Chodziło się do niej głównie dla niezrównanego smaku "gęsich pypków" (faszerowane gęsie piersi), "cyces" (słodkie ciasteczka) oraz szczupaka "po żydowsku".



Widać, że... hotelu - póki co - nie widać, czym obiekt wpisuje się w nurt oszczędności żarówek i całego globu.

Zanim zajrzymy na podwórze wspomnianego hotelu, to najpierw spojrzenie od frontu. Hotel "Centralny" został wzniesiony w 1928 roku przy ul. Starowiejskiej 1, w miejscu starej gospody. "Reklamowany jako "pierwszorzędny dom, pokoje zaopatrzone stale w ciepłą wodę i centralne ogrzewanie. Na dole była restauracja i winiarnia, duża sala pełniąca funkcję balowej lub teatralnej oraz ogródek ze stolikami dla gości, ukrytymi pod parasolami lub drewnianym daszkiem". Sielankę przerwała oczywiście wojna, ale po wojnie właściciel odzyskał prawo posiadania budynku. Nie na długo jednak. W 1949 wprowadzono przymusowy zarząd państwowy, a w 1960 roku stało się własnością Państwa, zmieniając jednocześnie nazwę hotelu na "Bristol". Jak czytamy dalej w "Encyklopedii Gdynia": "Po 1989 został przez rodzinę Skwierczów odzyskany. Egzystuje jako hotel "Lark". Do rejestru zabytków wpisany 29.04.1996". Wszystko jednak wskazuje, że obecnie trwa remont i na zakwaterowanie w hotelu trzeba będzie poczekać.



Na zapleczu wygląda tak. Czy w widocznym po lewej budynku znajdowała się restauracja "Picadylli" i czy w ogóle tamten obiekt istnieje? Tego moja wiedza nie obejmuje. Ale jesteśmy "w podwórzu hotelu Centralnego", więc gdzieś w tych okolicach ta restauracja się znajdowała.


*  *  *  *  *  *  *

To włączmy sobie znowu te żarówki, aby karpik (może być po żydowsku) trafił nam wprost do przełyku...

Genesis - Turn It On Again (live)







czwartek, 22 marca 2012





Zwykły kiosk się spodobał, to proszę podziwiać zwykłe drzwi. Może nie do końca te drzwi takie zwykłe, bo od środka zamurowane.


Bob Dylan - Knockin' on Heaven's Door


wtorek, 20 marca 2012




Ul. Starowiejska

Witaminy rwane prosto z krzaka, drzewa, ziemi, coraz bliżej...

W tym roku wiosna zawitała do nas dzień wcześniej niż zazwyczaj. Ponoć Słońce ma jakieś dziwne układy z Baranem, które sprawiają, że na wiele lat będziemy musieli zmienić przyzwyczajenia i szybciej topić Marzannę(?).


*  *  *  *  *  *  *

Marek Grechuta - Wiosna ach to ty









sobota, 03 marca 2012


Obiecałem sobie, że od czasu do czasu zajrzę na ul. Starowiejską...




Przystanąłem na chwilę na rogu ul. Starowiejskiej i Władysława IV.
Wyremontowana elewacja narożnego budynku zwraca uwagę ciekawym oświetleniem.
Dość prostymi środkami uzyskano ciekawy efekt.






*  *  *  *  *  *  *

Proste oświetlenie. Proste myśli (sprzed 23 lat). Zawsze wgniata mnie w fotel ten utwór...

Simple Minds - Belfast Child


czwartek, 01 marca 2012






Tak stanąwszy przed powyższym oknem przy jednym z budynków przy ul. Jana z Kolna, tak naszło mnie pytanie: kto z młodzieży tego świata będzie w stanie odszyfrować, co znaczy owo tajemnicze CPLIA? Robi się nam powoli żywy skansen, prawda?




Odłamkowym ładuj!?

Jeszcze w temacie żywego skansenu. Szybko zdobywa popularność filmik z patentem na jednej ze stacji Łukoil w Rosji. W jednym z miejsc, gdzie czas płynie wolniej. Śmiech przez łzy... Kadr z filmu zostawiłem na pamiątkę, gdyby kiedyś filmik wcięło.



*  *  *  *  *  *  *

Chciałem dołożyć, jakiś utwór rosyjskiego zespołu Kino, który już na blogu zaistniał. Długo zastanawiałem się, czy załączyć w ogóle link do występu na żywo... W pierwszych sekundach chciałem od razu ten badziew wyłączyć. Bo przede wszystkim jakość do duszy i pierwsze obrazy rozczarowują, a w ogóle to później okazuje się, że urwany bez sensu ten filmik. Ale zdecydowałem się jednak... ze względu na siebie, bo z każdym taktem wszystko stawało się... takie romantyczne. Prawdziwe objazdowe kino. Te głośniki na ciężarówkach, widzowie na balkonach wieżowca... Taki zapomniany klimat... I ta myśl: ile trzeba mieć zapału w sobie, aby wędrować w ten sposób ze swoją muzyką...

Kino - Zamknij za mną drzwi


Jeszcze przy okazji ładowania odłamowym... Już z płyty. Na osłodę, być może marnego koncertu...

Kino - Ostatni bohater


piątek, 10 lutego 2012




Fot. Muzeum Miasta Gdyni

Najpierw była "stodoła" - budynek teatralny postawiony w czasie niemieckiej okupacji (1942) na potrzeby teatru wojskowego, który rzeczywiście kształtem przypominał stodołę. Po wojnie budynek służył za siedzibę gdyńskiego Teatru Wybrzeże. Do roku 1960, gdy to po remoncie, budynek spłonął doszczętnie (zawiodła instalacja elektryczna). Ciekawe, czy gdyby nie fatalny w skutkach remont, budynek istniałby do dziś? Może jednak zostałby rozebrany, jako niechciane dziedzictwo? Tak czy inaczej: po 19 latach, powstała nowa palcówka kulturalna, o tym samych charakterze, lecz już w innym kształcie.





Cały czas trwa rozbudowa gmachu Teatru Muzycznego, który rozpoczął działalność w tym miejscu w roku 1979. Po rozbudowie, która ma zakończyć się w maju 2013, trzy sceny pomieszczą ponad 1.500 widzów. Widownia Dużej Sceny zostanie powiększona z 693 do 1.070 miejsc, powstanie Nowa Scena dla 300 widzów. Najmniejsza - Scena Kameralna - może przyjąć 150 gości. Rozbudowa sprawi, że teatr będzie mógł bić kolejne rekordy popularności. W zeszłym roku Teatr Muzyczny odwiedziło 207 tysięcy widzów, co jest najlepszym wynikiem gdyńskiej sceny w ostatnich 20 latach.



Na fali eksperymentu: murowanie kostką brukową.


*  *  *  *  *  *  *

Tak jak powyższa "kostka brukowa", jak wąż wije się dzisiejszy "piątkowy" utwór. Caruso (najsłynniejszy tenor operowy z pocz. XXw.) to już odległa historia, tak jak radio z gramofonem "Koncert", tak jak "stodoła"...

Gavin Friday - Caruso







 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14