| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Czasem zajrzę
Inne miasta
Odpad poprodukcyjny
Ściągawki
Wieki temu
Wpisy udźwiękowili...
Wapniak na świat spogląda
piątek, 17 lutego 2012










Prace blogowe chwilowo zamrożone. Jednak co sztorm to sztorm... (sprzed czterech lat).


Simple Minds - Waterfront (live)


Tagi: zima
18:13, slawnw , W terenie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lutego 2012
środa, 15 lutego 2012




Wejherowski park & ride. Poduszek ci tu dostatek...

A propos Niemena i ptasiego mleczka...
Może by tak spojrzeć inaczej...


Airbag - All Rights Removed

Tak floydowato się zrobiło...


wtorek, 14 lutego 2012



"Zabytkowe" Wejherowo - tylko parowozów brak...

To już jakaś plaga, która sprawia, że raz po raz chciałbym wcielić się w filmowego Pawlaka i móc powiedzieć: "z takiego państwa to ja się wypisuję!". Kilka dni temu czytam o pretensjach, że na jednym z blogów nazwa "ptasie mleczko" nie została opatrzona literką "R" w kółeczku, tylko napisana tak sobie po prostu, jakby chodziło o pierwszą lepszą rzecz codziennego użytku. Wysłane pismo z kancelarii prawnej tak wystraszyło blogerkę, że... całkowicie zlikwidowała blog! Co prawda, w ogniu zmasowanej krytyki, właściciele praw do znaku odwracają kkota ogonem, ale co się stało to się nie odstanie. Dziś dowiaduję się, że... Czesław Niemen to znak towarowy!?! W ostatniej sprawie chodzi o to, że pewna szkoła nieopatrznie obrała sobie za patrona tego naszego - nieżyjącego już - wybitnego muzyka. Nie wiedzieli oni jednak, że " imię i nazwisko "Czesław Niemen" to zastrzeżony znak towarowy, podlegający ochronie prawnej, co oznacza, że trzeba mieć zgodę osoby uprawnionej na jego używanie". Zgłaszająca pretensje wdowa po artyście, motywuje swoje żądanie tym, że "podstawowy profil działalności studium oraz uzyskanie wykształcenia w zawodzie aktora scen muzycznych nie ma związku z działalnością Czesława Niemena" (art.).

Aleśmy czasów doczekali. No to ja wam - młodym pokoleniom - serdecznie współczuję. Najwyraźniej sezon na zdrowy rozsądek już się skończył. Moja podstawówka nosiła imię Mikołaja Kopernika, chociaż na podstawowym etapie edukacji, nie wiadomo przecież było, czy ktokolwiek z uczniów będzie w przyszłości zajmował się astronomią. Idąc tropem argumentacji wdowy po Czesławie Niemenie, dziś tak by nie można było postąpić. A w ogóle, to strach pomyśleć co by się działo, gdyby znalazła się jakaś osoba mająca uprawnienia do Kopernika i podważyła prawa mojej dawnej szkoły do patrona, dodatkowo motywując: przecież Kopernik był kobietą!



*  *  *  *  *  *  *


Marillion - Seasons End

Choć jak już wspomniałem, sezon na zdrowy rozsądek już się skończył, to o dziwo, czasami sami muzycy potrafią myśleć zdroworozsądkowo. W jednym z wywiadów wokalista Marillion Steve Hogharth (zastąpił on w 1988 Fisha), tak wypowiadał się w 2001 roku na temat przyszłości rynku muzycznego:
"[...] trzeba przez cały czas patrzeć w przyszłość, by być gotowym do działania, gdy rewolucja już nastąpi. W przyszłości, która nadejdzie o wiele szybciej, niż sądzimy, muzyka będzie bezpłatna, a na dystrybucji nie będzie się już zarabiać. Oznacza to, że jeśli duże wytwórnie nie znajdą nowego sposobu ściągania dla siebie pieniędzy, nad czym usilnie pracują, artysta będzie musiał nauczyć się żyć nie z muzyki, którą stworzył, ale z muzyki, którą dopiero zamierza napisać. To jest zresztą dokładnie to, co Marillion zrobił już rok temu. Czyli... sprzedał swoją nową płytę, zanim została nagrana".**

Czy rewolucja już trwa i na jakim etapie się znajduje - któż to może wiedzieć?









**cytat z książki: "Piotr Kaczkowski. 42 rozmowy". wyd. Prószyński i S-ka

poniedziałek, 13 lutego 2012


Szukałem okazji do zamieszczenia pewnego zdjęcia. Tak się złożyło, że tym razem... żeruję na czyjejś śmierci. Trudno, takie życie. Życie, które trwa sobie w najlepsze, pomimo przedwczesnej śmierci Whitney Houston. Powiedzmy sobie szczerze: niczego istotnego w życiu przeciętnego Polaka ten fakt nie wniósł. Takie są - niepoprawne politycznie - fakty. No, ale jest okazja aby załączyć zdjęcie sopockiej Opery Leśnej sprzed lat (raczej w tle), bo tak jakoś Whitney zawsze kojarzy mi się z obrazem strzelającej fochy gwiazdki na sopockiej scenie, której nie w smak był chłodny, sierpniowy wieczór 1999 roku. No i ten żałośnie tłumaczący się później w radio Marek Niedźwiecki, gdy to "gwiazda" całkowicie go olała, przez co nie miał okazji zdobycia jej autografu na płycie przeznaczonej dla słuchaczy...





W czasach słusznie minionych były wydawane takie... No właśnie: jak to nazwać? Materiały reklamowe? Mniejsza o większość. To coś - tutaj z okazji 12. festiwalu - wydawała Wojewódzka Spółdzielnia Pracy Fotografów "Fotoplastyka" w Sopocie. Czarno-białe wydawnictwo, do oglądania którego powinno dołączać się lupę. I właśnie oglądając w powiększeniu to cudo widać wyraźnie, że jest to jak najbardziej ręczna robota. Papierowe litery i znaki są naklejone na szarym płótnie, co przypomina mi wystrój szkolnych gablot z dawnych lat. Zajęciem dla niestrudzonych poszukiwaczy przeszłości byłoby sprawdzenie co robią teraz widoczni na zdjęciach artyści? Ja się tego jednak nie podejmę. Z polskich wykonawców dostrzec można Andrzeja Dąbrowskiego oraz Urszulę Sipińską (która wydała rok wcześniej swój debiutancki album) z Piotrem Figlem.

Trochę zdjęć z XVI Międzynarodowego Festiwalu Piosenki Sopot z 1976 roku można zobaczyć w zasobach NAC. Są tam takie dziwadełka, jak... maszyna do pisania!



*  *  *  *  *  *  *


Podczas gdy publiczność Opery Leśnej słuchała sobie blisko 40 lat temu międzynarodowych przebojów, to w sierpniu 1972 roku młodziutki Michael Jackson wydawał swój drugi solowy album "Ben", The Doors zaś swój ostatni przed rozpadem (będącym zarazem drugim po śmierci Morrisona): "Full Circle". I choć to nie jest już "to moje" The Doors, to z tego ostatniego albumu proponuję utwór, którego tytuł powinien łączyć się z sierpniowymi wieczorami, a raczej z czymś, co w takie wieczory przeszkadza w odbiorze muzyki (choć samo w sobie jest bardzo "muzykalne")...

The Doors - The Mosquito








sobota, 11 lutego 2012


Czytam sobie tytuł: "Nici ze sztandarowej inwestycji na Euro. Nie chodzi o drogi". Oczywiście na dolnym pasku pokazuje się rozwiązanie "zagadki": "Lotnisko w Gdyni nie na Euro 2012" (art.). O tym, że to niezbyt trafiony pomysł, już wspominałem, ale żeby teraz określać to (wiem, że to gazetowy chwyt, ale ciągnijmy tę maskaradę) "sztandarową inwestycją"??? No bez przesadyzmu. Zresztą, już ponad rok temu Wojciech Szczurek zapewniał: "Nie wiemy, czy uda się go skończyć (terminal: przyp. moje) przed Euro 2012, jednak samo lotnisko na pewno będzie działać". No i po raz kolejny okazuje się, że "na pewno" to się umiera. Z inwestycjami to już jest... jak zwykle.



I po co to było zamykać Leksztonia? Zaczątek jego prywatnej linii lotniczej przez te lata rozwinąłby skrzydła i byłby on z pewnością zainteresowany budową lotniska w Gdyni.



Podobno - tak czytałem - budynek LOT-u ma zniknąć z gdańskiego krajobrazu, więc cyknąłem fotkę. Wiele lat temu byłem tam zapytać się - tak "dla jaj" - ile by kosztował lot do Australii? Ku mojemu zdumieniu usłyszałem dobrą radę, żebym... poszukał w innych liniach lotniczych, bo "u nas jest drogo". Nooo, taką obsługę rozumiem! Bez zbędnej ściemy! Wbrew prawom komercji.


Właściwie to nie ma dnia, w którym nie byłbym bombardowany informacjami, że kolejny element układanki z Euro 2012 w tle nie będzie wykonany. No i co ja mam napisać? Ja wiedziałem, że tak będzie? Z grubsza: tak. Ale czy do diabła my to wszystko budujemy na ten jeden letni miesiąc? W końcu: Polska w budowie, prawda? Nie ma co za bardzo spuszczać głowy przed zagranicznymi gośćmi. Przyjadą, odjadą, po miesiącu zapomną o wszystkich "chwilowych-przejściowych"... A po Euro, co? Obwieszczony już wieki temu koniec świata??? My lepiej zacznijmy się zastanawiać: co dalej?, aby tych stadionów (przynajmniej niektórych) po latach nie rozbierać, albo nie zamieniać ich na jarmarki. A w przypadku dróg, najważniejsze, aby po rozgrywkach nie spocząć na laurach i dzieło tworzenia z zapałem kontynuować dalej...
Cholera, dlaczego ciągle coś mi przeszkadza spokojnie patrzeć w przyszłość???


*  *  *  *  *  *  *

Chyba szybciej my sami zafundujemy sobie jakąś apokalipsę, zanim nasza kochana Ziemia zniknie z mapy wszechświata...

The Doors - The End (Apocalypse now)







piątek, 10 lutego 2012




Fot. Muzeum Miasta Gdyni

Najpierw była "stodoła" - budynek teatralny postawiony w czasie niemieckiej okupacji (1942) na potrzeby teatru wojskowego, który rzeczywiście kształtem przypominał stodołę. Po wojnie budynek służył za siedzibę gdyńskiego Teatru Wybrzeże. Do roku 1960, gdy to po remoncie, budynek spłonął doszczętnie (zawiodła instalacja elektryczna). Ciekawe, czy gdyby nie fatalny w skutkach remont, budynek istniałby do dziś? Może jednak zostałby rozebrany, jako niechciane dziedzictwo? Tak czy inaczej: po 19 latach, powstała nowa palcówka kulturalna, o tym samych charakterze, lecz już w innym kształcie.





Cały czas trwa rozbudowa gmachu Teatru Muzycznego, który rozpoczął działalność w tym miejscu w roku 1979. Po rozbudowie, która ma zakończyć się w maju 2013, trzy sceny pomieszczą ponad 1.500 widzów. Widownia Dużej Sceny zostanie powiększona z 693 do 1.070 miejsc, powstanie Nowa Scena dla 300 widzów. Najmniejsza - Scena Kameralna - może przyjąć 150 gości. Rozbudowa sprawi, że teatr będzie mógł bić kolejne rekordy popularności. W zeszłym roku Teatr Muzyczny odwiedziło 207 tysięcy widzów, co jest najlepszym wynikiem gdyńskiej sceny w ostatnich 20 latach.



Na fali eksperymentu: murowanie kostką brukową.


*  *  *  *  *  *  *

Tak jak powyższa "kostka brukowa", jak wąż wije się dzisiejszy "piątkowy" utwór. Caruso (najsłynniejszy tenor operowy z pocz. XXw.) to już odległa historia, tak jak radio z gramofonem "Koncert", tak jak "stodoła"...

Gavin Friday - Caruso