| < Październik 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
Czasem zajrzę
Inne miasta
Odpad poprodukcyjny
Ściągawki
Wieki temu
Wpisy udźwiękowili...
Wapniak na świat spogląda
piątek, 20 kwietnia 2012


Mając na względzie troskę o zdrowie kolejnych czytelników, którzy zamiarują czytać blog od deski do deski, dziś zamykam działalność, czyli dokładam ostatnią deskę, tym samy skracając męki potencjalnych śmiałków.



A tak poważnie? Tak jak Gombrowicz ma swoje miejsce, z którego odszedł, tak i ja odchodzę z tego miejsca, czyli Bloxa. Szkoda czasu na wylewanie żali. Nie lubię po prostu, jak ktoś udaje, że coś robi i jednocześnie traktuje "gości" (blogerów), jako zło konieczne, które nie wiadomo po co się tu - na Bloksie - pałęta.

Od prawie tygodnia nie mogę edytować już powstałych wpisów oraz częściowo naszkicowanych. Widoczna jest tylko część ostatnio tworzonego wpisu, który być może namieszał, ale znikąd jakoś nie można doprosić się pomocy, więc... wyczepiam stąd. To taka kropla, która przepełniła czarę goryczy. Może będę żałował - czas pokaże. Na razie proszę wszystkich niepoprawnych wielbicieli bloga kierować swoje kroki przez poniższy link. Na dzień dzisiejszy nic tam konkretnego nie ma. Muszę trochę zapoznać się co i jak tam działa.


GDY WSTECZ II <-- tu spróbuję się zagnieździć.



Zdaję sobie sprawę, że marna była słuchalność dodatków muzycznych, więc po raz ostatni:


The Beatles - Hello Goodbye
(a może w mojej sytuacji odwrotnie: żegnam i zapraszam)


niedziela, 15 kwietnia 2012




Kolejny kiosk do kolekcji. Trzeba uwieczniać, zanim wszystko zostanie na jedno kopyto.


Przegląd prasy bez prasy. Człowiek coś sobie skrobnie na blogu, myśląc, że wie co pisze, a tu za chwilę się okazuje, że...
Kilka dni temu (raptem w piątek) pisałem tu:
"Oficjalne czynniki są zajęte sprawdzaniem stanu przygotowań do rozgrywek Euro 2012, począwszy od stadionów, poprzez drogi na... toaletach publicznych skończywszy. Ja zrobiłem tendencyjny przegląd naszych przygotowań do sezonu plażowego". A tu dzień po moim wpisie ukazuje się tekst pt. "Euro 2012. Po meczu kibic chce spać na plaży", w którym czytamy, że jednak plaże też muszą znaleźć się w spisie obiektów pod specjalnym nadzorem, bo jak twierdzą czynniki oficjalne: "Z naszych najnowszych informacji wynika, że część kibiców i turystów, którzy przyjadą na mistrzostwa, zamierza między i po meczach bawić się i nocować na plażach. Po prostu karimata, śpiwór i niebo nad głową. A że pomysły kibiców są nieprzewidywalne, dla nas oznacza to nowe działania - wzmocnienie zabezpieczenia tego terenu pod względem medycznym, sanitarnym i ratownictwa wodnego.".

No nic innego, jak wyprzedzam swoimi działaniami czas. I tym samym mój czas, spędzony na przeglądzie plaż przed sezonem, nie był czasem zmarnowanym.


Z kolei robiąc zdjęcia samochodów przed nowym terminalem gdańskiego lotniska, nie przyszło mi do głowy, że to nie są bynajmniej auta do służbowego użytku (w sumie trochę za małe toto dla tych równiejszych), ale samochody przeznaczone dla pasażerów linii lotniczych OLT Express, którzy będą chcieli je sobie wypożyczyć. Takie dwa w jednym. Za dodatkową opłatą oczywiście.

No w tym przypadku niczego nie wyprzedziłem, ale się zwyczajnie zgapiłem. Jak to w życiu zwykle bywa: raz na wozie, raz... podwozie.


*  *  *  *  *  *  *

Jeszcze dzisiejsze radiowe wynalazki muzyczne, mogące spodobać się miłośnikom wczesnych dokonań Black Sabbath. Miłośnikom i nie marudzącym, że ktoś coś kopiuje...


Freedom Hawk - Stand Back

Freedom Hawk - Bandito








sobota, 14 kwietnia 2012


Tytuł znowu jakiś pokrętny mi wyszedł, ale... to nie z mojej winy! Ciągle życie mnie zaskakuje. Zaskakuje dziwnymi nazwami na znane mi przecież od lat zjawiska. Taka "pogoń za rentą" to nic innego jak... Ale po kolei.

Najpierw chciałem wspomnieć o znikających "wannach" i naszych postępach przy budowie autostrad przy okazji wiadomości: "Ciemne chmury zbierają się nad budową Południowej Obwodnicy Gdańska. Konsorcjum firm Bilifinger Berger i Wakoz z Luzina, budujące drogę z Koszwał do Obwodnicy Trójmiasta, rozpada się z powodu finansowych kłopotów firmy spod Wejherowa.". Ale przeszło mi, bo cóż to znowu za nowina, że kolejna inwestycja kuleje. Czas był przywyknąć. Choć z drugiej strony zastanowił mnie fakt, że tak prężnie rozwijająca się firma - niebiesko było na drogach od wywrotek Wakozu - ma poważne kłopoty. No ale człowiek patrzy na to z boku, nie znając szczegółów, co w firmowej trawie piszczy.

Jednak tydzień później przeczytałem o ruchach na naszym morzu: "Gigant z węglem w gdyńskim porcie". Chodziło o statek Linda Fortune, który "przywiezie prawie 75 tys. ton australijskiego węgla.". Zaraz, zaraz... Fortuna tocząca się kołem, import węgla z dalekich krain do kraju mlekiem i węglem płynącym, znikające wanny...

Któż z ludzi z branży, z "kierowniczych stanowisk", pamięta jeszcze firmę Halex z Elbląga? Któż pamięta te krążące opowieści o niebotycznych - tak jak w przypadku firmy Leksztonia - zarobkach, które były udziałem szczęśliwców tam pracujących (chwilowych, jak pokazuje historia)? Dla przypomnienia, nie wchodząc w szczegóły
(art.): "W latach 80. Niemyjski pracował na przodku w kopalni, doszedł do stanowiska nadsztygara. Po 1989 r. zajął się handlem. Jako pierwszy woził do Polski syberyjski węgiel. W połowie lat 90. kontrolował prawie cały import węgla do Polski. Zbankrutował, gdy Ministerstwo Gospodarki w 1999 r. wprowadziło ograniczenia importu węgla.". Jeszcze w 2003 roku Halex jeszcze walczył, ale czy coś wywalczył, czy też jego walka nadal trwa? Tego jakoś nie znalazłem.

Na chwilę odetchnijmy od ciężkiego tematu. Słowem: zrzućmy ten ciężar...


Dla mnie taki zestaw, widoczny na powyższym zdjęciu, to "wanna". Nie spotkałem się z nazwą "łódka", jak to zostało określone przy okazji wiadomości o wysypaniu ładunku na ulicę w Sopocie przez kierowcę, aby uniknąć(?) kary za "nadbagaż". Swoją drogą ludzie to mają ułańską fantazję, albo... wykazują się chłodną kalkulacją, bo wg. tekstu: "Nie jest jednak wcale pewne, czy zapłaci te 60 tys. za przeładowanie ciężarówki. - Jeśli kierowca zrzucił ładunek, to świetnie wiedział, co robi - wyjaśnia jeden z pracowników Państwowej Inspekcji Ruchu Drogowego w Gdańsku. - Teraz przed sądem nie da się udowodnić, jaki nacisk był na której osi, a to kluczowa sprawa, jeśli chodzi o wyliczenie wysokości kary. Cwana sztuczka. Idę o zakład, że facet się wymiga. Drakońskie kary za przekroczenie obciążenia poszczególnych osi i tak za trzy miesiące mają należeć do przeszłości. Lobby przewoźników doprowadziło do zmiany przepisów."
Samo życie i... pogoń za rentą.



Niebiesko zrobiło się na jednym z komisów samochodowych przy głównej drodze w Gościcinie koło Wejherowa. Czyżby była to kuracja odchudzająca Wakozu (zmyte znaki wskazują na tego poprzedniego właściciela), która ma zapobiec całkowitemu zniknięciu firmy z pomorskiego krajobrazu? Na to wygląda.


No i tu dobiegamy końca pogoni za rentą, wracając do spraw elbląskiej firmy. Właśnie przegrzebując internet w poszukiwaniu wiadomości o Haleksie, natknąłem się na ten dziwny termin, który bynajmniej nie oznacza pogoni szarego człowieka za pewnego rodzaju odpoczynkiem. Na stronach Wikipedii, Halex posłużył za jeden z przykładów pogoni za rentą: "[...] Warto podać tu jako przykład elbląską firmę Halex. W 1998 r. firma ta była największym importerem węgla z Rosji i zatrudniała około 500 pracowników. By bronić polskie górnictwo, w styczniu 1999 r. ówczesny minister gospodarki Janusz Steinhoff wprowadził kontyngent ograniczający import węgla energetycznego ze Wschodu. Jednocześnie urzędy celne zatrzymały tysiące wagonów Halexu na przejściach granicznych. Sprawa o odszkodowanie za ograniczenie wolności działalności gospodarczej toczy się bezskutecznie przed polskimi sądami od wielu lat."

Elblaska firma "goniła" na wszystkich frontach (art.): "Halex, narażony na utratę dochodowych kontraktów i konieczność płacenia kar za niewywiązanie się z umów, znalazł pomoc w świecie polityki. Politycy interweniowali (przez telefon) zarówno w olsztyńskim urzędzie, jak i w Głównym Urzędzie Ceł. Zadzwoniła tam między innymi osoba przedstawiająca się jako Witold Gintowt-Dziewałtowski, elbląski poseł SLD. Osobiście poseł ten składał w Sejmie zapytanie w sprawie kłopotów podatkowych żony szefa Halexu, współwłaścicielki firmy. W obronie spółki stanęły też "Trybuna" oraz "Nie". Urząd Ochrony Państwa sprawdzał z kolei doniesienie dotyczące tego, że jeden z parlamentarzystów miał pobierać od Halexu pieniądze "za konsultacje".

Tak to się sprawy toczą, gdy wymyśla się różne eufemizmy, mające zaciemnić obraz rzeczywisty. Szczególnie celuje w tym świat polityki i biznesu. Nie przypadkowo. Przecież oba te światy są ściśle ze sobą powiązane. No tak, ale jakby to brzmiało: łapówkarstwo w wyższych sferach? Eee. Niemożliwe. Tak było tylko za komuny. Teraz to tylko niewinna pogoń za rentą...

Hmmm. Jak ja lubię takie nazewnictwo... A ty szary człowieku rób i najlepiej o nic się nie upominaj. Ani o rentę, ani o wcześniejszą emeryturę. Nie dla psa kiełbasa.




*  *  *  *  *  *  *

Nie od dziś wiadomo, że "prawie" robi różnicę, więc utwór prawie o czymś sprzedanym...

Supreme Love Gods - Souled Out








piątek, 13 kwietnia 2012





Oficjalne czynniki są zajęte sprawdzaniem stanu przygotowań do rozgrywek Euro 2012, począwszy od stadionów, poprzez drogi na... toaletach publicznych skończywszy. Ja zrobiłem tendencyjny przegląd naszych przygotowań do sezonu plażowego. Jak to często u mnie bywa: skupiłem się na mniej reprezentacyjnych obiektach, które już nie pasują do zmieniającego się otoczenia i mają szansę na zniknięcie z naszej rzeczywistości. Tak jak dwie "chatki" z sąsiednich zdjęć, stojące na pograniczu Skweru Kościuszki i Mola Południowego. Mają te obiekty swoje lata i chyba czas ich trwania jest policzony(?).




Przenieśmy się jeszcze raz do Orłowa.
Tutaj jest jeszcze trochę do zrobienia przed sezonem...




Natura ma gdzieś nasze potrzeby wypoczynku nad falami Bałtyku i związane z tym roszczenia terytorialne. Dzięki okrągłemu "punktowi zaczepienia", możemy zaobserwować wyraźnie, że co w jednym roku człowiek usypie sobie skrawek piaskowej parceli, to w drugim, natura upomni się o swoje, uznając zapewne nasze działania za samowolę budowlaną. Czyli co? Znowu w tym roku dorośli będą bawić się piaskiem na plaży, niczym dzieciaki, uskuteczniając syzyfowe prace?
Powyżej: widok aktualny, poniżej: zeszłoroczny.





Jak się często okazuje, to zwykle przed wojną wszystko było lepsze i w ogóle naj. Taka plaża w Orłowie to też kiedyś była szeroka, że ho ho!!! Nie to co dzisiaj...


Zdj. Muzeum Miasta Gdyni. Łazienki - lata 30.



To już - ponoć - ostatnie chwile, aby wykonać fotkę orłowskich łazienek. "Ponoć", bo zapowiedzi o ich wyburzeniu sięgają jesieni 2010 roku (czyżby znowu zadziałało magiczne słowo, tłumaczące brak funduszy na cokolwiek: kryzys?).
Łazienki zostały oddane do użytku w czerwcu 1937 roku i zastąpiły wcześniejsze - drewniane. Dziś, obiekt jest już tylko cieniem dawnych lat świetności, gdy można było skorzystać ze 100 kabin z bieżącą wodą i 4 kabin z wannami do kąpieli w podgrzewanej wodzie morskiej. Jeszcze do lat 70. ubiegłego stulecia pomieszczenia służyły jako przebieralnie i pomieszczenia dla ratowników. Później rozpoczął się czas powolnej destrukcji, który na krótko przerwał flirt ze Sceną Letnią Teatru Miejskiego im. Gombrowicza (w tym miejscu w latach 1996-2009), czego wspomnieniem jest(?) wielka krata, jakby strzegąca wejścia na teren łazienek. Wg. komentarza do tego art. (tam też kolejne zdjęcie porównawcze resztek plaży) "Ostatnie remonty łazienek wykonywała, nawiasem mówiąc w okresie przedwyborczym, na początku lat 90tych ubiegłego wieku firma znanego producenta kotłów gazowych Janusza L.".
Może i tak było - jestem w stanie w to uwierzyć, wszak Leksztonia było wtedy wszędzie pełno.




Za to w przypadku największej - reprezentacyjnej, rzec by można - rudery Orłowa nie będzie fotograficznej powtórki z rozrywki. Ktoś najwyraźniej zwęszył historyczną moc PRL-u, tu zaklętą w tablicy fundacyjnej obiektu (która w tym wpisie zaistniała). Za xxx-lat będą takie tablice sprzedawane kolekcjonerom za ciężkie pieniądze, będąc swoistym kluczem do zrozumienia dawnych lat, niczym Kamień z Rosetty. Ten, kto trudził się nad wydłubaniem zdobyczy, ma łeb na karku, nie zasypia gruszek w popiele.



Nie będzie też opalania się na górnym tarasie rudery. O ile ogólny dostęp do obiektu jest bezproblemowy (nawet jest to niemała atrakcja dla fotografujących spacerowiczów), to wbrew zachęcającym słowom na ścianie "Welcome again", wejście na górny pokład zostało zabezpieczone solidną kratą.



Tuż poniżej reprezentacyjnej rudery, "wyrósł" nowy obiekt wolnostojący. Tak to jest, jak się coś odsłoni - w tym przypadku: zlikwiduje płot - to na światło dzienne wychodzą różne, niewidzialne dotąd obiekty. No nie mogę sobie przypomnieć, co tu właściwie było? No i zastanawia mnie: skoro to coś zlikwidowano, to dlaczego ten "bunkier" pozostawiono?







*  *  *  *  *  *  *

A czas (do lata) płynie, choć nie jest w płynie...
Instrumentalny kawałek z przytupem.

Faultline - Clocks








poniedziałek, 09 kwietnia 2012


Nie chodzi tu o coroczny zimny prysznic, jaki fundują nam chłopcy z konewkami (czy też z plastikowymi butelkami), ani o aurę, która serwuje nam w te święta klimaty bardziej należne świętom grudniowym. Chodzi o doroczne spojrzenie na naszą drogą...



Mega kawa i mega ceny. Nie wiadomo, kiedy dzisiejsze "mega", będzie jutrzejszym "mini".

Być może jesteśmy świadkami narodzin nowej świeckiej tradycji. Blog zamiaruje spoglądać raz na rok na ceny naszej drogiej benzyny, podając to w atrakcyjnej, fotograficznej formie, aby spoglądając wstecz, człowiekowi zbytnio nie podnosiło się ciśnienie...



styczeń 2011                                                 maj 2009


Jeszcze dalsze spojrzenie wstecz na cenową przeszłość benzyny było tu.


*  *  *  *  *  *  *

No to jeszcze po kawce?

Mike And The Machanics - Another Cup of Coffee








niedziela, 08 kwietnia 2012


Na przekór temu, co zgotowała nam aura - przynajmniej na Pomorzu - przez co nie wiadomo, czy nie życzyć czasami sobie swojsko brzmiącego: Merry Christmas, prezentuję dwa zdjęcia wykonane podczas dzisiejszej próby spalania nadmiaru świątecznych kalorii. Wprowadziły one bowiem trochę ciepła swoim - w moim odczuciu - klimatem z afrykańskich plaż... Bo i ta łódź trochę z brzegiem innych mórz mi się kojarzy, i te kolory wydają się żywcem wyjęte z flagi któregoś z państw czarnego lądu.  Do tego ten "afrykański" Gary Moore... Był już tu, ale potrzeba wygrzania się jest ogromna.





Gary Moore - All The Way From Africa






czwartek, 05 kwietnia 2012


Zaczynając zaglądanie na ulicę Starowiejską trzeba było zacząć od tego lotniczego zdjęcia z 1925 roku. Co innego przeczytać, że w 1928 roku władze miasta przystąpiły do regulacji i prostowania ulicy, a co innego zobaczyć na własne gałki oczne, jak polna droga się wiła.


Zdj. NAC
Pierwsza z prawej, to prosta jak drut ul. 10-go Lutego, na lewo od niej, jeszcze pokręcona ul. Starowiejska.



Zdj. NAC
Ostatnio zaglądaliśmy na zaplecze hotelu Centralnego, gdzie mieściła się restauracja "Picadylli. Przeglądając zdjęcia Narodowego Archiwum Centralnego spostrzegłem znajomą nazwę na jednym ze zdjęć, choć tu pisane przez dwa 'c'. Zdjęcie jest opisane tylko jako "witryny sklepowe", więc gdyby nie wcześniejszy wpis, pewnie nie byłoby dla mnie łatwe odnalezienie tego miejsca współcześnie.


Wszystko wskazuje (przede wszystkim charakterystyczna elewacja hotelu), że przedwojenne zdjęcie przedstawia ten fragment ulicy Starowiejskiej. Reklama kierująca do restauracji znajdowała się więc nad współczesną bramą wjazdową po prawej stronie, a w miejscu "Powidła.pl" był sklep "Bata".



Pozostałością sprzed prostowania ulicy jest Domek Abrahama, stojący ukosem do osi jezdni. Podczas wirtualnego spaceru na Street View (szukałem pewnego budynku) spostrzegłem, że... w dość dziwnym miejscu umiejscowiono ten budynek na wirtualnej mapie. Cóż, nie pierwszy to przykład, że nie należy ślepo wierzyć nowym wynalazkom. Tak jak i wskazaniom GPS-u, bo nie jednego wyprowadziły wskazania nawigacji satelitarnej na manowce.

Niebawem zamieszczę inne odkrycia i odniesienia do starych zdjęć z tej ulicy, lecz tymczasem blog zapada w świąteczny letarg.



*  *  *  *  *  *  *

No to do szybciutko do mycia okien, aby lśniły jak te diamenty...

Pink Floyd - Shine On You Crazy Diamond








 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 66