Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Na rozgrzewkę, czyli czy się stoi...





Coś na rozgrzewkę.


Często czytam komentarze "znafcuf", którym wydaje się, że znają czas PRL od podszewki. Zazwyczaj pomijam to wzruszeniem ramion, ale czasem nie wytrzymuję, bo zwyczajnie nóż w kieszeni mi się otwiera... Jednocześnie zastanawiam się, skąd ci ludzie wzięli sobie taki obraz czasów słusznie minionych? Z mediów? Od rodziców?

"Niestety w PRL nauka języka angielskiego była zarezerwowana dla wybranych, a reszta musiała poprzestać na rosyjskim" - taką opinię wyczytałem przy okazji analizy życiorysu jakiejś polskiej aktorki, która nie zrobiła kariery poza granicami naszej ojczyzny. Okazuje się, że byłem jednym z wybrańców, bo w latach 70. uczyłem się angielskiego. Niestety było to odpłatnie, ale jednocześnie nie była ta nauka zarezerwowana wyłącznie dla posiadaczy legitymacji partyjnych. Po prostu trzeba było chcieć. Tych "wybrańców" (w różnym wieku) było zresztą całkiem sporo, którzy za pośrednictwem - spółdzielni chyba - "Lingwista - Oświata" chcieli wiedzieć więcej. Parcie na język rosyjski było oczywiście faktem niezaprzeczalnym, ale nie przedstawiajmy jednak czasów PRL, jako totalnego zniewolenia rodem z Korei Północnej. Gdzieś trzeba zachować umiar w tej krytyce.

Tak samo mój niemy sprzeciw budzą słowa: czy się stoi, czy się leży... i tu wymieniano odpowiednią kwotę pieniędzy należącą się przy wypłacie. Słowa te w skrócie mają opisać ówczesny rynek pracy. I znowu nie wiem, czy po raz kolejny należałem do nielicznej grupy wybrańców, których wypłata w czasie PRL-u zależała od wykonanej pracy? Była jakaś podstawa, ale bez wykonania pracy właściwej, to wypłata była cienka. Oczywiście efektywność tej pracy nie była taka jak obecnie (nie chodzi tylko o czynnik ludzki, ale o dostępny sprzęt), ale była jednak różnica na kwitku od wypłaty w zależności, czy się "leżało", czy też "stało". A ci wszyscy, którzy pracowali na akord? Frajerzy, czy co? Pamiętam dobrze, jak pracownicy portu zapieprzali niczym roboty z motorkami na wysokich obrotach przy przeładunkach, bo mieli płacone od przeładowanych ton...

Nie przeczę, że były i takie miejsca, w których dostawało się pieniądze tylko za podpisywanie listy, ale apeluję od odrobinę rozsądku w przekazywaniu obrazu przeszłości kolejnym pokoleniom. I dziś bym znalazł takie posady, gdzie nie trzeba się wysilać w pracy, ale to już jest zarezerwowane dla wybrańców. Dla przykładu takich kilkunastu(?) prokuratorów, którym nie chciało się kilka miesięcy temu zmienić miejsca pracy i teraz my wszyscy musimy fundować im co miesiąc sześciocyfrowe wynagrodzenie za "bycie w dyspozycji". Wypisz wymaluj: czy się stoi, czy się leży... Ale to już nie dotyczy maluczkich, więc jest jak najbardziej ok. Albo jeszcze bardziej współcześnie: czy stadion stoi, czy stadion leży, premia się należy. Cóż, jakie czasy takie leżenie.



*  *  *  *  *  *  *

Perfect - Pepe wróć

W tle odwieczny spór: co to było "pepe"? Patykiem pisane, czy też piwo pełne?








sobota, 18 lutego 2012, slawnw

Polecane wpisy

Komentarze
markaewa
2012/02/18 13:41:25
U mnie angielskiego uczyli w szkole, w liceum. Rosyjskiego również. Chętni mogli wziąć korepetycje u nauczyciela - odpłatnie. Na studiach lektorat z niemieckiego. Więc gdzie te ograniczenia? Wszystko w latach 70-80.
-
slawnw
2012/02/18 15:44:38
Ja tylko prowadzę nierówną walkę, o całościowy obraz czasów minionych, bo przecież nikt tak naprawdę nie chce powrotu dawnego systemu. Trzeba w tym odrobiny rozsądku. Przecież w cieniu wielkiej polityki toczyło się w miarę normalne życie.
Jeśli choć jedna osoba, kiedyś te słowa czytając dojdzie do wniosku, że tak było, to warto było stukać dziś w klawiaturę, męcząc oczy przed monitorem. :-)

P.S. Czuję, że będę do ciebie zaglądał, choć na razie pobieżnie spojrzałem. :-)
-
markaewa
2012/02/18 15:48:41
Podoba mi się Twoje rozsądne, racjonalne podejście do rzeczywistości. Dlatego też chętnie zaglądam. Pozdrawiam.
-
2012/02/19 03:16:52
A propos rzekomych "wspomnień z PRLu" polecam felieton o Dorocie Masłowskiej (zwłaszcza tę część dotyczącą jej wywiadu dla Suddeutsche Zeitung): www.makbet.pl/artykul/1362/dymanie-maslowskiej

Jeśli chodzi o sprawy językowe, to moje pierwsze lekcje języka angielskiego miałem w przedszkolu! A to za sprawą stażystów, którzy podjęli taką niecodzienną jak na owe czasy inicjatywę (początek lat 60-tych).
-
slawnw
2012/02/19 13:28:59
Twórczości Masłowskiej nie znam, choć swego czasu wiele szumu było wokół tej osoby i dlatego musiałem sprawdzić kilka faktów. Jak sama wspomina w innym z wywiadów, że gdy miała 6 lat skończyła się komuna (ur. 1983), więc rzeczywiście niewiele może pamiętać z tamtych czasów. Jakim cudem więc pamięta "kilka godzin stania w kolejce, żeby dostać dwie kiełbaski"? Widocznie musiało być to na tyle traumatycznym wydarzeniem, że głęboko wryło się w jej pamięć, ale w drugim z wywiadów (link podam na koniec) stwierdza: "miałam nietraumatyczne dzieciństwo". Jako kilkulatek chodziłem do sklepu, ale to było poranne wyjście po bułki i coś do tego (mleko stało pod drzwiami), co odbywało się sprawnie i bez wielogodzinnych kolejek, ale nikomu z moich rodziców, czy też dziadków nie przyszło do głowy, aby 5-6-letnie dziecko wysyłać na poniewierkę. No sory, ale nie wierzę w takie bajki. Widocznie tak już musi być, że najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy pewne sprawy znają z opowieści.

A co do angielskiego w przedszkolu, to mnie zaskoczyłeś. Pewnie jakieś partyjne to przedszkole było (taki dżołk). ;)


gogaga.pl/?mod=magazyn&action=artykul&id=67&p=1
-
facetmorski
2012/02/20 12:53:01
całkowicie się z Tobą zgadzam,.. o wypowiedziach osób nie pamiętających tamtych czasów nie ma co wspominać bo to tylko słowotok, ale często "psuje" się pamięć osobom,które wtedy żyły,pracowały a które nie powinny jeszcze mieć tak zaawansowanej demencji umysłowej by wygadywać takie bzdury..