Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Za moich czasów: nie do pomyślenia



Za moich czasów to było nie do pomyślenia - tak często reagują starsze pokolenia, z dezaprobatą patrząc na to, co wyprawia "ta dzisiejsza młodzież". Pomijając zachodzące na przestrzeni dziejów zmiany kulturowe, dużą część tych narzekań można by zawrzeć w stwierdzeniu: zapomniał wół, jak cielęciem był. Ale starzy idą w zaparte. Dopóty, dopóki nie wyda się w końcu, że i oni nie byli święci za swojej młodości. Muszą jednak tak postępować - dla dobra kolejnych pokoleń. To podobnie jak z wiarą w św. Mikołaja. Tak długo łżą w żywe oczy rodzice swoim dzieciom, że to nie oni dostarczają gwiazdkowe prezenty pod choinkę, jak długo to tylko możliwe. Taka kolej rzeczy.

Pewne zachowania są niezmienne i jak choroba zakaźna, przechodzą z pokolenia na pokolenie. Ale powstają nowe choroby, nieznane wcześniej. I tu można zastosować słowa: za moich czasów... itd.

Nie ma mnie na Facebooku, oraz nie obchodzi mnie, czy na przykład mój blog będzie miał jakieś "lajki" (tak to chyba się nazywa?), ale trudno nie zauważać, że takie coś istnieje i jako zjawisko społeczne mnie żywo interesuje. Z takich też względów spojrzałem na tekst, który ostatnio robił furorę. O pewnej Magdzie, która nagle zniknęła z Facebooka. Pomyślałem: cóż może być aż tak niezwykłego w tym, że znika jedna osoba z portalu społecznościowego, na którym są ich miliony (a może to zbyt skromna nazwa na coś, co zawładnęło już nieomal wszystkim i wszystkimi)?
Historia stara jak świat: znudzony małżeństwem koleś "gonił króliczka". To za wszystkich "moich czasów" się zdarzało i zdarzać będzie. Nawiasem mówiąc, patrząc na miłą twarz, spoglądającą na mnie z wirtulandii: pewnie też bym pobłądził. Żadna nowość. Nowością natomiast jest, że w dzisiejszych czasach wszystko zaczyna się rozwarstwiać na dwa równoległe światy - ten realny i ten wirtualny.
Wracam do propozycji spotkania przy kawie. Dobrze nam się rozmawia przez Facebooka, to tym bardziej dobrze nam się będzie rozmawiało w rzeczywistości. Dla nas obojga to jest oczywiste. - myśli goniący króliczka. Wydawałoby się, że to rzeczywiście takie oczywiste, ale niestety są to zaledwie "rozmowy". Papier - ten wirtualny też - wszystko przyjmie. Nic nie jest w stanie zastąpić tej prawdziwej - twarzą w twarz - rozmowy. Że tak jest naprawdę, okazuje się pod koniec artykułu, bo wszyscy Magdę znają i kochają, wiedzą, że pracuje "na trzecim piętrze", ale... nikt tak naprawdę jej osobiście nie znał i nie widział!?! Śmiech przez łzy. No i tu z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić: za moich czasów to było nie do pomyślenia. Nawet jeśli znało się "Magdę z 3. piętra" z opowieści innych współpracowników, to ona na tym pietrze rzeczywiście za biurkiem siedziała.

Jest jeszcze epilog.
Nadal nie wiem, z kim rozmawiałem przez półtora miesiąca. Nie mam pojęcia, po co ten ktoś to zrobił... Mogę jedynie napisać, po co ja całą sprawę opisałem.
Jeśli ktoś potrafił stworzyć fikcyjną postać w tak specyficznym środowisku, jak dziennikarskie (jesteśmy podejrzliwi, potrafimy weryfikować informacje, wszyscy się znamy - również z ludźmi z konkurencji)... to może to zrobić właściwie wszędzie.
Tyle. Może Wy wiecie, kim jest Magda M.?
Pominę milczeniem dobre mniemanie autora o sobie i całym środowisku dziennikarskim (weryfikowanie informacji - śmiech na sali). Coś mi się zdaje, że niedługo większość ludzi będzie potrzebowała takiego "incepcyjnego" bączka, który będzie informował ludzi, w jakim świecie aktualnie przebywają... Za moich czasów: nie do pomyślenia.

A co z tą dalszą chęcią poszukiwania Magdy M., skoro wiadomo, że "poszukiwany-poszukiwana" nie istnieje? No bo trochę "mleka się rozlało", czyli poufne informacje poszły w świat i nie wiadomo teraz kto spił to mleko. Flirt się skończył, zaczęło się prawdziwe gonienie króliczka.

Gdyby tak w wirtualnym świecie działała poczciwa recepta na sprawdzenie prawdziwości sytuacji: uszczypnij mnie, to cała historia potoczyłaby się inaczej. No tak, ale do uszczypnięcia byłaby potrzebna druga - jak najbardziej realnie istniejąca - osoba...


 
*  *  *  *  *  *  *

Nie pierwszy raz w historii ludzkość zastanawia się, co się stało z Magdą...

Perfect - Co się stało z Magdą K








niedziela, 29 stycznia 2012, slawnw

Polecane wpisy

  • Ten nasz cudny świat

    Im dalej w "gai", tym więcej pytań Dziwnie wygląda ten nasz świat. Niby coraz bardziej wyraźny, ale jednocześnie coraz bardziej rozmyty. Porównując ws

  • Zimno - ciepło I

    Przy ul. Abrahama nawet zimą robi się gorąco Są takie chwile w życiu mężczyzny, kiedy bezradnie stoi wobec zastanego problemu, zdając sobie sprawę, że rzeczywiś

  • Absurdalny Oscar

    Blog mój taki przewidywalny... Dlatego z wielką nieśmiałością robię skoki w bok, ale jest okazja. Oscary jako takie mnie nie interesują, ale mimo woli człowiek

  • tchórz Black poszła do spowiedzi

    Po pięciu latach wreszcie to zrobiłam. Poszłam do spowiedzi. Myślałam, że na bocznicy będę już zawsze. Kilka razy próbowałam wrócić, zawsze pójście do spowiedzi

Komentarze
marzatela
2012/01/30 09:18:24
No tak, za moich czasów.... To byla moja ulubiona zabawa na wywiadówkach mojego syna w szkole średniej. Ponieważ jest dziedzicznie obciążony, chodził do tego samegotechnikum, co ja. I gdy siedząc na wywiadówkach, w tej samej klasie, gdzie ileś lat temu samam byłam uczennicą, słyszałam od innych "za naszych czasów..." to od razu protestowałam mówiąc, że za moaich czasów, w tej samej szkole, to nie takie numery robiliśmy :)
Świat wirtualny ma swój oddzielny byt w naszej świadomości. W przypadku młodego pokolenia - wcalle nie mniej ważny niż ten realny. Dorośli powinni jednak umieć zachować dystans. Pamietasz taką reklamę telewziyjna, gdy jakis obleśny facet siedzi na komputerowym czacie z nastoltaką "Mam na imię Krzyś i też mam 13 lat...." Moze powinna powstać wersja dla dorosłych? Jak widać nie wszyscy rozumieją różnicę pomiędzy światem realnym i wirtualnym.
A tak na marginesie - link do piosenki Perfectu? Przecież trwa akcja wyrzucania Hołdysa z internetu za jego wypowiedzi popierające ACTA :)
-
slawnw
2012/01/31 18:36:00
Reklamę pamiętam. Wersja dla dorosłych? Wątpię, czy to coś by dało...
Cała sytuacja świadczy o tym, jak płytkie są to relacje. Co mi tam: kliknąć na "lajka". Żaden wysiłek, ale zarazem, są to puste gesty (w wielu przypadkach).

Link po pierwsze idealnie tu pasował, a po drugie... I tu cię mam! ;)
Jak u Ciebie w komentarzach ktoś wypominał nieprawidłowości w życiu prywatnym ministra Boni, to co odpowiedziałaś, hę?
W sumie, to człowieka powinniśmy oceniać "po całości", ale mało kto tak potrafi. Ja też chyba nie...
-
marzatela
2012/01/31 22:07:09
No dobra, masz mnie :)
Ja wprawdzie nie zajmuję się tępieniem Hołdysa, ale konto na FB mam (złamałam sie kilka miesięcy temu), więc sprawę znam.
Inna sprawa, że akurat Perfectu nigdy nie lubiłam - w przeciwieństwie do mojego męża, który ich bardzo lubił.
-
slawnw
2012/02/04 11:36:54
Żeby była jasność: nie potępiam ludzi będących na FB. Mnie to ani ziębi, ani chłodzi. Wspomniana historia dowodzi tylko tego, że jeśli kogoś nie znamy osobiście, to te wszystkie 'lajki', fani, są pustymi hasłami. Tylko tyle.
-
marzatela
2012/02/04 22:31:03
Zdecydowanie się z Tobą zgadzam. Poza tym traci się znaczenie słów. Czy np. na news o śmierci Wisławy Szymborskiej można kliknąć "Lubię to"?
-
slawnw
2012/02/06 14:14:27
A mnie przydałoby się szkolenie: po co komu kupować "fanów"???
technologie.gazeta.pl/internet/1,113840,10935491,Na_Allegro_fani_ida_za_grosze.html
Nic nie pomaga mi wyjaśnienie: "Można pochwalić się szefostwu szybko zdobytą znaczną liczbą fanów". Znowu muszę powtórzyć:??? To taki współczesny handel żywym towarem? ;)