Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

13. wszystko zdarzyć się może



Nigdy nie mów nigdy - jak to mówią: dobre rady zawsze w cenie. A ja zawsze uparcie twierdziłem, że nie będzie u mnie wpisów podsumowujących. Myślałem: zawsze tylko "cała naprzód", pomimo, że blog o spoglądaniu wstecz traktuje. No i naszło mnie...
Dokładnie cztery lata temu - 13. stycznia 2008 - coś mnie napadło i zaczęło się bieganie z aparatem po mieście, grzebanie w domowych szufladach i przeglądanie książek. No ale jak to w piosence: "13. wszystko zdarzyć się może", więc dzisiaj taki mały rocznicowy wpis. Cztery lata to niewiele a zarazem szmat czasu - zależy jak na to spojrzeć. Blog zaczął się wpisem o kinach w których już żadnego filmu nie zobaczymy. Spójrzmy więc, co się przez ten czas blogowania zmieniło, nawiązując tym samym do motta bloga: "...On jest też o tym, że nasze otoczenie zmienia się powoli, lecz nieustannie, czasem dopiero po wielu latach to zauważamy...".

Zanim jednak nastąpi wybiórczy przegląd kin, słówko z kart historii gdyńskich kin. Pierwsze stałe gdyńskie kino "Czarodziejka" powstało w 1926 roku na tyłach dzisiejszej siedziby Banku Nordea, róg ul. 3 Maja i 10 Lutego (przy nieistniejącym już placu Chrobrego). W dniu otwarcia burmistrz miasta wyraził nadzieję, że: "będzie ono odciągało mniej oświecone warstwy miejscowego społeczeństwa od pijaństwa i hultajstwa". Tak na marginesie: kiedyś bardziej prosto z mostu określano pewne zjawiska, dziś wszystko jest naznaczone poprawnością polityczną. Warto dodać, że przedwojenne kina mogły skorzystać ze zniżki w podatku dochodowym, gdy w repertuarze znalazło się 10% filmów polskich (ciekawe, czy dziś moglibyśmy rodzimą produkcją wypełnić owe 10%?). Rozbudowująca się Gdynia wymagała jednak ofiar: "Czarodziejka" działała do 1937, kiedy to drewniany budynek musiał oddać pola pod budowę kamienicy Funduszu Emerytalnego.


Poniżej: zdjęcia czarno-białe to stan z pierwszego wpisu, kolorowe - w miarę współczesne.
Informacje: "Encyklopedia Gdyni".




Kino najlepiej znane jako "Fala", powstało w 1938 roku pod nazwą "Zorza". Przez ostatnie cztery lata jakby zamknęło się na świat i wygląda na to, że nic się tam nie dzieje.









W działającej od 1934 Galerii Morskiej będącej własnością Mariana Mokwy, w 1936 roku rozpoczęło działalność kino "Lido". Po wojnie działało początkowo pod nazwą "Wolność", a od 1947 jako "Atlantic" (w 1968 przekształcone w kino studyjne).
Poniższe zdjęcie pochodzi z października, ale dopiero teraz, po przyjrzeniu się, zobaczyłem początek upadku napisu "Atlantic".








"Gwiazda" - ostatnie kino otwarte przed drugą wojną światową. Nazwa pochodziła od dekoracji na suficie w kształcie gwiazdy. Na inaugurację - 8.03.1939 - wyświetlono polski film pt. "Kłamstwo Krystyny" (tu fragment filmu). Po wojnie początkowo nosiło nazwę "Bałtyk", od grudnia 1945 - "Warszawa". W 1975, z powodu złego stanu technicznego budynku ("atrakcją" był doraźnie podparty strop nad widownią), zostało zamknięte. Otwarte ponownie w 1981, działało do 2003 roku, nie wytrzymując konkurencji z "Silverscreen".
"Współczesne" zdjęcie niech posłuży jako przykład, że zimy się zdarzają...








"Polonia" - otwarte w 1937 - było najprawdopodobniej pierwszym gdyńskim kinem z numerowanymi miejscami. Od 1947 roku działało jako "Goplana" (ostatni seans: 30.05.1999).
Wkrótce po zrobieniu starego zdjęcia, zaszły zmiany, które trwają w stanie zawieszenia do dziś. Sklep(?) jakoś otwiera się od dawna i końca tego otwarcia nie widać.




Oczywiście to tylko część gdyńskich kin niegdyś działających, ale w tych dzisiaj przedstawionych, zachodzą współcześnie jakieś niewielkie zmiany, więc o nich była tylko mowa.


*  *  *  *  *  *  *

Jedna z moich najbardziej ulubionych płyt koncertowych - "Seconds Out" z 1977 roku.

Genesis - The Cinema Show








piątek, 13 stycznia 2012, slawnw

Polecane wpisy

Komentarze
marzatela
2012/01/14 09:36:29
Wszystkiego najlepszego z okazji jubileuszu :)
-
sevillian
2012/01/15 00:41:16
"moje" kina to Marynarz na Obłużu (bo tam mieszkałem). nie raz z podstawówki (nr 39) kursowaliśmy tam na piechotę na seanse. później zrobiono tam siłownię. nie wiem czy jeszcze funkcjonuje. kawałek dalej, przy Marynarce było kino Grom. tam byłem ze dwa razy.
no i Promień w Chylonii (właściwie Leszczynki chyba), koło mojej babci, która mnie tam prowadziła. kina były ważnym elementem życia wtedy.
-
2012/01/15 17:00:23
Pamiętam kiedy była Fala już zamknięta to tam planowali zrobić jakąś Kawiarnię na jej miejscu, ale chyba nic z tego nie wyszło
-
slawnw
2012/01/15 21:18:10
@Marzatela - taki tam odruch sentymentalny mi wyskoczył. ;)

@Sevillian - Rzeczywiście, kina były wiele lat temu ważnym elementem życia. Ich czas jednak - jako samodzielnych placówek - dawno przeminął. I nie jest to tylko polsko-PRL-owską specyfiką. Takie przemiany odbyły się na całym świecie. Może trochę wcześniej, niż u nas, ale kierunek przemian był zawsze ten sam: od kina oferującego tylko film, do składnika galerii handlowych.

@Flyethemoon - kawiarnia, to chyba nie jest zbyt dobry pomysł w tym miejscu. Już szybciej sprawdziłaby się jakaś tancbuda.
-
camparis
2012/01/16 13:46:00
Małe kina może i miały swój urok. I ja naprawdę chciałam chodzić tam na filmy, ale któregoś razu poszłam do wrocławskiego kina Lwów na film i ... ekran był tak mały, że ledwo czytałam literki w tłumaczeniu! Ale to nic - to się da przeżyć. Natomiast nie dało się przeżyć przeraźliwego zimna, tak że siedząc z siostrą w kurtkach zmarzłyśmy przeokropnie. Ja dostałam tylko kataru (chociaż w samym kinie miałam wrażenie że nos mi z zimna odpadnie), za to siostra przepłaciła to ostrym przeziębieniem. Skoro aż tak zmarzłyśmy to ile musiało być tam stopni? Pewnie około 8-10 - tyle ile wtedy na dworze. I mimo mojej wielkiej nadziei na proby ratowania małych kin - nigdy więcej tam nie zajrzałam!

A jubileusze nie są złe :)
-
slawnw
2012/01/16 15:19:54
Trzeba szczerze przyznać, że stare kina miały swój urok, bo nie było niczego sensownego w zamian. Początkiem ich końca (nie tylko w Polsce) była era video z jego wypożyczalniami kaset. Chociaż pamiętam, że te nasze - bazarowe z początku - wypożyczalnie oferowały filmy jakościowo nie do pobicia. Śmiem sądzić, że w tym kinie Lwów można było więcej zobaczyć, niż na większości kaset video z początków ich ekspansji na naszym rynku.

A co do sentymentów, to najcieplej wspominam... kroniki filmowe! :)
Może przemawia przeze mnie zwapnienie, ale taka kronika była dla mnie ciekawsza od dzisiaj puszczanych reklam. Już w nowych czasach przyjąłem zasadę, że wchodzę na salę kinową ok.15 minut po właściwym czasie, aby ominąć reklamy (przede wszystkim za głośno puszczane!!!). Wchodzę dopiero na właściwy film.

A co przez te wieki istnienia kin się nie zmieniło? Jak zwykle, siedzenie w pierwszych rzędach, to zajęcie dla masochistów. ;)
-
sevillian
2012/01/20 23:24:50
Jeszcze jedno się zmieniło i to coś cholernie ważnego (i irytującego) - kiedyś nie było popcornu...
-
slawnw
2012/01/21 21:42:53
Ależ lud dostaje to, czego oczekuje! ;)
Ciekawe jak by ludzie przyjęli wersję oglądania filmów, która jest na Islandii? Jak w teatrze. Tam jest po prostu w połowie filmu przerwa! Na druga porcję coli i popcornu.