Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Stan wojenny a produkcja styropianu






Chociaż blog wyznaje konieczność pamięci doniosłych dla historii kraju wydarzeń, jakim niewątpliwie było wprowadzenie stanu wojennego w 1981 roku, to jednocześnie rezerwuje sobie prawo do spojrzenia wstecz w odmienny sposób od powszechnie przyjętego - tak jak to zrobiłem rok temu. Dziś chodzi mi o późniejsze - poboczne - konsekwencje wprowadzenia tego stanu w Polsce.




W jednym z ostatnich wywiadów z Katarzyną Pakosińską (ta z kabaretu z zaraźliwym śmiechem) można było przeczytać taki oto opis pewnej grupy mężczyzn - 40-latków: "...siedzimy z koleżankami w pubie, obok - nasz rówieśnik. Łysiejący, ale całkiem urodziwy. Tyle że jest z 20-latką i gada jej farmazony!! Że walczył bohatersko z komuną i jako szesnastolatek wysadzał Jaruzelskiemu komitety partii. No, ręce opadają. Ona - wpatrzona. Bo skąd ma dziewczyna wiedzieć, że to bzdury, jeśli jej na świecie wtedy nie było".


Wrócę teraz do osobistych wspomnień sprzed sierpnia '80, które pozornie nie mają nic wspólnego z poprzednimi słowami z wywiadu. Są one jednak takim katalizatorem ciągu wydarzeń.

Pewnego razu kierownik warsztatów szkolnych, który był jednocześnie opiekunem mojej klasy szkoły zawodowej, zapragnął, aby cała klasa zapisała się do ZSMP (dla niewtajemniczonych: Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej). Wszyscy, bez wyjątku - tak sobie wymyślił. Na zachętę, roztaczał przed nami wizję świetlanej przyszłości: bilety na imprezy, wycieczki, itp. farmazony, jaka mogłaby być naszym udziałem, gdy tylko wstąpimy w szeregi tej organizacji. Wszyscy wyrazili zgodę, oprócz mnie i jednego z klasowych kolegów. Opór mój nie wynikał z chęci obalania systemu, ale ze świadomości, że powinienem w ten sposób pokazać (raczej tylko sobie), że nie po drodze mi z taką organizacją. Pamiętam, że byliśmy z kolegą dumni ze swoich decyzji, choć wielu nam wypominało, że stajemy w poprzek klasie. Gdy myślałem, że już po sprawie, jednak zostaliśmy wezwani pojedynczo przed oblicze kierownika. Ku mojemu zdumieniu, leżała na jego biurku moja legitymacja członkowska ZSMP (ze zdjęciem, którego nie dawałem przecież), gotowa do podpisania. Powiedziałem, że jej nie podpiszę i koniec. Chwilę jeszcze trwały nieskuteczne próby przekonania mnie do zmiany decyzji... Znowu chodziłem dumny jak paw ze swojej decyzji: przecież dałem odpór komunie! Dopiero po latach dotarło do mnie, że zbyt łatwo ten mój aktywista odpuścił sobie i najprawdopodobniej podpisał "w moim imieniu" ową legitymację. Być może gdzieś ona istnieje??? I gdybym w dzisiejszych czasach doszedł do jakiegoś eksponowanego stanowiska, to mogłaby ona być teraz użyta przeciwko mnie, niczym "dziadek z Wermachtu". Dziś jestem pewien, że byłem - nieświadomym - członkiem tamtej organizacji. A może powinienem napisać: tej organizacji(?), bo ona nadal działa?!?




Moje szkolne wspomnienia nie miałyby nic wspólnego z przytoczonym na wstępie fragmentem wywiadu i tytułową "produkcją styropianu", gdyby nie dopisane przez życie swoiste P.S. Któż bowiem wyjechał po stanie wojennym z Polski, jako prześladowany politycznie więzień sumienia? Tak tak... "Mój" nadgorliwy kierownik, sumienny działacz ZSMP!

Oczywiście nie neguję, że było wiele osób, które będąc represjonowane, zmuszone były do wyjazdu z kraju, ale tyle "styropianu" to myśmy w całym okresie PRL nie wyprodukowali... Z mojego najbliższego otoczenia (koledzy z klasy, bloku, pracy) zebrałbym sporą gromadkę ludzi, którzy wyemigrowali do Niemiec, Austrii, Kanady, Australii, zasilając statystyki wyjazdów więźniów sumienia. Nie rozwalali oni Jaruzelskiemu komitetów partii - jak to określiła Pakosińska, ani nawet nie nosili oporników na piersiach. W dużej części (nie podejmę się określenia, w jak dużej) były to wyjazdy "za chlebem", do lepszego świata, które nie różniły się niczym, od ostatniej fali emigracji zarobkowej. Dziś, stanowczo zbyt wielu ludzi robi z siebie bohatera tamtych czasów. Im ich więcej się pojawia, to tym bardziej cenię takich skromnych, cichych bohaterów, których zapewne mijamy codziennie na ulicy. Takich jak człowiek zaproszony na przewracanie "klocków domina" w stoczni gdańskiej kilka lat temu. Spał na styropianie obok Wałęsy, ale nie zrobił kariery politycznej, nie przytył, nie wyjechał z kraju...



*  *  *  *  *  *  *

Frankie Goes To Hollywood - War







wtorek, 13 grudnia 2011, slawnw
Tagi: wspomnienia

Polecane wpisy

Komentarze
marzatela
2011/12/13 17:00:51
Sprawdź w BIK-u, czy Cię nie wpisali za zaległe składki :)
Coś w tym jest, że po 1989 pojawiło się tylu bohaterów, ze aż dziw jakim cudem tamten ustrój się trzymał.
-
slawnw
2011/12/14 19:02:09
No właśnie, co ze składkami?!? ;)