Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Po latach, czyli ciężarówka nie jedno ma imię



Nawiązując trochę do ostatniego wpisu i wzmianki o trudnościach w cofaniu pod rampę przy magazynie POSTI, to przypomniał mi się mój egzamin na kat. E, czyli przyczepy. Kiedyś zostanie kierowcą zawodowym nie wymagało przejścia tylu kursów, kursików i badań, co teraz (co prawda, PKS wydawał takie wewnętrzne prawa jazdy, na każdy typ pojazdu osobno, ale to była sztuka dla sztuki). Ba! Niektóre uprawnienia nabywało się tak po prostu. Na przykład wspomnianą wcześniej kategorię, do lat 80. otrzymywało się z urzędu, po roku posiadania (jeżdżenia?) "solówką". Faktem jest, że ruch pojazdów na drogach był wtedy mniejszy i stawiało to może mniejsze wymagania, ale już w samych zakładach pracy, gdzie zazwyczaj panowała ciasnota, trzeba było wykazać się sporymi umiejętnościami. Ja niestety przespałem czas, gdy 'E' dostawało się gratis. Chociaż z drugiej strony, specjalnie zwlekałem z tym, aby móc jeździć tylko "wokół komina". Nie spieszyło mi się wtedy z dalekimi wyjazdami.

Mój - i każdego innego uczestnika kursu - egzamin trwał... 2-3 minuty. Tyle czasu, ile zajmuje zajęcie miejsca za kierownicą i cofnięcie po prostej kilkunastu metrów. Egzaminator patrzył tylko, czy znamy zasady, jak postępować, gdy zestaw się zaczyna łamać. -Wystarczy. Wyrobicie się w zakładach. - jak dziś, pamiętam jego słowa. I tak było. Również dobrze pamiętam swoje pierwsze cofanie z przyczepą do rampy. Magazyn PSK przy ul. Jana z Kolna (naprzeciwko hali targowej). Miałem wtedy stara 200 bez wspomagania kierownicy... Ręce mnie bolały, gdy już udało mi się cofnąć. Może trwało to z pół godziny? Pomimo, że i tak przyczepa stała skosem do rampy, to pracownicy PSK zdawali sobie sprawę, że na więcej mnie nie stać i litościwie położyli blachę pomiędzy rampą a przyczepą i rozpoczęli załadunek. Później oczywiście było już coraz lepiej... Jakby na usprawiedliwienie, trzeba dodać, że nikt wtedy nie malował białych kresek na asfalcie, aby ułatwić prawidłowe ustawienie pojazdu, a i cofanie z przyczepą, to nie było to samo co z naczepą, a odnoszę wrażenie, że tych ostatnich było wtedy mniej.

Poniżej: dwa przykłady "ciężarówek" sprzed lat.


Zdjęcia: zbiory NAC.
Jeszcze można spotkać takie wózki akumulatorowe - Stal 258. Zabawne, ale przez dłuższy czas nazwę wózka odczytywałem jako... fiat.



Wycieczka do Gdańska, z takim zapasem prowiantu? Chyba dookoła świata!



*  *  *  *  *  *  *

Muzycznie też "ciężarówka" z "osobówką".

Kombajn do zbierania kur po wioskach - Warszawa







niedziela, 11 grudnia 2011, slawnw

Polecane wpisy

Komentarze
2011/12/12 06:29:45
Do szkoły której chodziłem przyjeżdzały latem kolonie .Był tam autobus który raz w tygodniu jechał do Redłowa czy Orłowa (niepamiętam dokładnie )na giełdę po owoce i ważywa.
-
slawnw
2011/12/14 18:58:30
No to by było jakieś wytłumaczenie...