Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Telephone line





Człowiek zajęty jest czasem tak bardzo swoimi sprawami, że po długim czasie zauważa, że coś jest nie tak. I dopiero jakaś audycja, czy też artykuł mu uzmysłowi, że znowu coś przespał. No i właśnie niedawno odsłuchany reportaż w radiowej "Trójce" uzmysłowił mi sam fakt i powód, że znikają (lub całkiem już zniknęły?) budki telefoniczne. Przegapiłem fakt, że tylko do 9. maja Telekomunikacja miała obowiązek utrzymywania tego typu urządzeń (niepotrzebnych już, ze względu na wszechobecne komórki).
Nie wiem, czy taki egzemplarz, jaki widać powyżej, to zalicza się również jako budka telefoniczna i też z czasem zniknie? Właściwie to to zdjęcie było zrobione "dla jaj", a nie w celu zachowania dla potomności widoku budki telefonicznej (którą zresztą słabo widać). Takie skojarzenie: jak zabraknie łączności, to można wysłać gołębia... Jakby ktoś miał namiar na istniejącą jeszcze pełnowymiarową żółtą budkę, to niech da cynk.



Zdj. archiwum NAC (Warszawa rok 1958).

Powyższe budki (chyba wyłącznie w kolorze zielonym) to zamierzchła przeszłość, z czasów, gdy mało kto w ogóle miał telefon w domu, a rozmowy na dalsze dystanse trzeba było zamawiać...
Pozwolę sobie przy okazji wspomnieć mały epizod związany z jedną z takich budek. Było to tak dawno temu, że mam nadzieję, że jeśli nawet wtedy było moje postępowanie niezgodne z prawem, to dawno czyn się ten przedawnił...
Za czasów służby wojskowej, człowiek tęsknił za rozmową z bliskimi, ale wysłany gdzieś daleko od stron rodzinnych, nie miał zbyt wiele pieniędzy na prowadzenie rozmów. Więcej się wtedy pisało listów, głównie z prostego względu, że łatwiej można było wygospodarować chwilę czasu na to. Ale pewnego dnia jeden z towarzyszy niedoli sprzedał informację (chyba to flaszkę kosztowało(?) - taka uniwersalna waluta w owych czasach), jak można dzwonić za darmo z takiego automatu. Żadne tam chamskie traktowanie telefonu. Nic z tych rzeczy. Pełne "białe rękawiczki". Otóż nasz informator, który służył w wojskach łączności, wyjawił nam sekretny czterocyfrowy numer. Po jego wykręceniu (wtedy jeszcze numery się kręciły) wybierało się właściwy numer i bez przeszkód i - co najważniejsze wtedy było - bez kosztów rozmawiało do woli. Wtedy mętnie nam tłumaczył, że ta czterocyfrowa kombinacja została stworzona dla "wyższych sfer" aby nie musiała szukać po kieszeniach złotówki w razie godziny 'W'.
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że ów numer miał wiele lat temu - w kluczowym momencie - decydujące znaczenie dla losów przyszłego mojego związku małżeńskiego (który trwa do dziś), więc kraj nasz w ogólnym rozrachunku nie stracił...


*  *  *  *  *  *  *

Dzisiejszego wyboru nie trzeba tłumaczyć?

ELO - Telphone Line (live)







poniedziałek, 07 listopada 2011, slawnw

Polecane wpisy

Komentarze
2011/11/08 03:34:23
@Slawnw - Żółtych budek telefonicznych raczej należałoby szukać w Niemczech. W latach 60-tych rozmowa lokalna w budkach tel. kosztowała 50 gr., tyle samo co dziennik (Bałtycki albo Wieczór Wybrzeża). Oczywiście później połączenia tel. i gazety były odpowiednio droższe. Rozmowy międzymiastowe zamawiało się na poczcie (wtedy nie było połączeń automatycznych, mowa o latach 60-tych). A propos przygód Sławnw, to w latach 80-tych trafiłem na automat tel. z którego bez żadnych limitów i za darmo można było rozmawiać absolutnie za darmo, także z zagranicą. A jako że znajdował się na terenie mojego miejsca pracy to się korzystało :)

Tu mała dygresja... Pierwsi hakerzy korzystali za darmo z budek telefonicznych odtwarzając do mikrofonu słuchawki odpowiednią kombinację dźwięków. Nazywało się to phreaking (zainteresowanych tematem odsyłam do wikipedii).
-
2011/11/08 23:27:57
:D Coś o zanikających budkach
www.youtube.com/watch?v=RogbcL63ZiU
-
slawnw
2011/11/10 13:16:43
No nie będzie nam Niemiec pluł w twarz żółtą budką... ;)
Mi chodziło o nasze, rodzimego chowu egzemplarze.