Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Cudotwórcy znad Wisły



Dziś wpis dość nietypowy. Takie wyżalanie się na klawiaturę, że świat jest taki a nie inny. Z drugiej strony dość odważny - biorąc pod uwagę, że w ostatnim wpisie okazałem się być człowiekiem z grzeszkami. No ale tak to już na tym świecie jest, że palcem grozi się maluczkim i stawia się ich do kąta za niewielkie nawet przewinienie. Ci "równiejsi" mają inaczej. Właściwie to w konstytucji każdego kraju powinien na poczesnym miejscu istnieć zapis: "co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie"... No, ale do rzeczy.

Obserwuję cały czas, co się dzieje w naszym kraju i jego życiu gospodarczym - jak to wszystko się zmienia. Czytam komentarze do nich, z których wyłania się obraz mojego kraju. Kilka dni temu zawiesiłem oko na tytule na stronie głównej "Gazety": "Nowy biznes cudotwórcy[...]". Jako że trudno mi uwierzyć w cuda (zwłaszcza w gospodarce), to zagłębiłem się w temat. Na właściwej już stronie - "Wyborcza.biz" - tytuł już jest mniej chwytliwy: "Wielki sen o małych galeriach handlowych". I może potraktowałbym to jako kolejny artykuł o tym, co w biznesowej trawie piszczy (nazwisko bohatera nic mi początkowo nie mówiło), ale gdy doszedłem do nazwy "Elektromis"... Zaraz, zaraz. Czy to nie ta sama firma, która handlowała papierosami o mocno podejrzanym pochodzeniu. Właściwie to o nieznanym pochodzeniu. Nazywały się "Star", lub coś w tym rodzaju. Były nieprzyzwoicie tanie, nie posiadały żadnych cech, mogących naprowadzić kupującego na producenta. Mogły być równie dobrze produkowane w wielkiej wytwórni, jak i w garażu u sąsiada. To wszystko pamiętam dokładnie, bo sam je kupowałem dla kolegi w jednej z hurtowni Elektromisu, która znajdowała się w Bolszewie koło Wejherowa. W mojej pamięci zapisała się też jakaś późniejsza afera z tą firmą związana.

W przypadku tego artykułu muszę przyłączyć się do tłumu przekręcającego nazwę gazety na "wybiórcza". Tak tendencyjnie nierzetelnego njusa dawno nie czytałem. Już sam początek jest mętny, bo rozpoczyna od cudów stworzonych przez Mariusza Świtalskiego z pominięciem Elektromisu (później okaże się, że pominięto o wiele więcej). I kto to pominął? Współtwórcą laurki pod adresem nowego pomysłu Świtalskiego jest przecież mocno promowany ze swoim blogiem Piotr Miączyński - dociekliwy tropiciel handlowych przekrętów. A tu taki brak zaangażowania. Bo o tym świadczą (delikatnie mówiąc) następujące słowa: "Rzeczy, które mówi się o Mariuszu Świtalskim, to legendy, prawda i zwykłe łgarstwa. Problem w tym, że nikt poza samym zainteresowanym nie jest w stanie odróżnić jednych od drugich". Doprawdy? To od czego są dziennikarze???

Zostawmy jednak sam artykuł i rozejrzyjmy się po komentarzach. Jak często przy tego typu informacjach wylewają się żale w stylu: "Kolejny złodziej bohaterem wyborczej". Zaraz jednak uaktywnia się druga strona: "Zazdrość to zła cecha.[...] Skąd tyle negatywnych komentarzy? Dlatego że wychował się w bidulu?"; "Gratulacje. Cieszę się, że Polacy odnoszą sukcesy. Jeszcze musimy dorosnąć, żeby to docenić[...]". Zawsze w takich sytuacjach nurtuje mnie pytanie: która strona ma rację?

Od czego jednak mamy współczesne wynalazki. Kliku kliku i już... grzebiemy się w śmietniku! Zacznijmy od tego, że w 1981 roku (jako niespełna 20-latek) nasz cudotwórca został skazany na 3,5 roku więzienia za kradzieże, włamania i napady. Cóż, można by powiedzieć, że jak każdy młody człowiek, miał i on prawo zbłądzić w życiu. Całe życie było przed nim na poprawę. No i poprawił się. Zwłaszcza poprawił swoją wiedzę z kodeksu karnego i cywilnego, dzięki której już nie trafił za więzienne kraty, chociaż późniejsza jego działalność to parada oszustw. Opis "cudów" znalazłem na stronach "Polityki", więc zainteresowanych szczegółami tam odsyłam - trzeba się logować, aby swobodnie czytać tekst, ale warto. Dość wspomnieć, że królują tam przekręty z alkoholem i papierosami - przede wszystkim na lipne tranzyty, które miały miejsce tylko na papierze. Wziąwszy to wszystko pod uwagę, to ja osobiście wstrzymam się z gratulacjami.
Dla pewności - czy aby na pewno informacje z "Polityki" nie są "legendami i kłamstwami" - wrzucam do wyszukiwarki: "Świtalski pozywa Politykę" i temu podobne, bo przecież jasne jest, że po takim steku bzdur, nasz "biznesmen" dochodziłby swoich praw w sądzie. Nic takiego jednak nie znalazło się...




Wielu Polaków próbowało swoich sił w zdobyciu fortuny w czasach przemian gospodarczych. Zaczynało się to często od handlu obwoźnego. Niewielu jednak osobom udało się wypłynąć na szersze wody.





*  *  *  *  *  *  *

Ja rozumiem, że w chwili gdy ja tu sobie piszę (marnuję czas), ktoś inny obmyśla jak tu zarobić kolejne miliony, których ja mieć nie będę. Ale niech nikt mi nie wmawia, że złodziej jest wzorem do naśladowania. I niech tam sobie jeden z drugim ma jacht, prywatny samolot, willę z wielkim basenem. Nawet niech leci na wycieczkę w kosmos (chociaż to akurat też bym chciał przeżyć), ale niech to bogactwo jest zdobywane w jakiś przyzwoity sposób... Pomarzyć rzecz dobra, prawda? Co zrobić, jak człowiek urodził się takim "głupcem" spoglądającym ze wzgórza na zachodzące słońce...


The Beatles - Fool on the Hill






czwartek, 10 listopada 2011, slawnw

Polecane wpisy

Komentarze
2011/11/10 21:40:52
Przeczytałem oba artykuły oraz wpis Sławnw i wyłania się z tego niezbyt wesoły obraz. W trudnym okresie politycznej transformacji szumowiny robiły mocno szemrane interesy, czy wręcz okradały państwo na milionowe kwoty i włos im z głowy nie spadł. W myśl zasady, że pierwszy milion trzeba ukraść (przypomina się sprawa Gawronika, czy afery alkoholowe czy paliwowe w latach minionych). Szkoda że teraz ci sami ludzie niszczą nieduże sklepiki, często prowadzone przez rodziny, dla których jest to jedyne źródło utrzymania. Traf chciał, że przed chwilą pokazywano w TVN24 jak policja z całą surowością ściga płotki handlujące papierosami bez akcyzy czy podrabianymi tekstyliami. Niby wiedzą kto to wprowadza na rynek, ale łapią za rękę tylko detalistów, głównie imigrantów.
-
slawnw
2011/11/11 19:48:01
Myślę, i chyba w takim myśleniu nie jestem osamotniony, że to co wyszło na jaw, to tylko wierzchołek góry lodowej. Całej wielkości góry pozostającej pod wodą zapewne nigdy nie poznamy. Może część? Kiedyś, gdy znużony życiem któryś z poważanych po latach "biznesmenów" zabierze się za spisywanie wspomnień...
A co do małego handlu, to podobało mi się wypowiedziane kiedyś w początkowych latach transformacji przez Wałęsę zdanie o supermarketach, że to one potrzebują nas a nie my ich. Oczywiście nie można było traktować tego zbyt dosłownie, ale była szansa aby wydoić z wchodzących na nasz rynek potentatów ile się da. Ale się nie dało... Bo "nieudacznicy" to wcale nie ci, którzy wyjechali szukać szczęścia poza granicami naszego kraju po otwarciu granic.
-
2011/11/12 04:46:03
Zdjęcie z wózkiem kiedy było robione? Sądząc po oknach pcv niedawno. Kółka wózka wyglądają znajomo (dość częste zjawisko w tego typu wózkach)
en.valka.cz/viewtopic.php/t/41660
-
slawnw
2011/11/12 18:12:26
No masz ci los! Sprzątną facetowi sprzed domu wózek zbieracze militariów i będzie na mnie. A zdjęcie jak najbardziej współczesne - tegoroczne, ale w takich okolicznościach to nie napiszę gdzie to było. ;)
-
slawnw
2011/12/30 21:14:58
Mały komentarz w temacie wybiórczości. Po kilku tygodniach artykuł jest dość mocno promowany, ale... komentarze już wycięto! Były wśród nich i te nieprzychylne "biznesmenowi". Przypadek? Nie sądzę. Jest możliwość komentowania tego samego artykułu, ale od nowa. Dziennikarstwo zeszło na psy (już dość dawno temu).