Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Handel cytrusami



Ostatnio pozostawiony komentarz ojca rodziny, który bezsilnie próbuje wytłumaczyć swojej latorośli zawiłości życia w czasach, gdy na sklepowych półkach (z powodu "chwilowych, przejściowych") królował ocet, jest jakby sponsorem dzisiejszego wpisu.




Powyższe zdjęcie o jedynej w swoim rodzaju jakości, które już na blogu zaistniało, z pozoru nie ma nic wspólnego ze sklepowymi półkami. Mieszkańcy tych okolic z pewnością jednak z łatwością rozpoznają teren, na którym dzisiaj znajduje się budynek Domu Towarowego Chylonia. A to już ma wiele wspólnego z handlem. Poniższe zdjęcie jest z albumu państwa Szypowskich i przedstawia to samo miejsce co powyższe, ale z przeciwległej strony, no i z wyższego pułapu rzecz jasna. Obydwa zdjęcia przedstawiają widok z lat 70. Choć poniższe jest trochę wcześniejsze niż moje.



"Czy będzie więcej cytrusów", "Cytrusy płyną do kraju", "Przypłynęły cytryny i banany" - często można było spotkać tego typu tytuły w prasie w latach słusznie minionych. Szczególnie w czasie przedświątecznym. Trzeba oddać sprawiedliwość przeszłości, że nie zawsze było tak, że królem sklepowych półek był sam ocet. Ciężko jednak oddać ducha tego czasu, poprzestając tylko na occie, czyli jednej stronie medalu. To taki symbol czasów, w którym przecież ludzie nie pili tylko wody z kranu (ocet jako główny napój raczej odpadał), przegryzając musztardą. Mniejsza jednak o drugą stronę medalu. Spójrzmy jak tamte realia trudno zrozumieć. Teraz i kiedyś.
Facet Morski jest właśnie tą osobą, wspomnianą na początku wpisu, która próbowała opisać dzisiejszym młodym pokoleniom czas miniony pod względem handlowym. Jaką dostał odpowiedź, czy też radę? -To trzeba było iść do innego sklepu. Prawda jakie proste? Oczywiście z dzisiejszego punktu widzenia.
To mi przypomniało podobną historię, którą zarejestrowałem na kasecie. Jest teraz okazja ją przytoczyć. W jednej z październikowych audycji Minimax z 2002 roku Piotr Kaczkowski taką oto historię opowiedział o cytrynach, sprowokowaną mailem od słuchacza: "...Jeszcze mi państwo napisali, że chowają się pod gruby koc, z herbatą z cytryną, od - uwaga! - średnio przystojnej sprzedawczyni, która dzisiaj wieczorem oznajmiła, że to ostatnie jakie ona ma w sklepie. Chyba idzie jesień... Kiedyś jeden z prezenterów popularnego Radia Luksemburg, gdy kiedyś chciał przyjechać do Polski... Było to bardzo dawno temu. Ja mu mówiłem: wiesz, Polska to nie jest taki kraj, do jakiego ty jesteś przyzwyczajony (on mieszkał w Londynie. Z Londynu były te audycje przesyłane do Luksemburga, stamtąd nadawane). Jak chce się pójść do sklepu, to nie ma tak w moim sklepie, żebyś poszedł i kupił cytrynę, albo banany. A on tak zupełnie rozbrajająco mówi: no dobrze, to dlaczego nie idziesz do drugiego sklepu naprzeciwko? Ja mówię: no tak, rzeczywiście...".

Obydwie historie podobne, choć z różnych okresów i z innej strony "kurtyny" pochodzą. Cóż, widocznie pewnych rzeczy nie da się tak ot po prostu opisać w jednym zdaniu... No ale najważniejsze, że daliśmy radę - jak to było w słynnym kabarecie "Z tyłu sklepu" - "Choćby na skrobi! Choćby na skrobi!".


P.S. Wszedłem w posiadanie małej kolekcji etykiet zapałczanych - głownie z lat 60. - które pojawiać się będą czasami w kąciku rozświetlającym mroki lat minionych (cóż tak dobrze nie rozświetla ciemności jak zapałka?). Dosłownie w kąciku. Ten tendencyjny przegląd najmniejszej powierzchni reklamowej świata udowodni młodszym czytelnikom, że dziś już prawdziwych zapałek nie ma - bywają co najwyżej produkty zapałkopodobne. Jak się uda, obrazki będą w jakimś związku z wpisem, a jak nie... to pomyślę sobie któregoś dnia, głowiąc się nad dopasowaniem jednego do drugiego: i po co mi był ten kolejny kłopot?


*  *  *  *  *  *  *


Grupa przygrywająca do wpisu, swoją nazwą pasuje tu jak ulał. Trójmiejski (kiedyś wydawało mi się, że może tylko gdański?) Cytrus, który na krótko zaistniał na polskiej scenie muzycznej na przełomie lat 70/80. Choć zespół miał w swoim repertuarze utwory z wokalem, to mnie jednak najbardziej podobają się do dziś ich utwory instrumentalne.
Przy wyborze utworu o mały włos nie byłoby wtopy, bo początkowo tytuł "Mayones to jest to", chciałem skojarzyć z dzisiejszym: "Coca-Cola to jest to". Dobrze, że jednak ostatecznie zauważyłem, że nie ma ten "majonez" nic wspólnego ze spożywką, o której dzisiaj było, a jest nazwą gitar. No ale wiadomo: człowiek uczy się całe życie.
Jednak mimo wszystko...

Cytrus - Mayones to jest to

No i tak zatęskniłem za dźwiękami sprzed lat, że jeszcze...

Cytrus - Tęsknica








czwartek, 13 października 2011, slawnw
Tagi: handlowo

Polecane wpisy

Komentarze
2011/10/14 17:49:26
Jeśli chodzi o fotografię z albumu państwa Szypowskich, to ja nie kojarzę tych domków które stały na terenie obecnego DT Chylonia i przylegającego parkingu. No, ale mieszkam w Cisowej od 1980 roku, pamiętam za to że wtedy był tam skwerek.

Czasy gdy na sklepowych półkach był sam ocet, to okres kryzysu lat 80-tych. Nie można młodym ludziom mówić, że za komuny tylko ocet królował na sklepowych regałach. Ale braki w zaopatrzeniu (nie tylko w owoce egzotyczne) były w tamtych czasach normą.

Muszę też sprostować, że "Coca Cola to jest to" jest hasłem dzisiejszym. Coca Cola pojawiła się w polskich sklepach w roku 1972 i właśnie wtedy napój ten był reklamowany tym sloganem. A jego autorką jest Agnieszka Osiecka.
-
slawnw
2011/10/15 20:16:13
Zdjęcie z albumu pochodzi najprawdopodobniej z początków lat 70. Bloki przy ul. Gniewskiej (z lewej strony zdjęcia) zostały oddane do użytku w latach 1966-67. To jeden pewnik dla mnie. Reszta to "około".

Myślę, że kiedyś okres PRL-u doczeka się opracowania, które będzie w miarę obiektywnym spojrzeniem z różnych punktów widzenia. Dziś na to jest za wcześnie. Jesteśmy na razie odurzeni słodkim słowem wolność. Na takim haju (dlatego taka mała frekwencja na marszu oburzonych?). ;)