Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Długi pogrzeb



Jeszcze PRL nie zginął, póki my żyjemy - chciałoby się powiedzieć, gdyby to nie była obraza dla co wrażliwszych osób, lub tych, którzy znają miniony czas... z obrazków. Tak zazwyczaj jest przy komentowaniu tematów w jakimkolwiek stopniu zahaczających o tamte czasy, że największą zaciekłością w krytyce wykazują się ludzie znający PRL z lektury czasopism i oglądania filmów "z epoki". Starsi, jakby zaczęli oswajać w sobie przeszłość, bo człowiek tak jest już skonstruowany, że woli pamiętać miłe elementy życia, niż te złe. Nawet po latach Lech Wałęsa podał rękę w szpitalu swemu wrogowi nr 1 - generałowi Jaruzelskiemu - co z punktu widzenia zdarzeń minionych lat, nie powinno się wydarzyć. Różnie oceniany jest ten gest - to zrozumiałe. Dla mnie jest to po prostu oswajaniem się z przeszłością. Godzeniem się z nią. Po czasie, pewne sprawy tracą na znaczeniu. Dla przykładu, w mojej rodzinie jedna osoba zaszkodziła drugiej przy chęci wyjazdu na stałe do USA (na swoje nieszczęście chciała ona to zrobić legalnie, w ramach łączenia rodzin), obawiając się, że straci swoją pracę związaną ze sprawami wojskowymi. Po wielu staraniach jednak udało się wujowi wyjechać. Musiało jednak minąć wiele dziesiątek lat, gdy obydwie osoby z rodziny do siebie ponownie się odezwały. Na koniec, "oprawca" - być może powodowany wyrzutami sumienia? - poleciał na swój koszt do Stanów, co było dla niego niemałym wydatkiem, aby pożegnać swą "ofiarę", gdy ta wybrała się w ostatnią podróż...

No ale nie miało być aż tak pogrzebowo, bo życie trwa nadal. Czekałem jednak na impuls aby przypomnieć znowu, czym żyło się 20 lat temu. Impuls zaistniał, ale o tem potem. Właśnie w maju 1991 roku w "Dzienniku Bałtyckim" ukazał się artykuł pt. "PKO S.A. przedłuża skup bonów. Długi pogrzeb". Oczywiście chodziło o bony towarowe PeKaO. Pierwsza emisja tych "wewnętrznych dolarów" miała miejsce w 1960 roku. Na początku lat siedemdziesiątych były już w obiegu bony na sumę prawie 20 milionów dolarów, a pod koniec osiemdziesiątych - ponad 100 milionów. "Długi pogrzeb" był spowodowany niemożnością oceny ile tak naprawdę bonów w końcowym okresie ich żywota (oficjalna data zgonu: 31.12.1990) było w posiadaniu Polaków. Jak informowała gazeta: "Zamierzano zakończyć skupywanie bonów 31 marca 1991. Później termin ten przełożono na 30 kwietnia. Ponieważ jeszcze zgłaszają się klienci pragnący wymienić bony, bank postanowił w dalszym ciągu prowadzić skup.". Na koniec artykułu była jeszcze "dobra rada" dla banku aby zamieścił ogłoszenie w gazecie (często kiedyś spotykane): BONY KUPIĘ!
Ciekawe, ile takich - już bezwartościowych kawałków papieru - jest jeszcze w naszych domach, zostawionych tak na pamiątkę?


Jak się można teraz domyślić, będzie słówko o Peweksie. Wiem, już było, ale skoro trafiła się okazja... I tu dochodzimy do właściwego impulsu dla wpisu. "Prostytutki i cinkciarze bohaterami filmu o Dolarowcu"
(art.) - taki efekciarski tytuł nosi informacja filmie o mieszkańcach tego znanego wrzeszczańskiego budynku. Zainteresowała mnie część komentarzy dotycząca mieszczącego się kiedyś w tym wieżowcu sklepu Peweksu. Bo to taka bajka o oswajaniu przeszłości... Nie o chęci powrotu "starego" - jak to chcą widzieć niektórzy - ale właśnie umiejętności cieszenia się drobiazgami z przeszłości.

Zacznę jednak od słów tych, którzy... No właśnie. Z przytoczonej poniżej pierwszej wypowiedzi, jasno wynika, że często głos zabierają ludzie, którzy Pewex "znają z obrazka". Bo jak inaczej można zinterpretować takie słowa
Dolara:
"Olimp, siedlisko prostytutek, marynarzy i cinkciarzy. Czy to aby napewno było ulubione miejsce mieszkańców Gdańska? Kogo było stać na zakupy w Pewexie? Kur.@ i cinkciarz żył słodko w tamtych czasach [...]. Reszty przemyśleń człowieka szkoda cytować.

Zobaczmy zatem, kogo było stać na zakupy w Pewexie?

Grzesiek pisze: "Ja zaopatrywałem się głownie w Peweksie przy al. Niepodległości w Sopocie, choć zdarzało mi się kupić jeansy  i coś jeszcze we wrzeszczańskim. Dwa lata spędzone na chicagowskiej budowie zrobiły ze mnie finansowego krezusa".
Nie trzeba było jednak tułać się po świecie, aby zawitać w progach sklepu.
Pamiętam napisała: "Pewex w dolarowcu - pierwsza wypłata to równowartość 8 dolarów. Hiperinflacja. Kupiłam tam pierwsze Martini. Podaruj sobie odrobinę luksusu he he. Śmieszne z obecnej perspektywy.
"Dla mnie to miejsce fajnych wspomnień, pierwszy raz tato kupił mi "rysoraki", które mam do dzisiaj. To chyba ze 30 lat minęło... Próbuje przypomnieć sobie Noga, który szanuje swoje zabawki. Za to Dziedzic, jak przystało na dziedzica: "Ja wszystkie swoje resoraki wysadziłem w powietrze i spaliłem. Robiło się też crash testy, kładąc na szynie tramwajowej. To były czasy...
Natomiast
Observer zaobserwował, że coś spowszedniało nam z upływem lat: "Pamiętam smak orzeszków ziemnych z puszki i coca coli amerykańskiej... wtedy nie było mnie stać, dziś, kiesy mam pieniądze nie kupuję coli ani orzeszków.


Hmmm. Każdy musi sam wybrać, w jaki sposób zapamięta tamten, dość specyficzny okres handlowy. Podejdziemy do tego z humorem, ciesząc się teraźniejszością, czy też będziemy robić z siebie męczenników? Wybór należy do każdego z osobna.

"Pokaz filmu jest częścią artystycznego projektu "Gdańsk OdNowa", którego celem jest pokazanie ulubionych miejsc mieszkańców Gdańska - czy rzeczywiście ULUBIONE? - pyta Anonim. Na co gotową odpowiedź ma Monika: "A dlaczego nie???? Jest to miejsce wielu wspomnień. Dla mnie na przykład też. Mama kupiła mi tam pierwszą lalkę Barbie... Do dziś to pamiętam i jak przechodzę koło dolarowca to mi się przyjemnie robi...





Trzymam kciuki za wszystkich, którzy przechowują w sobie ciepłe wspomnienia "z epoki", na przekór wszystkim i wszystkiemu. Zapewne otwarte na dzień dzisiejszy bistro (zdjęcie z lipca), też kiedyś będzie ciepło wspominane przez jego bywalców, tak jak pobliski - choć znacznie wyżej ulokowany - "komunistyczny" Olimp.


*  *  *  *  *  *  *


No to kim ja jestem? Obrońcą PRL-u? Nic z tych rzeczy. Jestem obrońcą urodzonych pod złą datą, i ich niezbywalnych praw do wspomnień...
Jedna z niewielu piosenek, w której słucham tekstu. Oj, człowiek się starzeje...


Lou Reed - Who Am I


niedziela, 02 października 2011, slawnw

Polecane wpisy

Komentarze
2011/10/03 03:04:52
To ja dodam łyżkę dziegciu do tej historii. Bony walutowe Pekao (lub Baltony) to był chytry pomysł władz PRL. Osoby pracujące za granicą lub pływające na statkach otrzymywały diety w dewizach. Jednak tylko część kwoty otrzymywały w twardej walucie, bo oprócz tego dostawały bony ważne tylko w kraju, w sklepach Pewexu (lub Baltony). W latach 60-tych te diety nie były zbyt duże, ale za Gierka drzwi na zachód otworzyły się szerzej. Państwo obracało naszymi dolarami, a ludzie mieli papierki które mogli wydać tylko w ograniczonym zakresie w Pewexie. Tak to właśnie działało. Oczywiście w Peweksach można było też wydawać prawdziwe dolary.

Dodam, że latach 70-tych wielu ludzi morza mogło pracować już na obcych statkach i otrzymywać godziwy zarobek w dolarach (pomniejszony o podatek który odciągał armator). Ale w kraju od tych zarobków odciągano spory haracz przez różnego rodzaju agencje morskie, które miały wtedy monopol na wysyłanie ludzi do pracy na zagranicznych statkach.
-
slawnw
2011/10/03 15:49:50
Hmmm. Łyżkę dziegciu? Ten cały dolarowy system handlu w Pewexach był dziegciem! To wszystko było chore, ale zaistniało w naszej przeszłości i nic na to już nie poradzimy. Ale że to było chore, to od razu nie oznacza, że ktoś nie ma prawa wspominać ciepło lalki Barbie kupionej przez... No właśnie, przez kogo?
W tym pastwieniu się nad PRL nie potrafimy zachować umiaru i dlatego teraz co chwila klienci tych sklepów postrzegani są jako prostytutki, cinkciarze albo ubecy. To jest moim zdaniem teraz bardziej chore.

-
2011/10/04 03:25:03
Źle mnie zrozumiałeś. Ja tylko przedstawiłem pewne mechanizmy... PRL nie był tak zły jak go teraz się przedstawia. Mimo, że był to system chory niewydolny i zakłamany, to żyło się w miarę normalnie. Były pewne niedogodności w zaopatrzeniu, czy inne tego typu sprawy. Ale nie było też tak jak jest teraz wyścigu szczurów, całej tej gonitwy za pieniędzmi. Ponadto moje dzieciństwo przypadło na lata 60-te PRL-u, a z tego okresu życia chyba każdy ma miłe wspomnienia.
-
slawnw
2011/10/04 14:44:03
Być może źle zrozumiałem. Zrozumiałem, że za bardzo przesłodziłem obraz tamtych lat i stąd ta łyżka dziegciu...
W sprawie Pewexu to jeszcze dodam, że nie byłem stałym bywalcem tych sklepów. Czasami było to tylko oglądanie towarów, których i tak się nie kupiło, ale pamiętam, że zawsze było tam sporo ludzi. Więc co? Wszyscy byliśmy ubekami i prostytutkami?!? Taką wersję wydarzeń się lansuje. Bo taki jest trend.
Odpuściłem już sobie pisanie tekstów w stylu "nic tak naprawdę się nie zmieniło". Napisałem raz, czy dwa i wystarczy.
gdywstecz.blox.pl/2010/03/Ciaglosc-syfu.html
gdywstecz.blox.pl/2011/03/Znowu-te-chwilowe-przejsciowe.html
Zresztą ten mój punkt widzenia jest raczej taki filozoficzny, który nie pasuje do codziennego życia. Cóż, może po prostu, z wiekiem - nie jestem staruszkiem, może tylko za szybko dojrzałem - człowiek nabiera dystansu do życia. Poza tym, zawsze trudno o zrozumienie dla takiego stanowiska, więc sobie odpuściłem, chociaż nie raz korci mnie o napisanie czegoś w tym stylu. Oczywiście cenię sobie możliwość na przykład bezproblemowego wyjazdu wakacyjnego do Barcelony, który kiedyś byłby niemożliwy. Jednocześnie widzę, jak wielu ludzi nadal klepie biedę i nadal ma "swoje Pewexy" i może sobie pomarzyć o takim wyjeździe. Obecne autobusowe podróże Tuska - z dalekiego punktu widzenia - niczym się nie różnią od gospodarskich wizyt sprzed lat. Jeżeli gospodarz kraju tuż przed wyborami przypomina sobie o swoich poddanych i pyta ich o problemy, to słaby z niego gospodarz, że po 4 latach tak mało wie o swoim "gospodarstwie" (dla jasności: gdyby to jeździł Kaczyński, napisałbym to samo).

I tak by można w nieskończoność, ale po co? Chodzi tylko o to, aby obecne plusy nie przesłoniły nam minusów. ;)