Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Szkolne lata




Widok sprzed dwóch lat na "chłodniczaka", tudzież "pomnik".


Rozpoczął się kolejny rok szkolny, więc wypadałoby zrehabilitować się jakąś szkolną opowieścią o pozytywnym wydźwięku, po ostatnim rajdzie po spelunach. Swoją drogą, widać po komentarzach, że temat się spodobał, wywołując - nie wiedzieć czemu - nutkę nostalgii za spelunami sprzed lat.

No ale wracajmy do szkolnych lat, gdy człowiek jeszcze nie wiedział, że to właśnie jego najlepsze lata życia. Gdy jednak ta stara prawda wreszcie - po latach pracy w kieracie - do człowieka dociera, już jest za późno na powtórkę z rozrywki (choć podobno na naukę nigdy nie jest za późno). Każdy z nas, który ma już szkolne lata dawno za sobą, ma w zanadrzu jakieś historyjki z tamtego okresu swojego życia. No, można by godzinami... Ale ja mam taką jedną. Taką, która pasuje jak ulał do blogu, gdyż według powszechnego postrzegania minionego okresu, sytuacja, która zaistniała w moim szkolnym - ale jednocześnie już zawodowym - życiu, nie powinna się w ogóle wydarzyć.

Najpierw skończyłem trzyletnią przyzakładową zawodówkę, gdzie poczułem smak własnych pieniędzy. W pierwszym roku było to zaledwie takie kieszonkowe, wypłacane co miesiąc w zakładowej kasie, a w dwóch kolejnych "prawdziwie dorosła" godzinowa stawka. Później było wieczorowe technikum, ale wcześnie poczuty smak własnych pieniędzy (których młodemu człowiekowi ciągle było mało) trochę namieszał w życiowych planach. Muszę dodać, że w owych czasach, aby kontynuować naukę w wieczorówce, trzeba było mieć pracę, a zakład pracy niejako kierował do szkoły, zgadzając się jednocześnie na wcześniejsze zwalnianie z pracy cztery razy w tygodniu godzinę wcześniej. Wszystko szło dobrze przez pierwszy rok, ale tęsknie patrzyłem na "kierownicze stanowisko", a raczej na osiągane "za kółkiem" o wiele większe pobory, niż na warsztacie. Nauka może przecież poczekać, całe życie przede mną, więc zdążę - myślałem dość logicznie, jak mi się wtedy wydawało. No i przerwałem szkołę. Jakież było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia po mojej "logicznej decyzji" zostałem poproszony w pracy do telefonu, a po drugiej stronie słuchawki odezwał się nie kto inny jak dyrektor naczelny firmy. W dość stanowczych słowach storpedował moje plany, domagając się ode mnie kontynuowania nauki. Trudno mi było wtedy - ze strachu chyba - przeciwstawić się takiej "prośbie".

Wyobrażacie sobie to? Dyrektor, który za tak zwanej komuny (najprawdopodobniej - na takim stanowisku - jakiś nietuzinkowy członek partii) mając pod sobą kilkuset szeregowych pracowników, dzwoni do jednego z nich, interesując się jego poczynaniami?! Przecież według wszelkich znaków na niebie i ziemi powinien on mieć to w głębokim poważaniu. Tak przecież powinno być za komuny. Dla mnie bynajmniej taki obrót sprawy był szokiem. I wtedy, i dziś, gdy to zdarzenie sobie przypominam.



*  *  *  *  *  *  *

O jakim innym tytule mógłby być dzisiejszy dodatek jak nie school days?
Dziś dwie wersje. Pierwsza, pierwotna (z 1957 roku), dla starych wapniaków.

Chuck Berry - School Days

Oraz dla młodszych wapniaków: wersja AC/DC, pierwszy raz nagrana w 1975.

AC/DC - School Days




piątek, 02 września 2011, slawnw

Polecane wpisy

Komentarze
facetmorski
2011/09/03 23:35:15
Kończyłeś "chłodniczaka"?Może uczył Cię Franciszek Urbaniak?
-
slawnw
2011/09/04 11:03:44
W sumie to nie. Chodziłem do "mechanika", zarówno do zawodówki jak i wieczorówki, ale po pierwszym roku klasa tak się wykruszyła, że połączyli nas do klasy właśnie w "chłodniczaku". Może z tej przeprowadzki wynikła moja logiczna decyzja o przerwaniu nauki? Kto tam wie, co młodemu człowiekowi siedzi w głowie? ;)
-
facetmorski
2011/09/04 23:31:36
Mechaniczniak też kończyłem.... 5 letnie..