Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

PKS-y niczym PGR-y...






Nie stoją za mną żadne ekonomiczne szkoły, więc wszystko co widzę, oceniam okiem laika - tak na chłopski rozum. Może czasami wynikać z tego błędna ocena sytuacji, ale czytając nieraz oceny zawodowych speców od ekonomii, to śmiech mi tylko mało ust nie rozerwie. Poza tym, mam prawo "u siebie" się powymądrzać (w końcu o wolność słowa ludzie w poprzednim systemie też walczyli).

Tak stojąc na peronie stacji Gdańsk Oliwa i patrząc na zaparkowane jakby ukradkiem - pośród gruzowiska - pojazdy PKS-u, pomyślałem z przekąsem: ale sukces osiągnęliśmy. Niby scanie nowe, ale to już tylko cień byłego - prawie - monopolisty w przewozach towarów i ludzi. Powie ktoś: no i dobrze, wolny rynek zweryfikował to, co było złe w komunie. I pewnie będzie miał rację, że to wszystko nie funkcjonowało na zdrowych, ekonomicznych zasadach, ale... Jeśli firmy działały w określonej rzeczywistości odgórnych rozdzielników i nakazów, a nagle, po kilkudziesięciu latach, powiedziano: "a teraz róbta co chceta, ratujcie się sami", to nic dziwnego, że wiele firm nie potrafiło się odnaleźć w nowej rzeczywistości i musiało paść. Myślę, że kiedyś jeszcze historia zweryfikuje ten czas przemian, spojrzy na wszystko z dystansu i... wyjdą na jaw różne szemrane interesy, nad którymi w ferworze walki "od pucybuta do milionera" i zachłyśnięcia się kolorami zachodu, jakoś łatwo przeszliśmy do porządku dziennego. Jakoś dziwnym zrządzeniem losu, w tym samym czasie, gdy padały PKS-y (mam tu na myśli oddziały ciężarowe), ludzie związani z tymi firmami stanęli na czele niewielkich nowych firm, które nierzadko potrafiły jakoś zakupić nowe zestawy i prowadzić działalność. W tym wszystkim nie chodzi mi o zazdrość, że to nie ja stoję na czele takiej firmy, ale o fakt, że takie rozdrobnienie firm (nie tylko przewozowych), powoduje eliminowanie nich z rynku przez naprawdę potężne firmy zagraniczne. Myślę, że to największy błąd, że wszystko puszczono na żywioł, pozostawiając niewidzialnej ręce rynku, bo ona wcale nie jest taka "niewidzialna" jak nam się wmawia (najbardziej "niewidzialną ręką" była ta z "Teleranka"), dobitnie pokazały to ostatnie przykłady ratowania banków i koncernów samochodowych pieniędzmi z państwowych kas.



Zdj. październik 2008. 20-letnie mercedesy z odzysku - o niewielkim przebiegu - pewnie lepsze niż autosany, ale...

Jeszcze trochę przynudzę o współczesnym kapitalizmie, na przykładzie PKS-ów zajmujących się przewozami osób. Zazwyczaj, firmy wykupujące prywatyzowane nasze firmy postrzegane są - i przedstawiane - jako dobrodzieje bez skazy, chcący pochylić się nad robotnikiem, któremu widmo bezrobocia staje przed oczami. Wszystko jest ładnie i pięknie w ogóle, ale jak człowiek przyjrzy się tak bliżej, to już wszystko nie wygląda tak różowo.

W zeszłym miesiącu ukazał się art. Król prywatnych autobusów i kontrakt za 2 miliardy złotych, w którym dowiadujemy się o karierze Eugeniusza Szymonika, prezesa Mobilisu, jak czytamy w artykule "największej w Polsce autobusowej". Jak wspomniałem na wstępie wpisu, nie jestem ekonomicznym ekspertem, więc wszystko co jest napisane o karierze "króla" - takiej typowej "od pucybuta do milionera" - przyjmuję jako prawdę. Załóżmy, że człowiek jest obrotny, wiedział wokół czego się zakręcić itd. Niech mu będzie. Ale znowu pojawia się to moje "ale"...

Kiedyś nie byłem zwolennikiem czytania komentarzy do artykułów, bo zazwyczaj tam ludzie piszą bzdury, wyładowując swoje frustracje, ale czasami, pobieżnie przeglądając wpisy można coś ciekawego wyłowić. No i właśnie w komentarzach do wspomnianego artykułu znajdował się link do innego, który w odmiennym świetle stawia działalność "dobroczynnego" Mobilisu. Zaczyna się ten artykuł tak: 15-letnia kupa złomu, która jeździła po Izraelu tak długo, że została wyeliminowana z lokalnych dróg, dzięki zabiegom firmy Mobilis (właściciela m.in. PKS-u w Mławie), ma zostać zaprezentowana polskim podróżnym jako nowiutki autobus. Nie będę się zagłębiał za bardzo, bo właściwie już po tym wstępie można się zorientować o co chodzi. A chodzi o to, aby wejść na rynek jak najtańszym kosztem, a gdy się już wyciągnie pieniądze od ludzi i od samorządów, stanąć już solidnie na nogach. Ktoś powie, że to nie jest nielegalne. Być może, tylko szkoda, że tym samym jesteśmy cały czas śmietnikiem Europy i dajemy na to przyzwolenie (pomijam fakt, że w ten sposób mogliśmy sami stanąć na nogi, bez pomocy takich "filantropów"). Dlaczego Mobilis wchodząc na holenderski wysyła na ulice "ok. 250 nowiutkich scani", a u nas podrasowuje starocie? Bo tam ze złomem nikt by ich po prostu nie wpuścił na rynek. Tam się wymaga czegoś od kogoś, kto ma zarabiać na tamtejszym rynku. I tak jeszcze na marginesie. Dziwne są dla mnie takie przypadki: ukazuje się krytyczny artykuł pod adresem firmy x, a zaledwie po dziesięciu dniach możemy przeczytać piękną laurkę o niej.

Poczyniłem sobie jeszcze notatki nt. zakupu gdyńskiego PKS-u, ale już tego nie będę przytaczał, bo wystarczy, że mnie samemu "ręce i nogi opadały" gdy czytałem o "dużym zastrzyku gotówki i nowym taborze", a kończyło się na Mercedesach z odzysku, oraz o dobroczyńcach, którzy byli "ostatnią deską ratunku" dla firmy.


Żeby jednak nie kończyć tak tylko o samym złomie na naszych drogach, to poniżej obrazek, który można zobaczyć od mniej więcej miesiąca na naszych drogach.



Mam nadzieję, że przewoźnik - Polski Bus - dłużej zagości na naszych drogach niż dla przykładu Polski Express, którego żółte autobusy były w latach 90. częstym na nich widokiem. Ale się nie udało... Może tym razem? Na wszelki wypadek zrobiłem zdjęcie. A nuż przewoźnik też padnie? A zdjęcia pozostaną.

Znak naszych czasów: Polski Bus chwalił się w jednym z artykułów, że "na Facebooku przybyło nam 8 tys. fanów. Jak na 10 dni to bardzo dobry wynik". Fani fanami, ale liczą się realni klienci, a tych, chyba przewoźnikowi teraz nie zabraknie, gdy kolej ledwo dyszy, a samoloty jednak drogie. Jak można było oczekiwać, dziś już ze świecą szukać biletów za złotówkę. Na dziesięć prób, nie znalazłem ani jednego w tej cenie, chociaż szukałem w najodleglejszych z możliwych terminów. To akurat powinno być już dla nas oczywiste, po tylu latach pławienia się w kapitalistycznym dostatku z jego pułapkami i chwytami marketingowymi, że tylko na początku można coś dla siebie uszczknąć z pańskiego stołu.



*  *  *  *  *  *  *

Taki nowoczesny autokar, który w wyposażeniu, oprócz WC, skórzanych foteli i jeszcze kilku innych bajerów, ma... zawodowego kierowcę (dobrze, że o nim nie zapomnieli!), to szczyt marzeń, prawda? W porównaniu do starego autosana, czy też mercedesa z Bundeshwery to wręcz taki statek kosmiczny na ropę
(zaleca się tylko słuchanie).

Ship of Fools - Diesel Spaceship



czwartek, 25 sierpnia 2011, slawnw

Polecane wpisy

Komentarze
kasiak74
2011/08/25 13:21:18
takim polskimbusem.com chciałam się przejechać do warszawy, ale nie wyszło - zmienili mi godzinę wylotu... ale może jeszcze się uda... - może do Pragi?;)
-
slawnw
2011/08/27 19:11:47
Uda, się uda - z pewnością do EURO firma wytrzyma. ;)