Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

20 lat Internetu, ale... nietu



Właśnie dowiedziałem się, że na dzisiejszy dzień przypada dwudziestolecie istnienia Internetu w Polsce. Przyjęta data wyznacza oczywiście w sposób symboliczny ten początek - jak to można w większości wiadomości przeczytać: przesłanie pierwszej wiadomości tym sposobem. Chociaż jak mówi jeden z "ojców sieci" w tym artykule: "Mówi się, że to był pierwszy e-mail, ale tak naprawdę to nie była żadna wiadomość, tylko połączenie kabelków, dzięki którym udało się nawiązać kontakt z Uniwersytetem Kopenhaskim". Połączenie trwało minutę i nie zachował się po nim żaden ślad...

Tak to właśnie jest z tym wirtualnym światem: coś jest, a jakby tego nie było, więc niech ten dzień posłuży tylko za pretekst do spojrzenia wstecz na rzeczy minione. Bo blog jest nastawiony tendencyjnie, więc obchodzimy 20 lat Internetu, ale... nietu (zapis w celu dobrego rymu). Czyli obchody wirtualne, a zainteresowanych historią internetu odsyłam do linkowanego artykułu. Może do tematu wrócimy kiedyś w ramach spoglądania wstecz o 20 lat?


Zanim zaczęliśmy wysyłać wiadomości z prędkością światła, to inna sieć oplatała nasze miasta. I w odróżnieniu od tego wirtualnego świata, po którego początku "nie zachował się żaden ślad", po tej - realnej sieci - zachowały się u mnie namacalne ślady.



Zwykłe koperty ze stemplami ambulansów pocztowych, które w tym roku definitywnie zniknęły z polskiej rzeczywistości. To pozostałość po jednej z wielu chwilowych zachcianek zbieracza wszystkiego i niczego zarazem. Od połowy tego roku już takie stempelki są nie do zdobycia. W nocy z 28 na 29 maja tego roku wyruszył w podróż ostatni ambulans pocztowy (nr 930) relacji Kraków-Szczecin. Tym samym kolej przestała być wykorzystywana u nas do przewozu poczty (więcej o tym tu).

To było takie kolejne "kopnięcie", które zaowocowało chwilowym zainteresowaniem i liźnięciem tematu, spowodowane zwykłą ciekawością. Impulsem była wzmianka w jakimś kąciku filatelistycznym z instrukcją, jak się zabrać do tego typu zbieractwa. Uzbrojony w wiedzę teoretyczną, gdzie zdobyć informacje o kursowaniu ambulansów, udałem się pewnego słonecznego dnia do budynku poczty głównej przy gdyńskim dworcu PKP. Z taką lekką nieśmiałością, bo pomyślałem, że potraktują mnie tam jak kogoś niespełna rozumu, ale nie... Po pokonaniu pierwszego punktu oporu, czyli portierni, i dostaniu się do odpowiedniej komórki organizacyjnej potraktowano mnie najzupełniej poważnie. Dostałem swoje biurko, wielką księgę i mogłem zacząć spisywać interesujące mnie dane. Pamiętam jeszcze, że padło pytanie, czy jestem z jakiegoś koła filatelistycznego i nawet początkowo myślałem o zełganiu, ale szczęśliwie nie był przeszkodą fakt, że cały czas byłem i jestem takim wolnym strzelcem (bardzo aspołeczny typ ze mnie). Jako że całą sprawę nie traktowałem tak całkiem serio serio, po spisaniu kilkunastu ambulansów opuściłem gościnne progi gdyńskiej poczty.

Trochę wysiłku wymagało zdobycie ostemplowanej przesyłki. O ile dobrze pamiętam, adresowane do siebie listy wkładało się do zbiorczej koperty, adresowanej do naczelnika poczty, która nadzorowała konkretny ambulans. W niej była prośba o przekazanie całości do załogi ambulansu i druga prośba - już do naczelnika(?) ambulansu - o ostemplowanie listów (były dwa: dla "tam" i "z powrotem") i ich odesłanie. I po zabawie. Komu by się dzisiaj chciało robić tyle zabiegów, aby otrzymać kawałek papieru ze stempelkami? Mnie jednak się chciało i dzisiaj mam świadectwa sieci, która odeszła już definitywnie na boczny tor.



*  *  *  *  *  * *

Przy okazji, skoro już jestem przy temacie rzeczy znikających z naszej rzeczywistości, takie dwa zdjęcia, które nie miały okazji wcześniej zaistnieć. Dziś jako rozciągnięty dodatek muzyczny. Chociaż w przypadku poniższych drobiazgów znaczniej trudniej określić koniec ich używania, w odróżnieniu do takich ambulansów pocztowych, którego datę ostatniego użycia dokładnie znamy. Oficjalnie ogłoszono już kilka lat temu koniec produkcji kaset magnetofonowych i walkmanów. No ale podejrzewam, że jacyś nawiedzeni ludzie - poza mną - czasami odtworzą sobie jeszcze coś ze starej kasety na wysłużonym walkmanie, bo tego, że w wielu domach takie rzeczy jeszcze są, jestem absolutnie pewien.





Niech zabrzmi taki pożegnalny, nastrojowy utwór z płyty grupy Pallas (reprodukcja okładki widoczna na kasecie powyżej), dla tych wszystkich generacji wychowanych na muzyce nagrywanej z radia na taśmy i kasety. Jednak zawsze trzeba się odnaleźć "When the time comes to say goodbye"...

Pallas - Generations





środa, 17 sierpnia 2011, slawnw

Polecane wpisy

Komentarze
2011/08/19 04:04:25
Też gdzieś u mnie w domu jest sprawy i jedyny Walkman, ale kto :P w erze odwarzaczy MP3 go by urzywał, a kastet pełno np :P Natalka.
-
slawnw
2011/08/19 11:28:58
Trzymaj to wszystko. Kiedyś dostaniesz za to czapkę pieniędzy. ;)