Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Ostatni taki Jelcz



Nie od dziś wiadomo, że faceci to wieczni chłopcy. Udowadnia to trwająca obecnie wystawa w Gdańsku pod nazwą "Dlaczego nie klocki lego?", na której można zobaczyć różnego rodzaju urządzenia wykonane z tych klocków.





Wróćmy jednak na ziemię, czyli do spoglądania wstecz. Pamiętam, że na polskim rynku w czasach minionych były dostępne w założeniu podobne klocki do tych z Lego - nie mam pojęcia jakiej produkcji (krajowej?) - ale wydaje mi się, że można było z nich właściwie robić tylko domy, bo miały takie gotowe elementy jak okna, balkony i dachy. Tych, którzy chcieli zbudować coś w stylu urządzeń prezentowanych na filmie, musiał zadowolić zestaw składający się z metalowych elementów. Nazywał się on najprawdopodobniej "Mały konstruktor", bo po wpisaniu takiego hasła w wyszukiwarce (z dodatkiem 'prl') znalazłem zdjęcia takich zestawów, które były do sprzedania na Allegro.
Wydaje mi się jednak, że tak jak w czasach minionych, tak i teraz takie "zabawki" z klocków lego, to nie są nadal na każdą kieszeń - zmroziła mnie informacja, że na stworzenie skomplikowanych maszyn z klocków lego trzeba przeznaczyć od dwóch do dziesięciu tysięcy złotych?!

Skoro kiedyś nie wszystko było dostępne, to trzeba było sobie te braki nadrobić w swoim zakresie. Z pozoru zadanie niewykonalne, ale od czego był własny pomyślunek, w tak zwanych szarych czasach.




To był ostatni model Jelcza wyprodukowany już ponad 30 lat temu w domowej montowni, całkowicie bazującej na bloku technicznym i butaprenie. Można powiedzieć, że ten widoczny na zdjęciu okaz, to taki model pokazowy. Dla muzeum, wykonany po zakończeniu właściwej produkcji. I właśnie ten model, jako jedyny, zachował się gdzieś w zakamarkach szaf. Nie miały te modele za zadanie być kopią prawdziwych pojazdów, miały mieć tylko ogólny - rozpoznawalny - kształt ciężarówki. Produkcja seryjna (wzorem PRL-u) różniła się trochę od tej eksportowej "amerykańskiej" wersji. Nie było przezroczystych szyb, ani wewnętrznych elementów kabin. Reszta była taka sama: obrotowe koła (tylne wzmacniane), blok silnika, sprzęgło, skrzynia biegów (wszystko oczywiście w zarysie), wał napędowy.

Przetrwaniu tego Jelcza sprzyjało to, że z założenia był on przeznaczony na 'ZN', czyli, stosując terminologię wojskową, na 'zapas nienaruszalny'. Wszystkie seryjne egzemplarze - a było tego trochę, bo liczba 117 na modelu oznaczała numer kolejny, ale tylko dla tego typu! - były przeznaczone przede wszystkim do zabawy i... różnego typu testów - głównie wytrzymałościowych. Duża część produkcji zakończyła żywot również przy "kontroli technicznej". Kontrola występowała, gdy kontroler przychodził do domu ze szkolnej wywiadówki i coś tam mu się nie podobało... Po okresie karencji - zazwyczaj około miesiąca - produkcja ruszała ponownie pełną parą i wkrótce tabor był odbudowany.

Były jeszcze rozpoczęte próby skonstruowania czegoś bardziej skomplikowanego. Był już gotowy silnik z ruchomym korbowodem i tłokami (wszystko z papieru), który był napędzany silniczkiem od jakiejś zabawki, ale... człowiek podrósł i głupoty wyszły mu z głowy.

Dziś raczej dzieci i młodzież bazuje na wyrobach gotowych, dostępnych w sklepach, jeżeli w ogóle chce im się coś robić poza siedzeniem przed komputerem. No i może musiałbym w ten sposób zakończyć, gdyby nie "światełko w tunelu", jakie dojrzałem po wysłuchaniu jednej z radiowych audycji. "Przedszkole bez zabawek" - taki tytuł miał reportaż z jednego z przedszkoli, które jednak wbrew tytułowi, nie jest całkowicie pozbawione zabawek. Nie ma w nim jednak "zwykłych" zabawek. Takich ze sklepu. Dzieci muszą je sobie zrobić samemu, przynosząc z domów rzeczy, które zazwyczaj są wyrzucane do kosza. W tej zwykłej-niezwykłej placówce szare zamienia się w złote, bo zazwyczaj, te własnoręcznie wykonane - "śmieciowe" - zabawki dzieci cenią sobie najbardziej. No i proszę, kiedyś przymuszała do kreatywności codzienność, a dzisiaj niecodzienne przedszkole. Z pospolitości w elitarność. Świat zwariował...


*  *  *  *  *  *  *

Czy takim Jelczem można było wybrać się w magiczną, tajemniczą podróż? Z pewnością.

The Beatles - Magical Mystery Tour



środa, 13 lipca 2011, slawnw

Polecane wpisy

Komentarze
2011/07/16 22:28:05
Tak a propos modeli z papieru czy kartonu, to zrobił na mnie kolosalne wrażenie model ciężarówki Kraz (o której już była tutaj mowa): www.wykop.pl/link/608143/papierowy-model-ciezarowki-kraz-255b/
-
slawnw
2011/07/17 19:16:44
Kraz robi rzeczywiście wrażenie, ale ja nie miałbym tyle cierpliwości, aby go zrobić.
Z drugiej jednak strony, to żal byłoby robić na takim modelu testy wytrzymałościowe. ;)