Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Przy okazji 36. FPFF, czyli Fellini Days



Właśnie trwa w Gdyni 36. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych, więc nadarza się okazja aby przypomnieć... kino Warszawa. Można zapytać: gdzie tu okazja? Właśnie w ostatnich latach działalności tego kina odbywały się w nim pokazy festiwalowe, ale jak widać nie uratowało to go przed likwidacją. I nie ma co teraz narzekać, że szkoda, że po co nam był potrzebny kolejny market zamiast placówki kulturalnej? Sami zagłosowaliśmy nogami... Teraz jakby ocknął się Gdańsk - chcąc resztkami sił i argumentów ratować byłe kino Leningrad (od 1993 - Neptun), chcąc urządzić w nim coś w rodzaju muzeum filmu. Gdańskie kino zamknięto w 2008 roku, więc taki zryw obronny, to już jakby musztarda po obiedzie. No ale wróćmy do gdyńskiej "Warszawy" i zajrzyjmy na jej zaplecze.




Gdy zobaczyłem to powyższe zdjęcie z 1971 roku, przedstawiające tyły kina Warszawa, pomyślałem (więcej zdjęć w galerii Klubu Filmowego), że muszę sobie to zobaczyć z perspektywy dnia dzisiejszego. I stało się tak dlatego, że zdjęcie jest wykonane w absurdalny sposób, wbrew wszelkim zdroworozsądkowym regułom - z drzewem pośrodku. Zainteresował mnie właśnie los drzew w wielkim mieście.



Różnica widoczna gołym okiem. Drzewa musiały ustąpić miejsca nowym naszym potrzebom. Trzeba gdzieś parkować te nasze auta. Dla nie zorientowanych w topografii miasta: za moimi plecami znajduje się potężnych rozmiarów parking, na który skręca pojazd nadjeżdżający z lewej strony. Nie mam tu jednak zamiaru ronić łez nad każdym znikającym w mieście drzewem, ale zwrócić uwagę na to, jak dużej wyobraźni potrzeba przy wybieraniu miejsc, w których mają one wyrosnąć (i się czasem baaardzo rozrosnąć).


Proponuję jeszcze zajrzeć do środka kina, jeszcze sprzed przebudowy. Do palarni - miejsca może mało przyjemnego dla niepalących, ale na zdjęciu mającego swój klimat (tak to jest już ze zdjęciami, że czasami nas oszukują swoim wybiórczym spojrzeniem).



*  *  *  *  *  *  *

Zaciągnijmy się więc wirtualnym papierosowym dymem. Włączmy płytę Fisha 'Fellini Days' sprzed dziesięciu lat, i słuchając utworu '3D' (fragmentami równie niestrawnego jak niektóre produkcje filmowe, ale...) zatrzymajmy się przy temacie starych kin.

Przeglądając sieć przypadkowo wyszło na to, że w naszej stolicy było kino Moskwa, Gdańsk miał swój Leningrad, a Kraków - Kijów. I ku memu zdumieniu okazuje się, że to ostatnie... działa do dzisiaj. Może nie jest ten ostatni fakt jeszcze tak niezwykły (choć zasługujący na wzmiankę), ale to, że działa nadal pod niezmienioną nazwą, jest już raczej ewenementem na polską skalę. Chociaż... Wszystkie trzy miasta kojarzą mi się z byłym ZSRR, to jednak istnieje pewna różnica. Kijów nie leży już w granicach Rosji. Teraz to stolica Ukrainy - kraju też tak jak my, przez lata starającego się wyrwać spod radzieckiego panowania i w końcu naszego partnera rozgrywek EURO 2012. Więc nazwa krakowskiego kina nie jest dziś tak wstydliwa, jak w przypadku wymienionych pozostałych. Gdy tak cieszyłem się, że znalazłem taką perełkę, światełko w tunelu, że nie wszystko musi poddać się ogólnym prawom komercji, przed moimi oczami wyrósł tytuł: "Kino Kijów sypie się po zimie". Ufff. Po lekturze okazało się, że to tylko gazetowe maniera wyolbrzymiania faktów, które mają zwiększyć czytelnictwo. Sypały się tylko schody, a nie całe kino (mam nadzieję że już wszystko wyremontowane?). Nie znam współczesnych losów krakowskiego kina - powstałego w 1967 roku - i faktów, które uchroniły je przed staniem się kolejnym centrum handlowym - choć i te są potrzebne, ale jest to przykład, że czasami da się zrobić coś wbrew wszelkim prawom komercji.


piątek, 10 czerwca 2011, slawnw

Polecane wpisy

Komentarze
2011/06/11 17:39:06
A propos wspomnianego parkingu, to kiedyś stały tam baraki szkolne: youtu.be/PCfne-OTS-M
-
slawnw
2011/06/11 18:05:44
Oj, będą kary regulaminowe za wyprzedzanie wypadków i podglądanie moich myśli. ;)
Ale jeszcze wykorzystam filmy tego użytkownika (i nie tylko tego), jak się zbierze temat. A powód może być zaskakujący. :)