Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Gdzie mieszkały książki?





Te dwa budynki miały w przeszłości coś ze sobą wspólnego. Pozostała jednak nie zmieniona ta sama bryła, bo jak się okazuje, unifikacja w budownictwie obiektów handlowych też istniała w odległych latach.




Obydwa budynki dzieli dość spora odległość (choć to rzecz względna). "Auto moto" to widok z gdyńskiego Oksywia, a sklep z sukniami ślubnymi znajduje się w Redzie. Branże dość odległe, chociaż... do ślubu pieszo się nie chodzi...
Jednak w czasach słusznie minionych w obydwu budynkach znajdowały się księgarnie "Domu Książki". To takie moje wspomnienie, które postanowiłem odświeżyć przy okazji kolejnego załamywania rąk nad spadkiem czytelnictwa, w związku z podwyżką podatku VAT-u na książki. Nie mam pojęcia, jaki wpływ na coraz rzadsze sięganie po książkę ma jej cena, ale zapewne nie poprawi tej sytuacji kupowanie dzieciom "książki, która sama się czyta".


*  *  *  *  *  *  *

W związku z nową branżą sklepu z Redy, dziś piosenka z repertuaru trochę chyba ostatnio zapomnianej Tracy Chapman z 2000 roku.

Tracy Chapman - Wedding Song


sobota, 07 maja 2011, slawnw
Tagi: handlowo

Polecane wpisy

Komentarze
2011/05/08 09:05:55
No właśnie, gdzie się podziały książki? A potem się dziwimy, że mamy dysortografię itp.
Najprościej byłoby powiedzieć, że to kwestia wychowania, ale chyba nie do końca. Mój syn (rocznik 1987) od najmłodszych lat widział rodziców czytających książki. Wieczorami też zawsze czytałam mu bajki, a sam jakoś zupełnie nie odczuwał takiej potrzeby. Prościej było wrzucić kasetę do magnetowidu czy usiaść przed komputerem....
Wiesz kiedy nastąpił przełom? Gdy na rynku pojawił się "Harry Potter". To była pierwsza książka, po którą sięgnął sam, niczym niezachęcany. W dodatku, gdy pojawiła się ekranizacja - po wyjściu z kina stwierdził "film dobry, ale ksiażka lepsza". Od tej pory zaczął po prostu czytać książki.
Byłam tak zachwycona, z wrażenia sama też przeczytałam HP, chcąc sprawdzić - co w niej jest takiego, że dało tak pozytywny skutek. I wiesz - też mi się spodobała - nie znalazłam tam nic z tego, o co posądzają ją krytycy.
-
2011/05/08 11:21:00
Vat vatem, ale są też biblioteki! I nie jest żadnym obciachem z nich korzystać - kto był w Skandynawii, Anglii, Stanach, ten wie - jeśli potrzebne są argumenty międzynarodowe. I co? Mają trochę pisarzy, nieprawdaż?
Każdy wójt zawsze się trzy razy zastanowi czy likwidować bibliotekę, jeśli ma ona dużo czytelników. Gmina spełni swój gminny obowiązek, kupując książki dla swoich obywateli. Nawet droższe o 5%.
Mam dziwne wrażenie, że u nas biblioteki publiczne uważane są za przeżytek PRLu. Głupie to, aż boli.
-
slawnw
2011/05/08 20:24:11
@Marzatela - najprościej to byłoby odpowiedzieć, że człowiek to zawsze idzie na łatwiznę. Książka to też taka podróż w wirtualny świat, tyle tylko, że wymagająca myślenia, wyzwolenia wyobraźni. Trudno o to, gdy konkuruje z tym komputerowy świat, który podaje nam to wszystko na tacy - bez wysiłku. Być może lata PRL-u paradoksalnie pomagały książce? Chętniej uciekali ludzie od szarego życia w świat książki.
Moja, taka podróż wirtualna (książkowa) po świecie rozpoczęła się od serii książek podróżniczych, które dodatkowo zawierały reprodukcje znaczków pocztowych z opisywanych krajów. Mam wszystkie te książki do dziś! Szkoda tylko, że zapodziały się ekslibrysy (tak to się chyba zapisuje?), które dołączane były do książek z logo "Ekranu z bratkiem", bo za pośrednictwem tego programu zamawiało się wtedy te książki - niestety, szczegółów tego procesu nie pamiętam.
A co do rozczarowania wobec filmu, po przeczytaniu książki, to miałem kiedyś podobne odczucia przy "Apollo 13"...

@Porcella - Wiele rzeczy, które nam nie pasują, zwalamy na karb reliktu PRL, aby mieć dobrą wymówkę do likwidacji. Idąc za ciosem. Ostatnio usłyszałem w radio wypowiedź dyrektora jednej z polskich szkół, że "szkolne stołówki to relikt socjalizmu". Jak słyszę takie bzdury z ust ludzi, którzy powinni mieć trochę oleju w głowie, to nóż w kieszeni sam się otwiera. Wspomnieć by można jeszcze szkolne higienistki... ale odbiegam od tematu.
Jak dobrze pamiętam, mamy tu osobę najbardziej rozeznaną w temacie. Jak z poziomu biblioteki wypadamy pod względem czytelnictwa na przestrzeni lat?
-
marzatela
2011/05/08 21:17:43
Ja niestety nie zachowałam swoich książek z lat młodzieńczych. Pierwsza wyprowadziłam się z domu, w domu zostawało młodze rodzeństwo, więc jakoś niezręcznie mi było.
Tworząc własny świat przy czytaniu książki - chyba jednak bardziej się rozwijamy, zmuszamy naszą wyobraźnię, a nie jesteśmy biernyi odbiorcami wizji reżysera czy scenografa.
A tak przy okazji - znam jeden wyjątek, gdy z dennej książki zrobiono świetny film. "Przygody kanoniera Dolasa" (autora nie pamiętam) czytało się fatalnie, a film "Jak rozpętałem II wojnę światową" bawi mnie do dziś.
-
slawnw
2011/05/10 19:31:14
Tak trochę obok tematu wyobraźni, choć nie książkowej. Wysłuchałem dzisiaj w radiowej "Trójce" reportażu o "przedszkolu bez zabawek", bez zabawek ze sklepu. Fragmenty tego można odsłuchać tutaj:
www.polskieradio.pl/7/473/Artykul/318133,Najlepsze-zabawki-sa-z-papieru-i-pudelek
-
2011/05/11 18:41:27
Wywołana do odpowiedzi. Proponuję np. wyborcza.pl/1,75475,9120184,Trzy_strony_to_za_duzo__56_proc__Polakow_nie_czyta.html Niestety - pod wpływem świeżej demokracji wiele lat temu zmieniłam zawód ... ale bibliotekarstwo jest nadal moją wielką miłością. Wypożyczam, a jakże.
A w ogóle z ekranu się gorzej czyta. No jak się popłakać nad rozterkami dusznymi bohaterów nad klawiaturą??!