Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Śladem artykułów



Początkowo chciałem na tym blogu zamieścić od czasu do czasu zdjęcie w kontekście jakiegoś artykułu, ale jak to często bywa, życie pokazało, że blog poszedł własną drogą. Jednak dzisiejsze zdjęcie jest właśnie w związku ze związkiem...




Robiąc powyższe zdjęcie pomyślałem, że gdybym mieszkał w centrum Gdyni, to śmiało mógłbym założyć blog dokumentujący zmiany w "galerii handlowej". Co chwilę zachodzą na tym polu zmiany - materiału do publikacji by nie zabrakło. O to byłbym spokojny. Przynajmniej do czasu, gdy to wszystko się nie ustabilizuje. W miejscu "Świata używanej odzieży" za starych czasów funkcjonował sklep "Składnicy Harcerskiej", później pamiętam na tym miejscu jakiś salon samochodowy. Teraz powstaje puste miejsce po sklepie, który powinien mieć się dobrze, pomimo nieszczególnie atrakcyjnej lokalizacji - w głębi ul. Władysława IV.

Tu takie właśnie małe zdjęciowe odniesienie do wzmianki o tym, że "Niunie z biurowców windują ceny w szmateksach". Artykuł z "Metra" podchwycony został przez wszystkie możliwe serwisy. Ta informacja o wzrastających cenach w sklepach z używaną odzieżą, to właściwie ani mnie ziębi, ani chłodzi. Tak samo jak i różne poglądy innych na sam fakt istnienia takich obiektów (wcześniej chyba nazywanych jednak lumpeksami?) - bo to tylko był pretekst do puszczenia fotki. Mogę tylko dodać, że "za moich czasów" taki drugi obieg odzieży funkcjonował w formie wymiany wewnątrzrodzinnej. To tyle w tym temacie.

Natomiast w innym temacie, w związku z podążaniem śladem publikacji, mam ciut do dodania. "Dałam łapówkę" z wytłumaczeniem będącym w rzeczywistości usprawiedliwieniem, że "jestem dzieckiem PRL-u" - tak stwierdziła pewna aktorka. W komentarzach oczywiście przeważają poglądy, że właśnie tylko w czasie słusznie minionym mogło tak być. "W kapitalizmie łapówkarstwo zredukowano do minimum" - informuje jeden z internautów. Inni próbują mu to wyperswadować twierdząc, że owszem - tak jest, ale dzięki temu, że łapówkę zastąpił lobbing. I z tymi ostatnimi poglądami jest mi bardziej po drodze.
Gdy "komuna" chwiała się już porządnie w posadach w latach 80. to jeden znajomy z pracy (może bardziej: współtowarzysz pracy, bo pełnił on wtedy jakąś niewielką rolę w ówczesnych strukturach partyjnych) tak mi pewnego dnia wykładał o wyższości... "Myślisz, że w kapitalizmie nie ma łapówek?". Na moje wymowne spojrzenie, zaraz dodał: "oczywiście nie dotyczy to sytuacji, gdy chcesz kupić lodówkę, ale gdybyś miał do sprzedania 10 samolotów Mirage...?". Nie pamiętam jak tamta wymiana zdań się wtedy zakończyła, ale gdzieś podskórnie miałem świadomość, że tam hen daleko, za pilnie strzeżonymi granicami, nie może być tak zupełnie idealnie. Nie musiałem długo czekać, aby się o tym naocznie przekonać.

Pierwsza połowa lat 90. Poznajemy smaki kapitalizmu. Na nasze rynki z impetem wchodzą zagraniczne koncerny, węsząc złoty interes. W jednej z takich firm nowego świata (z amerykańskim rodowodem) przyszło mi przez krótką chwilę pracować. Firma X działa w mieście Y, rozwożąc swoje towary po sklepach całego miasta. Niestety, w pewnym momencie miasto Y, chcąc odblokować zatłoczone ulice centrum, postanawia ograniczyć możliwość dostaw przez pojazdy ciężarowe do sklepów do zaledwie kilku godzin przedpołudniowych. To oznacza zupełny paraliż ustalonego porządku dnia firmy X. Kierownictwo firmy postanawia odwiedzić urząd miasta z "marchewką" - czyli ciężarówką wyładowaną dobrami produkowanymi przez nią.
Następnego dnia porządku dziennego firmy X nic nie zakłóca. Po prostu, od tamtego dnia na ulicach miasta Y są równi i równiejsi...



Miraż górny. To tak a propos Składnicy Harcerskiej i tych dziesięciu samolotów Mirage.


P.S. Zaręczam, że ostatnia historia jest prawdziwa, ale jakby co: zbieżność nazw i zdarzeń przypadkowa.


*  *  *  *  *  *  *

Saxon - Princess of the Night

Dzisiejszy dodatek już pełnoletni - z 1981 roku. Z płyty "Denim & Leather", czyli: dżins i skóra, więc jak najbardziej w związku ze szmateksem. Utwór mógłbym zatytułować "niuniom" (nieznanemu mi wcześniej określeniu), które po zakupach w salonach odzieży używanej może mogłyby być "princess of the night". Wszystko by się zgadzało, gdyby nie to, że piosenka nie o takiej księżniczce z pałacowych komnat prawi. Ale co tam. Z tym skojarzeniem to tak trochę jak z jednym z komentarzy pod informacją o szmateksach: Mnie też przypiliło. Jeżdżę samochodem bez dachu, piję stare wino i słucham muzyki z gramofonu...


sobota, 09 kwietnia 2011, slawnw

Polecane wpisy

Komentarze
slawnw
2011/04/13 12:01:03
Czasem artykuł podąża w ślad za wpisem ;)
wyborcza.biz/biznes/1,100896,9411116,Johnson_Johnson_przekupywal_lekarzy_z_Polski__Grecji.html
No coś podobnego. Taka zagramaniczna firma a przekupuje?!