Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Fortuna kołem się toczy






Początkowo powyższe zdjęcie miało tylko zauważyć poprzednią nazwę stoczni, która czai się w tle tej widocznej na zdjęciu (też przecież już nieaktualnej). Znaleziona przypadkiem informacja prasowa sprzed lat, spowodowała, że posłuży ono do dzisiejszej ekspresowej - tendencyjnej - podróży w czasie (obejmującej zaledwie ostatnie 15 lat).

Gdyńską stocznię, której początki sięgają 1922 roku, zamknięto w maju 2009. Chociaż budującą może być informacja z końca 2010 roku: W Stoczni Gdynia znowu budują statki, to jednak dotyczy ona prywatnej stoczni Crist (więcej info. o tej firmie powstałej w 1990 roku czytaj tu), która kupiła suchy dok i suwnicę z dużą pomocą naszego państwa i nie może tamta prasowa wzmianka zmienić faktu, że to już bardzo okrojona działalność upadłej stoczni. Można oczywiście zastanawiać się teraz, dlaczego Komisja Europejska uznała za nielegalną pomoc publiczną, której wcześniej udzielał zakładowi rząd, a teraz - w dobie kryzysu - ochoczo ratowano banki i chociażby firmy samochodowe przed bankructwami, też przecież za rządowe, czyli de facto nasze pieniądze. Ale za mały jestem, aby zmieniać świat...

A miało być tak dobrze... 27. kwietnia 1996 roku GW informowała w art. Gdynia idzie na Zachód: "Stocznia Gdynia rozważa przejęcie majątku zachodnioeuropejskich stoczni należących dotychczas do norwesko-brytyjskiego koncernu Kvaerner. [...] Jesteśmy zainteresowani tak zakupem wybranego majątku do produkcji stoczniowej, jak również każdą formą kooperacji - powiedział prezes Stoczni Gdynia Janusz Szlanta". Dalej w artykule czytamy: "Stocznia Gdynia osiągnęła w ub.r. zysk netto w wysokości 113 mln zł (rok wcześniej 53 mln). Po ubiegłorocznym zakupie gdańskiej stoczni, Gdynia stopniowo powiększa swoją grupę. Ma już 21,86% akcji Mostostalu Gdańsk". Dalej w artykule mowa była też o zakusach stoczni na zakłady H.Cegielskiego w Poznaniu.
Nie wiem jak te "rozważania przejęcia majątku" się zakończyły, ale wiem, że teraz to norweskie stocznie przejmują naszych pracowników, czego pośredni dowód widoczny jest na poniższym zdjęciu. Taka ironia losu...



Gdynia ul. Stefana Batorego. Łowienie kadr to prawie jak sklep wędkarski.


*  *  *  *  *  *  *

Airbag - No Escape

Skoro we wpisie przewijała się nam Norwegia, to dziś w dodatku muzycznym zespół z tego kraju. Jeśli ktoś zna dokonania naszego zespołu Riverside, to utwory z płyty "Identity" z 2009 roku grupy Airbag, powinny się spodobać. Mnie przynajmniej klimatem utworów oba zespoły bardzo siebie przypominają.

środa, 06 kwietnia 2011, slawnw

Polecane wpisy

Komentarze
facetmorski
2011/04/07 12:47:00
Jest jeden,jedyny plus całego stoczniowego zamieszania... stocznia Nauta po wielu latach "likwidacji", przenosi się do części dawnej stoczni Gdynia,zwalniając Basen II przy pl.Kaszubskim... teraz to miejsce może zyskać zupełnie nowy charakter..
Stocznie...to nie problem dla Gdyni,.. same stocznie pracują.. Nie produkują już co prawda statków,a nastawione są głównie na remonty i specjalistyczne zamówienia.. ale to problem pozostałych gałęzi przemysłu stoczniowego,które rozsiane były po całym kraju. To one upadły i o tym się mnie mówiło.Stocznie były tylko wielkimi końcowymi montowniami..
-
slawnw
2011/04/07 22:29:07
To co napisałeś przypomniało mi, że miałem zamiar zrobić zdjęcie napisu na jednym z zakładów w Rumi znajdującym się przy głównej ulicy: Fabryka Urządzeń Okrętowych. Zawsze jakoś brakło czasu aby się zatrzymać... Napisu już nie ma, więc chyba zakładu jako takiego też nie, choć budynki nadal istnieją.

Poza tym dodam może jedno w związku ze stocznią gdyńską. Decydenci twierdzili, że w zakład zatrudniał zbyt wielu ludzi. Może było coś na rzeczy? Wiele lat temu mój nieżyjący już dziadek, po wizycie na jej terenie nie mógł się nadziwić: dlaczego tam tyle ludzi chodzi w tę i z powrotem zamiast pracować. Jak stwierdził "za moich czasów" (pracował w stoczni w latach międzywojennych) każdy miał przydzielone zadanie i nim się zajmował, a nie przemierzał wzdłuż i wszerz teren. Rzeczywiście, pamiętam, że kiedy by nie znaleźć się na terenie gdyńskiego zakładu, to trwała tam wielka wędrówka ludów. Ruch był jak na sopockim "monciaku" w letni dzień, lub na Marszałkowskiej. W tym czasie nijak ci ludzie nie mogli efektywnie pracować...