Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Komuno wróć!




Coca-Cola w każdym domu. Sopot, lata 90.


Co i rusz w mediach można znaleźć analizy dotyczące niezrozumiałej z pozoru tęsknoty za czasem słusznie minionym. Skoro "słusznie miniony", to dlaczego często ludzie wspominają go z rozrzewnieniem? Zastanawiają się publicyści. Ba! Wręcz ganią tych, którzy mają czelność przebąkiwać, że w PRL-u coś mogło być lepszym niż obecnie. Jako główną przyczynę tego nienormalnego stanu rzeczy najchętniej widzi się tęsknotę za latami młodości, który to czas zawsze jawi się nam jako lepszy niż obecny. Nie przeczę, że ten powód po części jest znaczącym, ale czy tylko to się liczy?

Czy całą winę możemy zwalić tylko takie coś, tak mgliście określonego jak młodzieńcze wspomnienia? Może dorzucę coś bardziej namacalnego i pobawię się w małą analizę. Nie będzie to żadne odkrywanie Ameryki, ale myślę, że często w codziennej gonitwie za nie wiadomo czym, nie uświadamiamy sobie pewnych prostych reguł, którymi kierujemy się w ocenie naszej rzeczywistości. Za przykład niech posłuży mi wypowiedź jednego ze zwalnianych pracowników zamykanej fabryki FSO na Żeraniu (określanej, nie bez złośliwości, mianem "reliktu PRL-u").
-Kiedyś i paczki dla dzieci były, i kolonie, i fundusz wakacyjny. Ale skończyło się to jakieś 15 lat temu. Tak wspominał minione lata jeden z długoletnich pracowników zakładu. Taaak, dawniej było lepiej, były paczki... Za nowych czasów funkcjonowały (nie wiem, czy nadal istnieją?) talony na zakupy świąteczne. Niby to samo. Tak samo w sumie sprezentowane sobie samemu - ani paczki, ani talony w rzeczywistości nie były przecież za darmo. Ale te paczki będą zapamiętane w szczególny sposób. To był taki namacalny prezent, który się dostawało. Za darmo. Talon niby też się dostawało, ale w tym wypadku "paczkę" trzeba było sobie samemu stworzyć, czyli kupić. I to już się rozmywało w ogólnej puli zakupów świątecznych. Nie będzie już tak jednoznacznie pozytywnie zapamiętane. Sam już nie pamiętam, że przecież kilka razy dostałem taki talon, a paczki jakoś w pamięci tkwią... Nie zwalałbym jednocześnie wyjątkowości dawnej paczki dla dzieci na ówczesne braki na sklepowych półkach, bo myślę, że i teraz gdy rodzice by coś dziecku - specjalnie dal nich - "z pracy przynieśli", to też byłoby to inaczej postrzegane. Tak samo rzecz się ma ze wspomnianymi w wypowiedzi pracownika koloniami itp. rzeczami. To coś się "dostawało za darmo". I żadne zdroworozsądkowe wykłady, że to w zasadzie to samo co talon, na nic się zdadzą.

Czy w tych świątecznych paczkach główną rolę odgrywały zielone pomarańcze i czy miały one kwaśny smak? Tu mi jakby pamięć szwankuje... Nie rozwiewa moich wątpliwości audycja (tu jej zapis), która powstała przy okazji wydania książki dla dzieci pt. "Zielone pomarańcze, czyli PRL dla dzieci" autorstwa Anety Górnickiej-Boratyńskiej. Zawsze mi mówiono w tamtych czasach, że to są kubańskie pomarańcze. Inne, ale spożywcze. W audycji autorka książki twierdzi, że były one przemysłowe, więc nie przeznaczone do bezpośredniego spożycia. Podobno były też kwaśne. Jeżeli tak było, to dlaczego ja tak kiedyś ochoczo opychałem się nimi, czekając na ich załadunek w gdyńskim porcie? No niestety, trzeba przyznać, że czasami przyczyniałem się do powiększania niedoborów na sklepowych półkach. Tak jak zresztą wszyscy, którzy znaleźli się w okolicach, gdzie cumował statek z pożądanym towarem.

Jakoś głęboko utkwił mi pewien obrazek z portowego nabrzeża przy Dworcu Morskim, przy okazji rozładunku właśnie zielonych pomarańczy. Przy statku stało tylko kilku ludzi do rozładunku (plus nieodłączny wtedy "wopista" przy trapie). Wokół rozpostarła się poranna mgła. Zjeżdża w dół pierwsza paleta... I nagle, nie wiadomo skąd... przy palecie zaroiło się od pracowników portu, jakby powyłazili ze wszystkich portowych zakamarków, łącznie ze studzienkami kanalizacyjnymi. Tak zwany liczman (człowiek ważący/liczący towar przy za- i rozładunku statków) spokojnie odczekał chwilę, beznamiętnie patrząc na ludzi pospiesznie wybierających z kartonów pomarańcze i pakujących je po kieszeniach. Gdy nerwowe ruchy rąk ustały, liczman donośnym głosem spytał: wszyscy już?! i zabrał się jak gdyby nigdy nic do ważenia towaru. Nim zdążył poustawiać ciężarki portowej wagi, ludzie z łupami zdążyli rozpłynąć się już we mgle...


*  *  *  *  *  *  *

Dodatek muzyczny. No jakże mógłby być inny?

Tadeusz Woźniak - Smak i zapach pomarańczy

P.S W komentarzach do utworu również toczy się dyskusja o zielonych pomarańczach!

poniedziałek, 07 marca 2011, slawnw

Polecane wpisy

Komentarze
2011/03/07 20:20:54
w anglii pracuje teraz i dają nam paczki na swieta :)))
-
marzatela
2011/03/07 21:48:05
Pamiętam te pomarańcze. Były zdecydowani egorsze, nie miały tego zapachu, ale czy były kwaśne? Ja zapamiętałam je raczej jako mdłe, bez wyraźnego smaku. Może jednak pamięć mnie zawodzi?
-
slawnw
2011/03/08 18:37:49
@Kalkakurd - Jak widać, wiele elementów nie jest/było przypisanych tylko do "komuny". ;) To trochę podobnie jak z dzisiejszym dniem kobiet (o ile dobrze pamiętam, to w UK ten dzień przypada w innym terminie?), który kojarzy się z PRL, a korzenie tego święta sięgają znacznie głębiej w historię.

@Marzatela - Z tymi zielonymi pomarańczami może być tak jak i zdarza się z pomarańczowymi: trafić można na soczyste, ale również na "żylaste". Kwaśne nie mogły być, bo jak wspominałem w wpisie, nie jadł bym ich tyle. Możliwe, że nie były aż tak słodkie, jak potrafią być te obecne.
-
2011/03/08 23:28:38
nie mam zielonego pojęcia o dniu kobiet w anglii - serio, jakos nigdy sie nie interesowalam tym tematem, a moi chlopcy obchodzą - to znaczy w ich kraju obchodzi sie normalnie 8 marca. teoretycznie dzien dziecka tez sie powinien z PRL kojarzyc. i prima aprilis :))))