Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Błędy oficjalne



Z pewnym opóźnieniem dotarła do mnie wiadomość o błędach ortograficznych, jakie popełnił nasz prezydent, wpisując się do księgi kondolencyjnej w ambasadzie Japonii (jeśli temat komuś jeszcze nie jest znany - tutaj link do wiad.). Temat jakby nie wpisuje się bezpośrednio w tematykę bloga, ale dzięki pewnemu zdjęciu, zrobionemu w znanym miejscu w Gdańsku, jest po temu pretekst. Poza tym ostatnio ocieraliśmy się o tematy szkolne, więc...

Internauci w swoich komentarzach do wspomnianego wydarzenia podzielili się na dwa główne obozy. Jedni nie pozostawili na naszych oficjelach (bo i przy okazji panu Kaczyńskiemu dostało się za "obiat") przysłowiowej suchej nitki. Inni byli bardziej wyrozumiali, wskazując na zasadę: kto jest bez winy, niech rzuci kamieniem. Trochę jest mi bliżej do tego drugiego obozu - bo też i mnie zdarzają się błędy, ale... Pewnym ludziom, szczególnie zajmującym wysokie szczeble w hierarchii społecznej, należy stawiać większe wymagania, niż "reszcie świata". Uważam więc, że mogę "rzucić kamieniem", bo takich podstawowych błędów to bym nie zrobił z pewnością. A przed moim imieniem i nazwiskiem nie stoją żadne literki, które pretendowałyby mnie do towarzystwa "ę-ą". Ba! Ja nawet nie mam matury! I jakoś nie mam z tego powodu kompleksów, bo moje szare komórki przechowują wiedzę porównywalną do tej, którą powinni dysponować posiadacze świadectw dojrzałości. Nie twierdzę jednocześnie, że "matura to bzdura" - jak to próbuje udowadniać popularny obecnie program. Ja raczej w swych młodych latach wyznawałem zasadę: nie matura, lecz chęć szczera, zrobi z ciebie oficera. Jak pokazała historia współczesna naszego kraju, nie jest to ostatnie twierdzenie pozbawione sensu, gdyż można być magistrem tylko z chęciami bycia nim i wdrapać się na wysoki stołek. Mnie tam zawsze wystarczało moje kierownicze stanowisko.

Wróćmy jednak do mojego "pretekstu" - zdjęcia z pewnego miejsca (mam nadzieję, że sprawdzone już, gdzie to jest?)



Jedna z tablic pamiątkowych przy gdańskim pomniku ku czci stoczniowców poległych w 1970 roku zwróciła moją uwagę. Początkowo ze względu na "krzaczki". Później spojrzałem na polskie tłumaczenie. Ze słowem "ktorzy" poradziłem sobie bez trudu, ale co autor miał na myśli w punkcie "orodze"? Tu musiałem chwilę pomyśleć. Początkowo moje myśli krążyły wokół "odwagi", ale nie pasowało to specjalnie do reszty zdania. "Wszystkim którzy polegli w drodze ku odnowie" - to zapewne zamierzona i jedynie słuszna wersja. W tym przypadku też można "rzucić kamieniem" (wirtualnie, nie rozbijając tablicy - to już by był wandalizm), bo więcej oczekuję od oficjalnych wystąpień, niż od potocznego języka.


*  *  *  *  *  *  *

Pink Floyd - Another Brick in The Wall (part 2)

Dodatek muzyczny z dwóch powodów wpisuje się w dzisiejszy temat. Pierwszy - dość oczywisty - wynikający z samego tematu utworu, zahaczającego o tematy szkolne. Drugi - może mniej znany. W czasach mp3 mało kto miał w rękach winylowy album The Wall z końca 1979 roku. Gdyby jednak tak się stało, to można zauważyć, że na okładce albumu widnieją teksty utworów, których nie znajdziemy na płycie. To błąd wynikły z pośpiechu (po cichu można powiedzieć, że z chciwości). Chciano bowiem trafić ze sprzedażą płyty w bożonarodzeniową gorączkę zakupów. I udało się. Jednak błąd błędowi nierówny - takie z płyty z czasem uchodzą za smaczki, podbijające atrakcyjność produktu.
 
wtorek, 22 marca 2011, slawnw

Polecane wpisy