Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Odcienie szarości


"Szarzyzna PRL-u" - wszyscy powtarzają te słowa jak mantrę... No i jak tu nie pozostać obojętnym na takie tendencyjne ataki "mojej", słusznie minionej epoki? Muszę odpowiedzieć zdecydowanie, bo z przeróżnych artykułów i wypowiedzi jawi się obraz dość katastroficzny. Wychodzi na to, że rodzice i dziadkowie dzisiejszego pokolenia nastolatków to nic innego nie robili jak tylko stali cały rok w kolejkach, ściskając w rękach kartki na wszelkie dobra. Co gorsza, po takim długotrwałym "praniu mózgu" wyjdzie na to, że chodziliśmy w obdartych łachach i grzebaliśmy po śmietnikach w poszukiwaniu jedzenia. Nic z tych rzeczy. Obdarte łachy to teraźniejsza moda. Ja musiałem je trochę szanować, a i jakość ich była często o niebo lepsza niż dziś - choć w to może trudno teraz uwierzyć. W śmietnikach jedzenia nie szukałem, bo ono czasami samo pchało się pod nos. Taka butelka mleka potrafiła co dzień czekać pod drzwiami (zimą nawet z kostką lodu), pomimo braku w ówczesnych czasach barykad w postaci domofonów. No ale odbiegłem od założonego tematu. Miało być o odcieniach szarości.



Telewizja kłamie! Hasło znane z minionych czasów zawsze było aktualne, bo szklany ekran mami nas zaledwie trzema kolorami, wmawiając, że jest ich więcej.

No jakże mogło być inaczej, niż szaro... Telewizję kolorową wprowadzono w USA w 1956, w 1962 w Japonii, 67 we Francji, RFN, W.Brytanii i... ZSRR. My musieliśmy na "kolor" poczekać jeszcze kilka lat, do 1970/71 (tak można wyczytać w 6-tomowej encyklopedii PWN ). Fakt, gdy w USA wprowadzano kolor, to u nas dopiero rozpoczęto jej (TV) nadawanie, ale jak to mówił Pawlak: w Ameryce to i pszczoły większe latają. Ale za to telewizory kolorowe to u nas były... najcięższe! Takiego "Rubina" w pojedynkę to tylko best of the bests mogli szarpnąć. Jednak zamarzyła się nam miniaturyzacja i mamy teraz narzekania, że społeczeństwo nam tyje... Ech, ta wasza mechanizacja! A to, że kolor nie zawsze odpowiadał światowym standardom? Jakie to ma teraz znaczenie? Takie samo, jak narzekanie jakie zauważyłem na forum dotyczącym neonów pod adresem dawnych wyrobów bratniej fotochemii. "Ech te/to ORWO" - pod każdym zdjęciem widniały takie narzekania... Pomyślałem sobie wtedy: a co wy byście teraz oglądali, gdyby nie to ORWO?



Trochę trudno osiągalny kolor w szarych czasach.

Obiekty mrocznego pożądania. Trochę to było zadziwiające - reklamowanie czegoś, czego praktycznie kupić nie można było. Ale że teoria zazwyczaj rozmija się z praktyką, to piszący te słowa jest dowodem, że i za komuny można było sobie coś... może nie tak po prostu kupić, ale "zorganizować". Przyznaję się, miałem bezpośrednie dojście do sklepu "Foto-optyki", więc i tym sposobem miałem możliwość zobaczenia więcej (te katalogi to chyba nawet światła dziennego nie oglądały? Bo niby po co?). Chociaż... żebym teraz ja nie stwarzał obrazu katastroficznego, pamiętam stojącego na wystawie sklepowej ogromniastego, średnioformatowego Pentacona SixTL - chyba za drogi był (i za duży) jak na potrzeby zwykłego amatora? - obok japońska Yashica pośród Smien... Zenity też bywały, chociaż za ich brak na sklepowych półkach, byli odpowiedzialni... turyści wyjeżdżający do Turcji. Może to dziwne, ale w tamtym okresie też ludzie jeździli na wycieczki zagraniczne.
Kto niby jeździł? Nie tak jak to się wmawia, że to tylko prominenci rodem z PZPR. Byli to ludzie, jakbyśmy to dzisiaj nazwali - przedsiębiorczy. Źle brzmi? To może "płynący z prądem", "poddający się fali"? Ktoś w tym systemie przecież wyjeżdżał na saksy, gdy w tym samym czasie ktoś inny przepijał całą wypłatę, topiąc w alkoholu swe smutki. No i właśnie tym ostatnim ludziom zawdzięczam... zakup swojego pierwszego aparatu z prawdziwego zdarzenia - Praktica PLC3. Bo dojście dojściem, ale za coś trzeba było ten sprzęt kupić. Cotygodniowe wyjazdy nad jezioro... No i znowu niepoprawnie politycznie, lepiej by brzmiało: cotygodniowe stanie w kolejce, ale trudno. Więc o czym ja tu...? Pieniądze nad tym jeziorem leżały w trawie. Takie złote żniwa (też się teraz może źle skojarzyć, ale to z powodu pewnej książki - zawsze coś). Walające się wszędzie flaszki. Trzy złote leżące co kawałek. Jeden sezon i aparat był. Zamieniłem "szare na złote", szkło na szkło obiektywu. Wykazałem się przedsiębiorczością, na miarę swojego wieku i ówczesnej rzeczywistości. W sumie szkoda... Mógłbym teraz dołączyć do chóru narzekających na brak wszystkiego i wspominać jak topiłem żale w szkle. A ja tu taki niepoprawny jestem.

Wróćmy jednak do "szarości"...



Zdj. za zgodą autora Zbima1 z FotoForum.

Dziś nazywa się to szarością PRL. Gdzież takiemu trzepakowi do prawdziwego boiska do siatkówki. Takie "boiska" istniały kiedyś przy każdym bloku wyposażonym w trzepaki i były odpowiedzialne za baaardzo późne powroty do domu. Pamiętam, że dziewczyny potrafiły na nich wyczyniać różne wygibasy (na poziomych rurach). W dzisiejszych czasach, znacznie starsze dziewczynki, zamieniły rurę poziomą na pionową... ale to już inna historia.
Gdy zobaczyłem to zdjęcie traktowałem je jako obraz tamtej rzeczywistości. Nie wiedziałem jednak, że ma ono swoją historię, którą otrzymałem wraz ze zgodą na publikację na blogu. Pozwolę sobie ją z małymi skrótami przytoczyć, bo jest tego warta.
"Zrobiłem je wiosną 1970 lub '71. Byliśmy wówczas uczniakami szkól średnich w Kielcach i na podwórkowym, niezabudowanym terenie zrobiliśmy sobie boisko do siatkówki. W ziemię wkopaliśmy dwa mocne słupy (jeden jeszcze widoczny jest przy ścianie mowo wybudowanych komórek) podtrzymujące prawdziwą sportową siatkę. Podwórkowe zmagania młodzieży i dorosłych w piłce siatkowej odbywały się przed dwa sezony. Przychodzili też grać sąsiedzi z innych podwórek. Wiosną tamtego roku, kiedy zrobiłem to zdjęcie, przyjechała ekipa budowlana z ADM i w miejscu naszego boiska postawili komórki z białej cegły silikatowej. Jeden z naszych sąsiadów był dziennikarzem-felietonistą w "Słowie Ludu", więc poszliśmy do niego z prośbą o interwencję. Felieton na odpowiedni temat ukazał się w niedzielnym wydaniu, ale to już nic nie pomogło i ADM dokończył tę budowę".

No właśnie - "zrobiliśmy sobie boisko". Robiliśmy sobie boiska, siłownie w piwnicach, lodowiska... Szare życie? Po prostu chciało się wtedy ruszyć głową i coś zrobić dla siebie. No tak, starzy to mieli przerąbane - pewnie teraz pomyśli dziatwa, czekając na kolejnego kolorowego "orlika"...
Szarość jest w nas, i nie zależy od daty z kalendarza.

*  *  *  *  *  *  *

Dodatek muzyczny
Ten Years After - I'd Love To Change World
Taka perełka muzyczna. Utwór ukazał się w czasie, gdy chłopcy grali na podwórkowym trzepaku - 1971 i pewnie też marzyło im się zmienianie świata... Tekst, będący listą pobożnych życzeń, nadal aktualny i... zawsze takim będzie.

wtorek, 15 lutego 2011, slawnw
Tagi: PRL

Polecane wpisy