Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Analityk to ma klawe życie...



Dziś trochę odbiegnę od głównego nurtu bloga, ale nie za daleko. Wpisuje się temat poniekąd w moje ulubione zajęcie - spoglądanie wstecz. Takie spoglądanie przejawia się u mnie w obserwacji różnych dziedzin naszego życia. Zbieram papiery na wszystkich i wszystko, i zakładam czarne teczki. Może wzorem Tymińskiego, będą one mi kiedyś pomocne w jakiejś kampanii???

Okazuje się, że nie tylko "cysorz to ma klawe życie". Dajmy na to tacy analitycy finansowi... Takie współczesne wróżenie z fusów - i to zazwyczaj za niemałe pieniądze. Zawsze mam wrażenie, że biorą oni kasiorę na wzór tej pani, która "zawsze ci prawdę powie". Wrażenie wrażeniem, ale najlepiej mieć na wszystko papiery.

W lutym 2010 wiele portali internetowych cytowało analityków z Bank of America / Merill Lynch, którzy zajęli się prognozowaniem kursu złotego wobec euro (tu art. z "Wyborcza.biz"). Poniżej kilka najważniejszych przewidywań.
"...w czerwcu złoty umocni się do poziomu 3,65 za euro, a na koniec roku euro może kosztować 3,75. Polska waluta ma rosnąć jeszcze mocniej w 2011 roku, pod koniec ma osiągnąć poziom 3zł za euro. Wg analityków banku, złoty jest najbardziej niedowartościowaną walutą rynków wschodzących, a jego godziwa wartość to 2,69 za euro".

Obok tych analiz mam zapisane swoje zapiski: w czerwcu '10 cały czas euro za ponad 4 zł / pocz. listopada - 3,90-4,00. No i jakoś nikt nie chce zauważyć i dowartościować naszej waluty. Ja jakoś też jestem niedowartościowany, bo jak źle zanalizuję długość drogi hamowania prowadzonego przeze mnie pojazdu, to nie będę mógł się tłumaczyć panującymi zmiennymi warunkami. A analityk może. Może wszystko zganić na zmienne warunki panujące na rynkach światowych i temu podobne blablanie... Oj, czemu to się człowiek na analityka nie wyuczył? Albo chociaż na dyrektora. Kasa na konto by wpadała szerokim strumieniem, odpowiedzialność za za popełnione błędy - praktycznie żadna... Żyć nie umierać.


*  *  *  *  *  *  *

Dodatek muzyczny... No dobra, przyznam się. Bardziej zależało mi na dodatku, niż tych finansach (ja wiedziałem, że z euro tak będzie). Od niedzieli pewien utwór ma na mnie bardzo ożywczy wpływ.



The Young Gods - Miles Away

Wszystko się zgadza. Analitycy zapewne czują się jak młodzi bogowie. Zespół pochodzi ze Szwajcarii, czyli z kraju, w którym pieniądz czuje się jak u siebie w domu. No a Szwajcaria, a tym bardziej Ameryka z ich analitykami jest "miles away". No jestem z siebie dumny! Tzn. z mojej analizy utworu, który wpisuje się w nurt industrial rock. Nie znam się na tych wszystkich typach, ale kręci mnie ten utwór na dziś. No i świeżutki jak na standardy tego bloga - z listopada 2010.

poniedziałek, 21 lutego 2011, slawnw

Polecane wpisy

Komentarze
krasnaladamu
2011/03/04 12:24:48
Kurde, byłem ostatnio na koncercie The Young Gods, ale nie zdawałem sobie sprawy, że taki zaangażowany ekonomicznie utwór zagrali! ;)
-
slawnw
2011/03/05 18:23:30
No i ekonomia zwyciężyła... ;)
Z powodu naruszeń... itd. utwór już zniknął. Takie już ryzyko zawodowe podłączania muzyki do wpisów. Ale co sobie posłuchałem to moje. :)
-
krasnaladamu
2011/03/06 10:45:54
Wciąż masz możliwość odsłuchania go legalnie, nawet z zachętą do zakupu:
theyounggods.bandcamp.com/track/miles-away :)