Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Wszystko przez te tiry



I znowu zima. Znowu kłopoty na drogach. I znowu... wszystko przez te wstrętne tiry! Ale zanim ponarzekamy, to trochę historii w obrazkach, bo jaki jest tir to... każdy widzi?



Jelcz jako tir. Zdj. z roku 1978. Gdynia ul. Rozewska.

Słowo 'tir' na dobre zagościło w naszym potocznym języku, określając coś większego od Żuka, czy też innego pojazdu dostawczego. Skąd się wzięło takie określenie? Zapewne od widocznej na powyższym zdjęciu tablicy o niebieskim tle i białych literach. Jednak w tym konkretnym przypadku, złośliwcy, nawiązując do technicznego zaawansowania rodzimych wyrobów motoryzacyjnych z tamtych czasów, rozwijali ten skrót jako: Trasa I Remont. Ale to nie jest oczywiście prawidłowe tłumaczenie skrótu. Oficjalnych rozwinięć skróconej nazwy konwencji celnej, zawartej w Genewie w 1975 roku, w internecie można znaleźć co najmniej trzy. Wszystkie one jednak krążą wokół terminu: międzynarodowy transport/tranzyt drogowy, w oryginale zapisanym w języku francuskim. I to jest jedynie słuszna wersja TIR-a.



"Prawdziwy" tir z 1978 roku. Ciekawostka. W tym miejscu znajduje się obecnie bar McDonalds, u zbiegu ulicy Piastowskiej i Alei Grunwaldzkiej w Gdańsku.

Nie miejsce tu na zanudzanie datami wprowadzania różnych umów, poprzedzających wspomnianą wcześniej konwencję i szczegółami, którymi zajmują się na co dzień celnicy i spedycje. Dość wspomnieć, że owa umowa miała na celu uproszczenie procedur celnych, przy przewozie ładunków pomiędzy krajami. Pojazdy korzystające z tych procedur są właśnie oznaczone tablicami, która jest widoczna na pierwszym zdjęciu. Z tego prostego połączenia wrażeń wzrokowych (tablica TIR-ciężarówka), dokonała się na naszych drogach zamiana ciężarówek na współcześnie panujące nam na drogach tiry.


Ten sam, jedynie słuszny rok, co na poprzednich zdjęciach. Gdynia ul. Gniewska. Powiew zachodu.

Skoro już wiemy skąd się wzięły "tiry" na naszych drogach, to zastanówmy się, dlaczego te pojazdy stają się zimową porą takimi "chłopcami do bicia", odpowiedzialnymi za samo zło na naszych ośnieżonych drogach? Po pierwsze: ktoś musi być winny. Po drugie: nie zawsze jest tak, że to tiry pierwsze "siadają", ale jako pojazdy znacznych rozmiarów są łatwiejsze do namierzenia na celownik mediów. A trzeba wiedzieć, że taki najbardziej rozpowszechniony zestaw drogowy składający się z ciągnika i naczepy ma tak samo "pod górkę", jak tatuś ciągnący swoją pociechę na sankach. Po prostu, to pierwsze ciągnie, a to z tyłu trochę przeszkadza w tym temu pierwszemu. Proste, prawda?

Można zadać pytanie: to po jaką cholerę ci kierowcy tirów pchają się w taką pogodę na drogę, zamiast siedzieć przed telewizorami w domach? Bo po prostu na tym polega ich praca - przewieźć towar z punktu A do punktu B. I nie mają oni w umowach o pracę (jeśli w ogóle takowe mają) adnotacji, że są zwolnieni z tego zajęcia podczas opadów śniegu. Znowu ktoś powie: jest jeszcze zdrowy rozsądek. I większość kierowców go ma, zjeżdżając na parkingi, widząc, że robi się gorąco - chociaż zima wkoło. Nie dla wszystkich wtedy starcza miejsca na nich, i może się okazać, że ktoś pojechał o jeden parking za daleko... Jak na razie nie wynaleziono urządzeń, które by ostrzegały: za 500 metrów stracisz przyczepność! Może kiedyś tak będzie i życie stanie się prostsze? Na razie jednak widzę, że marzy się nam życie bezproblemowe, a w razie wystąpienia takowych - musi znaleźć się winny!

Często w radio słyszę: kierowcy tirów znów zapomnieli wymienić opony na zimowe. Heloołł! Kierowca to zazwyczaj pracownik. Sługa pana. I nic mu do zakupów części. Pretensje nie pod ten adres, panowie redaktorzy. A ci wszyscy mądrale pouczający o zakładaniu łańcuchów przed wjazdem na wzniesienia, to może zatroszczyli by się o pewien "drobiazg". Co kierowcy po znaku nakazującym założenie łańcuchów, gdy najzwyklej w świecie nie ma miejsca, gdzie by to można było (bezpiecznie!) zrobić? Takie niby nic, a sprawia, że wykonanie takiej czynności na czas, okazuje się często niemożliwe. Stoi znak. Zatrzymać się nie ma gdzie. Za znakiem zaczyna się wzniesienie. "Sanki" stawiają coraz większy opór... A pracować trzeba... Taki przymus ekonomiczny współczesnego świata. Jutro znów nagłówki: "Tiry zablokowały drogi".


Qurczę. Kto wmawia ciągle, że muzyką kierowców ciężarówek jest kantry? Ja tam bym zaserwował zupełnie coś innego. Ostry łyk benzyny. Że to nie to paliwo? Jeszcze nie tak dawno i ciężarówki były napędzane takim paliwem, więc wszystko się zgadza. Tak trochę na rozgrzewkę:

Catherine Wheel - I Love Gasoline.


poniedziałek, 06 grudnia 2010, slawnw

Polecane wpisy