Wapniak na świat spogląda
Blog > Komentarze do wpisu

Burza przed ciszą



Klaus Schulze - utwór "Mindphaser" (a właściwie jego fragment - co po części nie jest bez znaczenia) posłuży mi dziś za ilustrację dzisiejszego wpisu, zamieszczanego nie bez przyczyny w przeddzień kolejnej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Zabrzmiało oficjalnie? Dalej tak nie będzie...


To nie zaczęło się dla mnie od braku niedzielnego "Teleranka". Najpierw była burza przed ciszą... Nie. Nie padną tutaj wielkie słowa, pełne patosu opowieści o heroicznych czynach, które w tych dniach zewsząd padają. Tak jak cały okres PRL-u staram się postrzegać na tym blogu z pozycji szarego człowieka, nad którym wielka polityka przetacza się gdzieś wysoko nad chmurami i zdaje się być niewidoczną z ziemskiej perspektywy, tak i ten okres (stan wojenny z pocz. lat 80.) dziejów naszego kraju utrwalił mi się w pamięci z tej pozycji.

Jak więc zapamiętałem pierwsze chwile stanu wojennego? W dość specyficzny sposób. Początkowo nawet nie zdawałem sobie sprawy, że to przełomowy moment dziejów, a nie zaledwie przyziemna awaria prądu spowodowana "przejściowymi trudnościami". Najpierw była wściekłość na... przerwany program Polskiego Radia. Z niskich, egoistycznych pobudek. W tamtym okresie, w noce z sobót na niedziele często nagrywałem ulubione utwory, lub prezentowane wtedy często całe płyty w radiowej "Trójce". Było to w owych czasach o wiele tańsze rozwiązanie, niż wyprawy po zakup oryginalnych wydawnictw do "Rudego Kota" w Gdańsku (chociaż prawdę mówiąc wiele pieniędzy swego czasu tam zostawiłem). Ale wróćmy do pamiętnej dla mnie audycji. Właśnie trwał w najlepsze zapis płyty na szpulę (wtedy takie "ściąganie" nie było jeszcze nazywane piractwem), aż tu kilkanaście - lub -dzieścia, ale nie więcej jak pół godziny - minut po północy, nastała cisza. A właściwie: beznamiętny szum, który już z pewnością nie miał nic wspólnego z szumem morskich fal z nagrywanego utworu. Po krótkim, bezowocnym oczekiwaniu na ciąg dalszy audycji, nie pozostało nic innego, jak pogrążyć się w błogim śnie... Po nieświadomym zarejestrowaniu początku czegoś, o czym miałem dowiedzieć się rankiem dnia następnego.

Taśma gdzieś się zabłąkała, ale pamięć wciąż przechowuje ważne pliki. Wszystko to z perspektywy życia szarego człowieka, który tak naprawdę, to dopiero zaczynał wchodzić w dorosłość i nie w głowie mu była partyzantka wojenna...




P.S Tamtego ranka dowiedziałem się też, że przejdzie mi koło nosa koncert Maanam, na który bilet już leżał w szufladzie...

niedziela, 12 grudnia 2010, slawnw

Polecane wpisy

Komentarze
kasiak74
2010/12/12 23:42:57
a ja nie pamiętam, czy odczułam wtedy brak Teleranka... na Manaam też się nie wybierałam (za to w ostatnich latach mam szczęście do koncertów przepadających z racji żałoby narodowej;), ale pamiętam te taśmy magnetofonowe! a z samego stanu wojennego pamiętam chyba tylko kontrolę policyjną, kiedy wracaliśmy ze wsi od rodziny, ze świniobicia - udawałam, że śpię na tylnym siedzeniu, a pode mną była miska z wyrobami...
-
slawnw
2010/12/13 11:13:09
Ale jesteśmy niepoprawni politycznie! ;)
W związku z taką okazją myśleć o Maanamie...
Kontrole wojskowych patroli mi się też zdarzały i... tyle.
Słuchając dzisiejszych wypowiedzi ówczesnych 13-latków, którzy opowiadają jak to bardzo przeżyli, to ręce i nogi mi opadają. A może to ja jestem nienormalny?
-
2010/12/13 18:12:00
Stan Wojenny to nie moje czasy, ale współczuję tym ludziom co go przeżyli, mnie trochę zastanawia co by było gdyby tego stanu wojennego nie było, bo coś w internecie na to pytanie znaleść zbytnio nie mogę.
-
slawnw
2010/12/14 18:34:22
Takie dywagacje: co by było gdyby..., to można przeprowadzać w nieskończoność, i zazwyczaj nic z tego nie wynika dla poszerzenia naszej wiedzy. Ale żeby "gdybać", trzeba mieć najpierw jak najpełniejszą wiedzę o wydarzeniu, a w tym konkretnym przypadku więcej jest niewiadomych, jak mi się wydaje.
-
2010/12/17 00:44:41
Zabawne, ja również w sobotnią noc (tuż przed stanem wojennym) słuchałem ulubionej trójki w radiu i przeżyłem dokładnie to samo co autor bloga. Dopiero nazajutrz skojarzyłem fakty, a jeszcze później usłyszałem taką wersję, że to milicja czy wojsko toporkami cięli kable, żeby przypadkiem ktoś czegoś niebezpiecznego nie puścił w eter.

Nawiasem mówiąc pamiętam też grudzień 70 roku, mieszkałem wtedy w centrum Gdyni i wiele rzeczy działo się na moich oczach. Strzały na przystanku Gdynia Stocznia w krwawy czwartek (40 lat temu) było doskonale słychać. Z bratem nagrywaliśmy je na magnetofon szpulowy, podobnie jak głosy szczekaczki która jeździła ulicami i wzywała do rozejścia się i pozostania w domach.

PS. Bardzo fajny blog, gratuluje pomysłu i realizacji. Wpadłem tu przypadkiem jakiś czas temu i oczywiście musiałem poświęcić całą noc, żeby wszystko przeczytać. Postaram się też skomentować niektóre wcześniejsze wpisy. Pozdrawiam...
-
slawnw
2010/12/18 14:47:26
Dzięki za dobre słowo i przepraszam... za zarwaną noc! ;)
Mam nadzieję, że tym blogiem zapełniam jakąś niszę, która równoważy teraz już wypaczony w drugą stronę obraz PRL-u. Bardzo prześmiewczy, chociaż nie wszystko było "do bani" w tamtych czasach (z uporem maniaka wciąż to powtarzam, ale myślę, że kiedyś wyjdzie na moje).
Pozdrawiam. :)