|
|
Drogi Czytelniku. Jeśli sądzisz, że blog ten jest pochwałą PRL-u w rozumieniu wielkiej polityki, to masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem. On jest o tym, że nasze otoczenie zmienia się powoli, lecz nieustannie, czasem dopiero po latach to zauważamy, bo podczas codziennej gonitwy myślimy, że cały czas jest wokół nas tak samo. Z drugiej strony, w pewnych sferach naszego życia ciągle tkwimy w tych samych schematach oraz jest wiele miejsc w których czas płynie wolniej.
Blog > Komentarze do wpisu
Kino domowe made in USSR![]() Idę za ciosem, to znaczy za poprzednim wpisem. Kino domowe made in USSR - projektor filmowy "Ruś" - kino domowe pełną gębą! Filmy na taśmie "ósemce" mają się u mnie dobrze, pomimo, że najstarsze mają już 40 lat. Wszystko działa i można się nawet domyśleć co się dzieje na filmie. Wiem, że jakość nie jest w formacie HD, ale wiadomo, że każdy właściciel takiej taśmy ma do niej stosunek emocjonalny, więc i marna jakość nie przeszkadza. Poza tym przypomnijmy sobie jak się trzeba było domyślać, co się działo na filmie, który był nagrany na taśmie wideo z wypożyczalni z bazarowego stoliczka. Zobaczymy jak te nowe nośniki wytrzymają tyle lat co moje archiwa, skoro nie potrafią wytrzymać kilku miesięcy, aby przechować kilka zdjęć. Nie mam zamiaru kopiować tych starych filmików na żaden inny nośnik. Nie byłoby już tego terkotu projektora... To już nie byłoby to. Przekonałem się o tym zaczynając kopiować utwory z kaset magnetofonowych na CD. Po przegraniu kilku kaset, zrezygnowałem z tego pomysłu... Jedynym moim zmartwieniem jest sytuacja w której przepali się żarówka w projektorze i nie będę już mógł kupić następnej, bo pewnie już takich nie produkują. Poza tym, jak to kaseta potrafi działać na człowieka... sobota, 10 października 2009, slawnw
Tagi:
kina
Komentarze
porcella
2009/10/12 11:22:13
Też miałam takie zamiary, ale się zepsuł projektor - coś w napędzie, paliły się taśmy, nikt nie chciał naprawić, Złota Rączka domowa, niestety, św. Piotrowi teraz naprawia - to przerzuciłam na kasety. Po czym zepsuł się magnetowid i okazało się, że to też sprzęt przestarzały, więc chyba przerzucę jednak na płytę. Poza tym orwochromy wypełzały i filmy z lat sześćdziesiątych już się zrobiły jak parada duchów przez powietrze. Ale to po prostu znak nieuchronnego przemijania - nie da się zatrzymać przeszłości i może nie trzeba?
2009/10/14 14:07:05
Dobrze, że jeszcze zdjęcia można po prostu przelać na papier...
Może rzeczywiście nie warto przedłużać przeszłości ponad miarę? W końcu co ja wiem i czy tak naprawdę chcę wiedzieć o swoich dawno już nieżyjących przodkach. Życie toczy się dalej i bez nich. Szkoda tylko, że postęp techniczny zastąpił biznes techniczny i to mnie martwi najbardziej. Przedsiębiorcy poszli w pewnym momencie po rozum do głowy, i się zreflektowali, że dalsze wydłużanie żywotności produktów jest strzelaniem do własnej bramki. A jeśli jest jakiś bardzo dobry produkt to każą sobie za niego płacić ceny wzięte z kosmosu. I to mnie trochę przeraża, bo muszę właściwie w tym uczestniczyć, mając pozorny wybór. Taka wolność rynkowa bez wolności. Kurczę. Wszystko to wygląda na zrzędzenie starych wapniaków! ;) A ja "w deski" się jeszcze nie wybieram. Nadal mi się marzy autostop po Australii... Ale miło jest powspominać i znaleźć na to chwilę. :) 2009/10/16 11:56:01
hmmm. Autostop po Australii!? No może być, pod warunkiem, że zdjęcia będą stosowne i umieszczane w blogu ;)
|